Święto wolności czy hipokryzji?

„Dniem wielkiej hipokryzji były wczorajsze obchody 4 czerwca. Głównym bohaterem oprócz świeżo pochowanego dyktatora był amerykański prezydent. Oprócz tego byli politycy. Czy ci z opozycji, czy z PZPR, wszyscy są ojcami wolności. Tylko czekać, jak w rocznicowych defiladach zaczną maszerować byli zomowcy i esbecy, bo przecież, jak tłumaczył weteran wojska ludowego w wywiadzie telewizyjnym, gdyby chcieli, to mogliby więcej osób zabić. Może zawsze tak wygląda polityka, że bohaterami są tylko ci, którzy mają dostateczne wpływy albo pieniądze, by się nimi ogłosić. Ale szkoda, że o kimś trochę zapomniano. O kilkunastu milionach zwykłych Polaków, którzy ćwierć wieku temu powiedzieli komunistom nie. Cóż, drobne przeoczenie” – komentuje oficjalne obchody 25 rocznicy wyborów 4 czerwca Wiktor Świetlik, publicysta i felietonista „Super Expressu”.

Trudno się z nim nie zgodzić. Wybory 4 czerwca 1989 r. były wielkim zwycięstwem „Solidarności” i narodu polskiego, który mając pierwszą po II wojnie światowej formalną okazję powiedzenia „Nie” reżimowi komunistycznemu, uczynił to z całą siłą. Pozytywna ocena czerwcowych wyborów nie może jednak automatycznie oznaczać bezkrytycznej akceptacji porozumień Okrągłego Stołu, „grubej kreski” i 25 lat III RP. A właśnie do tego sprowadzili obchody święta 4 czerwca prezydent i rząd. Charakterystyczne, że motywem przewodnim uroczystości, na które nie zaproszono przedstawicieli NSZZ „Solidarność”, uczyniono słowo „wolność”, zapominając zupełnie o pojęciu „solidarności”. Czyżby świadomie, wiedząc, że przez 25 lat III RP być może była wolność, ale nie zbudowano prawdziwej solidarności?

W tym kontekście warto przypomnieć słowa śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który doceniał wagę wyborów 4 czerwca 1989 r. (sam zdobył w nich mandat senatora, startując jako kandydat NSZZ „S” w okręgu gdańskim), ale jako głowa państwa apelował o sprawiedliwą i wyważoną ocenę dorobku III RP, z wszystkimi jej sukcesami i porażkami.

Oto tekst jednego z najważniejszych przemówień w całej prezydenturze Lecha Kaczyńskiego, wygłoszone przez prezydenta w 20 rocznicę wyborów czerwcowych na placu Solidarności w Gdańsku:

Niedaleko stąd, tuż obok, rodziła się wolna Polska. W sierpniu 1980 roku był to kolejny etap walki całego naszego narodu. Walki narodu, któremu po II wojnie światowej przyszło znosić jarzmo komunizmu, ale który się temu komunizmowi przeciwstawiał.

Ta walka Polaków wymagała ofiary krwi, a te krzyże, które stoją tuż obok, są pomnikiem dla nich.

Zanim przyszedł rok 1980, był i krwawy rok 1970, były wcześniej również krwawe wydarzenia w Poznaniu, była walka w obronie Kościoła w Nowej Hucie, w Zielonej Górze, w innym miastach. Polska stawiała opór, by w roku 1980 stworzyć ruch, którego „nie znał świat”, to był i jest związek zawodowy, ale to był też wielki ruch społeczny, wielki ruch narodowy. To była Polska właśnie – Polska zorganizowana w imię najprostszych wartości: prawdy, solidarności, niepodległości. Polska, która zadała wtedy cios komunizmowi – cios, który okazał się śmiertelny, choć przyszedł stan wojenny i jego ciemne lata.

