Tadeusz Szymański: marzy się komuś w Gdańsku rodzaj nieuzasadnionej autonomii

 Z dr. inż. Tadeuszem Szymańskim, pracownikiem Politechniki Gdańskiej i przewodniczącym NSZZ „Solidarność” na tej uczelni, wnukiem i synem harcerzy gdańskich Wolnego Miasta Gdańska rozmawia Artur S. Górski

- Był pan zaskoczony tym, że prezydent Gdańska najpierw wywołał burzę wokół udziału ministra obrony narodowej w uroczystościach rocznicy wybuchu II wojny światowej, by po kilku dniach gorącej debaty oddać pola i zaprosić ministra Błaszczaka   na Westerplatte?

- Prezydent Adamowicz,  nie po raz pierwszy trącił moją czułą na politykę historyczną strunę. Tak politykę, bo manipulowanie historią i  przepychanki przy patriotycznych rocznicach są polityką, ale zdegenerowaną. Nie czas i miejsce na takie waśnie 1 sierpnia czy 1 września. Nie przystoi. Niezależnie kto i w jakim celu je wszczyna. Myślę, że mój głos jest uzasadniony faktami, iż mój dziadek Kazimierz Szymański w 1920 roku został z Limanowej, z gór, skierowany na polską placówkę celną w byłym Wolnym Mieście Gdańsku. Do 1937 roku pełnił tam swoją funkcję. Zapisał się w gdańskiej Chorągwi ZHP jako autor hymnu „Dalej harcerze ramię do ramienia”, muzykę doń skomponował Feliks Nowowiejski. Ojciec mój, także Tadeusz, był gdańskim harcerzem, miedzy innymi  drużynowym przy Gimnazjum Polskim, a później komendantem Hufca Gdańsk Śródmieście. We wrześniu 1939 uczestniczył w obronie Kępy Oksywskiej, za co otrzymał Srebrny Krzyż Virtuti Militari. Pocieszające, że w końcu Paweł Adamowicz ochłonął…

- Niesmak wywołany jego jednoosobową próbą zablokowania armii pozostał…

- I dlatego zabieram głos. Pierwszy raz zareagowałem, gdy rondo w Kokoszkach nazwane zostało „Rondo Graniczne Wolne Miasto Gdańsk – Rzeczpospolita Polska (1920-1939)”. Tam przebiegała granica, ale co to ma wspólnego z Polakami w Wolnym Mieście Gdańsku, tym bardziej, że dla nich miasto wolnym nie było…

- Nazwa jak nazwa. Warto o nią toczyć spory?

- Nie tylko nazwa, lecz jest ciąg zdarzeń i nazw. Wysłałem wówczas e-mail do prezydenta Gdańska z apelem i propozycją by plac przed Muzeum II Wojny Światowej nosił nazwę Polonii w byłym Wolnym Mieście Gdańsku. Bez skutku. Ale  proszę odnieść na przykład to do honorowania osoby Guntera Grassa…

- Czyżby zagnieździła się tutaj jakaś ukryta opcja niemiecka?

- Nie wiem, czy ukryta, czy jawna, ale  jej przejawem było, według mnie, nadanie jemu honorowego obywatelstwa Miasta Gdańska, mimo że wyszło na jaw, iż pisarz służył w Waffen SS (1944-45 w 10. SS-Panzer-Division „Frundsberg” – dop red.). Był gdańszczaninem, noblistą, ale sam zgłosił się do tej formacji. Zgodziłbym się na jego ławeczkę, na uliczkę nawet, ale nie na taki honor. W tym się  różnię z władzami miasta…

- Mamy dzisiaj wyjątkowo głęboki podział w społeczeństwie…

- Nie chodzi mi o wojnę dwóch plemion. To jest oczekiwanie na reakcję władz miasta, uzasadnioną patriotyzmem. Warto poszukać odpowiedzi dlaczego łatwo zapomina się w Gdańsku o tych, którzy ryzykowali życie dla polskiego Gdańska i zastanowić się czy można dla nich zrobić więcej. Do Rady Miasta w  1996 roku wpłynął wniosek Komendy Chorągwi ZHP, by nazwami ulic upamiętnić pamięć gdańskich harcerzy i do dnia dzisiejszego nie został rozpatrzony. I mam na myśli nie tylko mojego ojca ujętego w tym wniosku…

