To trzeba po prostu lubić

– Jestem związkowcem. Nigdy nie robiłem rzeczy, za które mógłbym się dziś wstydzić. Działałem zawsze dla dobra Związku. Nigdy w interesie własnym. Największym moim sukcesem jest to, że ludzie mają do mnie zaufanie. Najważniejszą weryfikacją w tej kwestii są wybory do związkowych władz – mówi Leszek Stodolski, przewodniczący Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” w Przedsiębiorstwie Komunikacji Trolejbusowej w Gdyni.

Leszek Stodolski zapisał się do „Solidarności” w 1980 roku. Był wtedy delegatem na Walny Zjazd Delegatów WPK Zakład Gdynia, a od czasu relegalizacji „Solidarności” w 1989 roku pełnił funkcje przewodniczącego i wiceprzewodniczącego związku w gdyńskiej komunikacji trolejbusowej.

Na zdjęciu: Katarzyna Wawrzyniak i Łukasz Stodolski. Fot. Olga Zielińska

trolejbusy_gdynia

 

– Staram się być wierny ideałom społecznym, utrzymać ducha „Solidarności”, jaki tchnął w nasz związek Zenon Kwoka, pierwszy przewodniczący Komisji Zakładowej w WPK GG Zakład Gdynia – opowiada Leszek Stodolski.

Podkreśla, że „Solidarność” stała się częścią jego życia, że nadaje mu głębszy sens.

– W 1980 roku bycie w naszym związku dawało możliwość dokonania zmian w Polsce. A dziś przyzwyczaiłem się do „Solidarności” tak jak do żony – żartuje przewodniczący „Solidarności” w PKT. – Nie mógłbym bez związku normalnie funkcjonować. To trzeba po prostu lubić. Nigdy nie działałem dla aplauzu, dla jakichś partykularnych celów. Lubię robić coś dla ludzi. A pomagając innym, robię coś fajnego dla siebie.

Leszek Stodolski pracuje w branży od 40 lat, obecnie jest mistrzem Wydziału Sieci i Podstacji. Mówią o nim, że jest skutecznym działaczem związkowym.

– Trzeba być stałym i konsekwentnym. Ale też wyedukowanym przez związek. Kiedy zamykają drzwi, próbować wejść oknem – opowiada przewodniczący „S”. – Nie jestem działaczem etatowym. Uważam, że pracując jak inni jestem bliżej ludzi. Cały czas zachowuję z nimi kontakt, wiem doskonale, co się w pracy dzieje, jakie mają problemy.

Katarzyna Wawrzyniak, członek Komisji Zakładowej, mówi, że bycie w „Solidarności” daje poczucie bezpieczeństwa.

– Należę do „Solidarności” od 2006 roku. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że nic byśmy nie osiągnęli, nic nie wynegocjowali z pracodawcą, gdyby nie związek zawodowy – tłumaczy Katarzyna Wawrzyniak. – Mamy poczucie, że możemy mówić o problemach w pracy i dążyć do ich rozwiązania. Że nie musimy w sobie tłumić żalu, frustracji. I cały czas mam świadomość, że kiedy biorę udział w rozmowie z zarządem spółki, to nie jestem sama, są ze mną inni. I, co ważne, nie reprezentuję siebie, a związek, interesy pracowników. To daje siłę.

W Przedsiębiorstwie Komunikacji Trolejbusowej w Gdyni są cztery związki zawodowe. Do „Solidarności” należy 77 pracowników – kierowcy, pracownicy warsztatów, sieci i administracji. W zakładzie pracuje około 350 osób.

 

Związek zawodowy a pracodawca

– Mądry pracodawca będzie współpracować ze związkami zawodowymi. Po co ma rozmawiać ze wszystkimi pracownikami, omawiając kluczowe problemy, kiedy może to skuteczniej zrealizować z przedstawicielami związku, który jest reprezentantem załogi – mówi Stodolski.

Katarzyna Wawrzyniak dodaje, że zarząd firmy liczy się z ich zdaniem.

– Wspólnie dochodzimy do kompromisu, a potem w negocjacjach z władzami miasta można dojść do konkretnych ustaleń. A to wszystko służy pracownikom.

Aby być bardziej skutecznym, powołano w Przedsiębiorstwie Komunikacji Trolejbusowej komisję współdziałania związków zawodowych.

– Działamy ramię w ramię, jednocząc siły w sprawach pracowniczych. Wypracowujemy wspólne stanowisko i negocjujemy z pracodawcą – tłumaczy Stodolski.

Wspólnym sukcesem były negocjacje dotyczące podwyżek zarobków.