20 lat temu jednak zaświeciło słońce, bo w wyborach, które nie były do końca demokratyczne, naród powiedział komunizmowi „nie”. To była już prosta droga do całkowitej wolności. Prowadziliśmy walkę pokojową, a ta walka kosztuje czasem kompromisy. Był kompromis przy Okrągłym Stole, ale raz jeszcze jako świadek tamtych wydarzeń – nikt przy Okrągłym Stole nie obiecał nikomu własności, nikt nie obiecał „Solidarności” władzy – sama sobie wzięła!

Sama sobie wzięła i sama była gwarantem stabilizacji w naszym kraju – możliwości przeprowadzenia reform, które przeprowadzano zbyt bezwzględnie.

Po dwudziestu latach możemy mówić o wielkich sukcesach i wielkich porażkach. Co jest sukcesem? Nasza wolność, niepodległy kraj, sukcesem są pewne postępy w modernizacji. Jest edukacja milionów Polaków. Co jest porażką? Choćby sytuacja tej stoczni, tego zakładu, który nie jest tylko zakładem montażowym statków, jest symbolem wolnej Polski i nie ma prawa upaść!

Jest symbolem i pomnikiem, a żaden naród, który szanuje samego siebie, nie będzie zwalał pomników z cokołów. Wręcz przeciwnie – trzeba je budować, a ten już jest i niech zostanie! Była także druga nasza porażka – straszna choroba bezrobocia, która niszczyła ponad pół pokolenia i niosła wszelkie możliwe nieszczęścia: rozpad rodziny, przestępczość.

Dziś ta choroba znów wraca – kto inny jak „Solidarność” powinien się jej energicznie przeciwstawić? Musicie walczyć i jestem tutaj z wami – nie może być w Polsce dwóch czy dwóch i pół miliona bezrobotnych! Taki kraj nigdy nie będzie szczęśliwy.

Praca to mniej ludzkiego nieszczęścia i więcej sukcesów. A przecież – jak powiedziano tu przed godziną, jak powiedział ks. abp – to państwo Polska, nasza Rzeczpospolita, ma służyć wszystkim, a nie tylko bogatym!

Rzeczpospolita jest dobrem wspólnym, dobrem wszystkich Polaków: tych z Trójmiasta, i tych z Warszawy, tych z małych miast: z Garwolina, Trzebiatowa… Wymieniam specjalnie miasta w różnych miejscach Polski. Polski rolnik po kilku latach powodzenia znów jest w trudnej sytuacji.

Drogie koleżanki i drodzy koledzy, myśmy byli na dobrej drodze i niezależnie od światowego kryzysu, niekoniecznie musimy z niej schodzić. Wymaga to aktywności całego społeczeństwa. „Cudów nie ma – wszystko ściema!” – to nie ja wymyśliłem. Cuda zdarzają się rzadko i nie politycy o nich decydują, tylko Pan Bóg.

Dokonajmy uczciwej oceny! Taka jest prawda – ale pierwszą prawdą jest to, że musimy skorzystać z tej wolności, którą żeśmy wywalczyli. Z tej demokracji, którą toczy niejedna choroba, ale też została przez nas wywalczona. Przez nas samych, nie przez obalenie berlińskiego muru. Korzystanie z tej demokracji prowadzi także przez urnę wyborczą. Skorzystajcie z tego prawa i namawiajcie innych.

W naszym kraju są pracodawcy i pracownicy – to normalne, ale żeby między jedną a drugą stroną była równowaga, musi być dialog – a ten mogą prowadzić tylko silne związki zawodowe. Chciałem wam życzyć, by Solidarność była jeszcze silniejsza.

W tym dniu naród polski powiedział: „sprawdzam” i ten sprawdzian wyszedł zwycięsko dla narodu, a nie dla komunistycznej władzy. Od tego dnia możemy liczyć wolną Polskę, choć komunistyczny rząd urzędował jeszcze trzy miesiące. Ten dzień jest dniem triumfu „Solidarności”, a ten triumf był zazwyczaj triumfem Polski. Oby było tak zawsze. Dziękuję bardzo.

 

Download PDF
Powrót Drukuj stronę