Twarz polskiej biedy – Krzysztof Dośla o sytuacji społecznej w Polsce

Międzynarodowy Dzień Walki z Ubóstwem przypada 17 października. Inicjatywa została zapoczątkowana przez Organizację Narodów Zjednoczonych w 1992 r. Ten dzień jest poświęcony solidarności z osobami najuboższymi i ma uświadomić opinii publicznej konieczność likwidacji, a przynajmniej ograniczenia skali ubóstwa.

Jaka wygląda ten problem w Polsce? To nie tylko ubóstwo bezrobotnych, ale także rzeczywistość prekariatu (grupy pracowników pozbawionych stałego zatrudnienia, a zatem również gwarancji stałego dochodu), dużego rozwarstwienia wynagrodzeń, ubóstwa dzieci (w tej kategorii jesteśmy niechlubnymi liderami w Europie!) oraz rzeszy tzw. ubogich pracujących, a więc osób, które mimo posiadania stałej pracy nie mogą utrzymać siebie i swojej rodziny – ok. 11 proc. pracowników mimo stałego wynagrodzenia funkcjonuje na granicy ubóstwa, a jednocześnie nie jest uprawnionych do otrzymania pomocy społecznej!

– W roku 25 rocznicy – obchodzonej hucznie przez władze, a nieco skromniej przez społeczeństwo – częściowo wolnych wyborów, które w opinii wielu oznaczały odzyskanie przez Polskę wolności, niewielu przedstawicieli życia publicznego pochyla się nad sytuacją społeczną w naszej ojczyźnie – ocenia przewodniczący Zarządu Regionu Gdańskiego NSZZ „Solidarność” Krzysztof Dośla – Po 7 latach rządów koalicji PO-PSL mamy wysokie bezrobocie, już nie emigrację, ale ucieczkę, prawdziwy eksodus młodych Polaków za granicę w poszukiwaniu jakichkolwiek warunków życia i ubóstwo, które wydawało nam się cechą państw Trzeciego Świata, a nie tych w sercu Europy, w dodatku określonych przez władze mianem „zielonej wyspy”.

Twarz biedy

– Ubóstwo w Polsce ma wiele twarzy – dodaje Krzysztof Dośla. – Z danych GUS za lata 2010–2012 wynika, że obszar nędzy w naszym kraju się powiększa. Podobnie wygląda sytuacja w naszym regionie. W 2012 r. na granicy skrajnego ubóstwa żyło już ok. 10 proc. mieszkańców województwa pomorskiego. Pod tym względem Pomorze zajmuje niechlubne 4 miejsce od końca w skali kraju. To oznacza, że ok. 220 tys. Pomorzan żyje na granicy minimum egzystencji, czyli posiada środki wystarczające jedynie na zapewnienie skromnego wyżywienia. Osoby w takiej sytuacji w żaden sposób nie mogą zaspokoić swoich potrzeb zawodowych, kulturalnych, wypoczynku itd. Można powiedzieć wprost, że są to osoby zagrożone śmiercią z powodu nędzy.

Dodajmy, że te statystyki wyglądają jeszcze gorzej przy zastosowaniu innych narzędzi metodologicznych. Przyjmując ustawową granicę ubóstwa, związaną z uprawnieniami do otrzymywania świadczeń z pomocy społecznej, mówimy już o 11 proc. społeczeństwa. Z kolei przyjmując tzw. relatywną granicę ubóstwa, dotyczącą osób żyjących na poziomie poniżej 50 proc. średnich dochodów w Polsce, otrzymamy liczbę 20,3 proc. ubogich Polaków. Dla wszystkich tych statystyk charakterystyczny jest wzrost poziomu zagrożenia skrajnym ubóstwem w czasie rządów koalicji PO-PSL. Wcześniej, w latach 2006–2008 zanotowaliśmy w Polsce wyraźny spadek liczby osób żyjących na poziomie minimum egzystencji – podsumowuje szef gdańskiej „S”.

Z pracą, ale bez godnej płacy

– Przerażające jest to, że w gronie ubogich Polaków całkiem istotny procent stanowią osoby pracujące – podkreśla Krzysztof Dośla – Ten problem dotyczy 12 proc. osób zatrudnionych. Gorzej w tym względzie jest jedynie w 4 państwach Unii Europejskiej – na Litwie, w Bułgarii, Rumunii i Hiszpanii. Co więcej, wbrew pozorom wśród tzw. ubogich pracujących nie znajdują się tylko osoby słabo wykształcone – 28 proc. z nich ma wykształcenie średnie, a 4,5 proc. wykształcenie wyższe! Ponadto 89 proc. ubogich pracujących w Polsce zatrudnionych jest na podstawie umowy o pracę w pełnym wymiarze! A zatem wielu pracowników na etacie nie jest w stanie zapewnić sobie utrzymania. Potwierdza to raport Komisji Europejskiej, zgodnie z którym w wyżej wymienionych państwach (także Polsce) głównym czynnikiem ubóstwa osób pracujących jest duża liczba stanowisk pracy nie dających pewności zatrudnienia. W Polsce w tej kategorii dominują pracownicy zatrudnieni przez agencje pracy tymczasowej oraz na podstawie umów cywilnoprawnych, mimo że wykonują prace w pełnym wymiarze czasu. Łącznie w naszym kraju tzw. biedni pracujący stanowią aż 6,6 proc. całej populacji dorosłych Polaków. To ponad 2 mln osób! – alarmuje przewodniczący ZRG.

– Jak na tym dramatycznym tle prezentują się oficjalne wypowiedzi przedstawicieli rządzącej od 7 lat koalicji PO-PSL? Pamiętajmy o tym przy okazji zbliżających się wyborów samorządowych. Nic nie dzieje się bez przyczyny. Skala polskiej biedy jest efektem m.in. braku jakiejkolwiek polityki gospodarczej i społecznej w Polsce w ostatnich latach – apeluje Krzysztof Dośla.

Download PDF
Powrót Drukuj stronę