W 2006 roku stawka godzinowa wynosiła 7 złotych, a w 2008 roku została podniesiona do 15 złotych. Najbardziej na porozumieniu skorzystali wtedy najmniej zarabiający. Ale też taki był cel. Bo ci zarabiający więcej w postaci pochodnych do pensji też otrzymali wyższe wynagrodzenia.

Leszek Stodolski mówi, że docenia wagę prowadzenia negocjacji i wzajemną uczciwość partnerów.

– Młodzi czasem mówią: Ale udało mi się go wykiwać. W negocjacjach można tak zrobić tylko raz. Bo potem nie będziemy dla partnera wiarygodni – wyjaśnia przewodniczący „S”.

Najważniejszym zadaniem związku jest w tej chwili utrzymanie zapisów Zakładowego Układu Zbiorowego Pracy. Dokument ten jest oparty na branżowym układzie zbiorowym pracy z 1974 roku. W tak zwanym międzyczasie naniesiono oczywiście w związku ze zmianami gospodarczymi i strukturalnymi firmy poprawki, ale główne zapisy są aktualne.

– Ten układ jest naprawdę korzystny dla pracowników – tłumaczy Stodolski. – Dlatego stale są zakusy na niego. Argumenty po stronie zarządu miasta są takie, że to stare, komunistyczne porozumienie. Ale dla nas, związkowców, najważniejsze jest dobro pracownika, a ten układ go zapewnia. Gwarantuje pracownikom bezpieczeństwo zatrudnienia i wynagrodzenia, godziwe odprawy, ludzie nie są zwalniani z pracy.

 

Związek dla ludzi

– Związek ma służyć ludziom, walka o ideały to za mało – podkreśla przewodniczący. – W zakładzie często niby drobne sprawy decydują o tym, czy łatwiej, czy też trudniej wykonuje się pracę.

Przy dużych staraniach „Solidarności” udało się wraz z innymi związkami zawodowymi wynegocjować z Urzędem Miasta w Gdyni, aby na przystankach końcowych powstały kontenery sanitarne, gdzie można zjeść posiłek, skorzystać z toalety. Wcześniej to był ogromny problem dla kierowców. Sukcesem jest także powstrzymanie pracodawcy od realizacji pomysłu, aby za przewinienia, np. skargi zgłaszane przez pasażera, karać pracowników obniżeniem stawek.

– I jeszcze coś niezwykle istotnego dla kierowców – dopowiada Stodolski. – Wynegocjowaliśmy przy wprowadzeniu równoważnych norm czasu pracy, aby najkrótsze zatrudnienie jednego dnia wynosiło sześć godzin. To ważne, bo są firmy transportowe, gdzie kierowcy na przykład pracują po dwie godziny.

Związkowcy są dumni z ogólnie dostępnej, także dla rodzin pracowników, siłowni. Powstała ona także na wniosek „Solidarności”.

Są też i problemy, z którymi mierzy się związek.

– Od sześciu lat nie było w firmie podwyżek – mówi Stodolski. – Ta sytuacja jest jednakowa w całym kraju. Widzę w tym rolę branży.

Leszek Stodolski jest członkiem 11-osobowej Krajowej Rady Sekcji Komunikacji Miejskiej NSZZ „Solidarność”.

– Jestem za wzmocnieniem siły branż w związku. Negocjacje na tym zyskują – mówi Stodolski. – W naszej sekcji spotykamy się przynajmniej raz w miesiącu w różnych zakładach pracy w całym kraju. To daje możliwość poznania rozmaitych zagadnień i szybkiego reagowania na problemy, które trzeba rozwiązać.

Przewodniczący „Solidarności” w PKT jest zdania, że to branża powinna ustalać z rządem trendy rozwoju taboru, np. czy preferowany ma być elektryczny, czy też paliwowy, kwestie wynagrodzeń i inne problemy.

– Łatwiej dojść do porozumienia w branży, określić zasady, oczekiwania, potem negocjować z rządem – mówi Stodolski.

„Solidarność” to bycie z innymi, dla innych. Dlatego związkowcy z PKT w Gdyni angażują się w różne akcje związkowe.

– Organizowałem lub współorganizowałem strajki komunikacyjne. Ale nie zawsze możemy aktywnie brać udział w manifestacjach – mówi Stodolski.
– Pracujemy non stop, ale zawsze staramy się w możliwy dla nas sposób brać udział w akcjach protestacyjnych. Na pojazdach wywieszamy flagi, wstęgi „Solidarności”. Żeby było nas widać.

W ubiegłym roku, kiedy górnicy prowadzili strajk, na szybach z przodu trolejbusów pojawiły się tabliczki z napisem „Popieramy strajk górników”.

– Uważamy, że „Solidarność” to wzajemne wspieranie się – mówi Katarzyna Wawrzyniak.

Olga Zielińska

Download PDF
Powrót Drukuj stronę