Tylko śnięte ryby płyną z prądem

O prałacie Jankowskim, kapelanie „Solidarności”, z Krzysztofem Doślą, przewodniczącym ZRG NSZZ „Solidarność” i przewodniczącym Społecznego Komitetu Budowy Pomnika ks. Henryka Jankowskiego, rozmawia Artur S. Górski

– Ksiądz prałat Henryk Jankowski był postacią szczególną. Kontrowersyjny, niezależny w swych opiniach, a przede wszystkim wspierający opozycję. Kiedy przecięły się Wasze drogi?

– Nie było to jakieś szczególne spotkanie. Jak wiele osób w tamtym czasie uczestniczyłem we mszach świętych za ojczyznę w kościele pod wezwaniem Świętej Brygidy. Świątynia była swoistą przestrzenią wolności.

 – W tej przestrzeni wielu znalazło azyl…

– Ksiądz prałat pomagał niezliczonej ilości osób, które takiej pomocy potrzebowały. Nie odmawiał jej w latach 80. nikomu, kto się o nią zwracał, ani tym, o których wiedział, że pomocy potrzebują. Nie odmawiał jej też po 1989 roku. Był człowiekiem, o czym wielu stara się zapomnieć, niezwykle uczynnym i pomocnym. Dzięki niemu wielu znaczących opozycjonistów mogło przetrwać ciężkie czasy.

– Wśród nich byli również ci, którzy prałata później ostro atakowali.

– Tak, niestety. Wielu mogło przeżyć dzięki pomocy prałata w sensie materialnym, ale też zaistnieć w obiegu informacji. Na plebanii u świętej Brygidy zbiegały się nici kontaktów i przekazywania informacji. Wielu na tej znajomości z księdzem prałatem skorzystało.

– Przede wszystkim ksiądz Jankowski dał się  poznać jako przyjaciel robotników. Msza święta w stoczni, w niedzielę 17 sierpnia 1980 roku, była takim punktem, od którego zaczęła się droga księdza Jankowskiego jako kapelana „Solidarności”?

– Był to dzień szczególny i punkt zwrotny strajku w stoczni. Jeszcze nie było wiadomo, w którą stronę wydarzenia się potoczą. Nie było jeszcze rozmów z delegacją rządową. Była atmosfera solidarności i sytuacja wyczuwalnego napięcia, wyczekiwania i niepewności. Przed stoczniowcami i pracownikami innych zakładów pracy była  dwutygodniowa droga do zawarcia porozumień. Ksiądz Jankowski, jako przedstawiciel Kościoła, odważył się i przybył do stoczni, by podtrzymać na duchu tych, którzy zdecydowali się na kontynuowanie strajku.

– Prałat Jankowski był człowiekiem odważnym, ale i niepokornym zarazem. Przeszkadzał w tworzeniu „nowego ładu”?

– Problemem dla niektórych osób, szczególnie tych wpływowych, które po 1989 roku zaczęły sprawować rządy, jak i tych aspirujących do panowania nad rządami dusz, było to, iż prałat miał swoje spojrzenie na rzeczywistość, jak i na przeszłość. Miał wiedzę i nie szedł w głównym nurcie. Był solistą i stronił od tak zwanej politycznej poprawności. Swoje zdanie, nieraz bardzo trafne, artykułował głośno i w sposób bezkompromisowy. Szedł pod prąd. Tylko śnięte ryby, mówił, płyną z prądem.

–  Trzeba dużej pewności siebie, niemałej wiedzy i odporności na trendy, mody. O swobodę wyrażania swojego zdania upominała się też „Solidarność”. To dobry powód, by materialny ślad obecności księdza prałata w życiu Gdańska i „Solidarności” stanął przy bazylice?

– Pomnik, obok świątyni odbudowanej staraniem prałata Jankowskiego, stanie w kolejną rocznicę podpisania Porozumień Sierpniowych. Mam nadzieję, że 31 sierpnia tego roku zaprosimy mieszkańców, ludzi „Solidarności”, na odsłonięcie pomnika. Jest pozwolenie na budowę, jest odlana w brązie figura księdza. Ustaliliśmy z księdzem proboszczem Ludwikiem Kowalskim z parafii Świętej Brygidy, że 31 sierpnia będzie datą odsłonięcia monumentu.

 – Na ten cel są nadal zbierane pieniądze?

– Datki będą zbierane przynajmniej do dnia odsłonięcia pomnika. Kwota, która zostanie ze zbiórki, będzie przeznaczona na utrzymanie skweru wokół pomnika, na to, by przy krypcie, w której spoczywa ks. prałat, były kwiaty. „Solidarność” pamięta o swoim kapelanie.

Download PDF
Powrót Drukuj stronę