Umowy śmieciowe w praktyce. Pracodawca w Miastku nie zgłosił wypadku pracownika

Na czym w praktyce polega różnica między stałą umową o pracę a umową „śmieciową” lub pracą na czarno – mogliśmy przekonać się niedawno na Pomorzu. „Polska Dziennik Bałtycki” opisuje sprawę wypadku, któremu uległa pracownica fabryki mebli ogrodowych firmy Dajar w Miastku. Kobieta została uderzona elementem, który spadł z palety znajdującej się na regale. Obrażenia były na tyle poważne, że ranną musiał zabrać do szpitala śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.

Do wypadku doszło 6 lipca, jednak gazeta opisała go dopiero ponad 3 tygodnie później. Dlaczego? Okazuje się, że pracodawca nie zgłosił zdarzenia ani na policję, ani do Państwowej Inspekcji Pracy. Kobieta była zatrudniona na podstawie umowy cywilnoprawnej, a w takim przypadku część pracodawców uznaje, że nie odpowiada za pracowników. Sprawa wyszła na jaw przypadkiem. Jeden z mieszkańców Miastka, świadek lądowania śmigłowca LPR, zrobił mu zdjęcie i wysłał je do redakcji „Polski Dziennika Bałtyckiego”.

Inną interpretację przepisów od firmy Dajar przyjęła Państwowa Inspekcja Pracy ze Słupska, która już bada całą sprawę. – Pracodawca jest zobowiązany zgłosić wypadek w pracy niezwłocznie, co oznacza wręcz natychmiastowe powiadomienie nas i policji. Zaniechanie takiego postępowania jest zagrożone karą grzywny do 30 tys. zł. Tu występuje inny problem. Pracownica była zatrudniona na podstawie umowy cywilnoprawnej, a takiej formy zatrudnienia kodeks pracy nie rozróżnia. Zdania co do obowiązku zgłaszania wypadków takich osób są podzielona – wyjaśnia na łamach dzisiejszego wydania „Polski Dziennika Bałtyckiego” szef Państwowej Inspekcji Pracy w Słupsku Roman Giedrojć.

Tym razem w całym nieszczęściu przypadkowo udało się zabezpieczyć – miejmy nadzieję – interes poszkodowanej pracownicy. Ale ile podobnych wypadków pozostaje nie zgłoszonych, a ich ofiary pozostawione same sobie?

W firmie Dajar nie działa żadna organizacja związkowa.

 

 

Download PDF
Powrót Drukuj stronę