 

- Historia miasta była skomplikowana…

- Mój ojciec spędził resztę wojny jako jeniec. Był ciężko ranny i 15 września  1939 roku został umieszczony w szpitalu w Babich Dołach. Po kapitulacji Oksywia najciężej rannych przewieziono statkiem „Wilhelm Gustloff” (znany statek pasażerski, zamieniony na okręt szpitalny) do Reserwe Lasaret w Szleswigu- Holsztynie, w którym przebywał 7 miesięcy. Po leczeniu został wywieziony do Oflagów w  Ittzehoe, Sandbostal, Lubece i  II D Gross Born (nieopodal dzisiejszego miasteczka Borne Sulinowo.). To też symbolika skomplikowanej historii i tragedii wojny totalnej.

- Kogo więc mamy upamiętniać w Gdańsku, skoro nawet Westerplatte przez lata było miejscem zaniedbanym?

- Rozumiem, że różne sentymenty muszą wybrzmieć, że była wielokulturowość, była Hanza, ale przecież to jest polskie miasto. Zabrakło więc refleksji, aby zaakceptować inicjatywę uhonorowania harcerzy polskich z Wolnego Miasta Gdańska, poprzez nadanie ich imienia gdańskim uliocom. Tych kilku dzielnych harcerzy czeka. To choćby harcmistrz Jan Ożdżyński, który poległ 1 września w budynku dyrekcji kolei, broniąc hitlerowcom wstępu do gmachu PKP. To Oskar Żawrocki, harcmistrz, dowódca harcerskiego plutonu w wojnie z bolszewikami i twórca Harcerskich Oddziałów Bojowych i adiutant pułkownika Dąbka, To też Michał Urbanek, współtwórca gdańskiego harcerstwa, komendant hufca w Gdańsku i Teodor Delong, który bronił Kępy Oksywskiej,  Tadeusz Kulczycki, komendant II Hufca Gimnazjalnego Harcerzy w Gdańsku. który walczył w 2 pułku Strzelców Podhalańskich, przez sowietów osadzony w Starobielsku i zamordowany.

- Gdańsk w latach 30. roił się od prowokatorów i bojówkarzy. Trzeba było odwagi, by pokazać się na ulicy w mundurku harcerskim? 

- Tym bardziej prezydent Gdańska, który patronuje odbywającemu się zlotowi ZHP powinien znaleźć miejsce dla gdańskich harcerzy na miejskich tabliczkach z nazwami ulic.

- Na to trzeba jednak inicjatywy magistratu zgody ratusza…

- Nie była potrzebna żadna zgoda, gdy przed sześciu laty nad bramą stoczni umieszczono z inicjatywy prezydenta Adamowicza imię zbrodniarza Lenina. Czy gdy na budynku dawnej poczty przy Dworcu Głównym przywrócono napis „Postamt”. Gdańscy pocztowcy zostali wymordowani. Był to mord sądowy…

- Poczta Polska w Wolnym Mieście Gdańsku powstała na mocy traktatu wersalskiego. Urząd pocztowy zaatakowany przez Niemców 1 września 1939 roku znajdował się przy dawnym placu Heweliusza…

- Wiem, ale w jakim celu pisze się na murze, po niemiecku, nazwę dawnej dworcowej poczty, czy też nadaje się tramwajowi barwy Wolnego Miasta, a innemu pojazdowi szynowemu imię Adolfa Friedricha  Butenandta? To noblista, nota bene dr Honoris Causa  mojej uczelni, chemik, wybitny naukowiec, ale służący zbrodniczej ideologii, który podpisał przysięgę wierności Adolfowi Hitlerowi. To zbyt wiele jak na przypadek. Ten ciąg zdarzeń wywołuje nieodparte wrażenie, że marzy się tutaj komuś jakiś rodzaj nieuzasadnionej autonomii.

 

Download PDF
Powrót Drukuj stronę