Strażnicy reżimu komunistycznego

O systemie prawa w powojennej, komunistycznej Polsce, a także aktorach tamtej sceny, czyli sędziach, prokuratorach, funkcjonariuszach milicji, służb bezpieczeństwa, służby więziennej oraz przedstawicielach aparatu władzy mówili historycy IPN na konferencji „Konformiści czy przestępcy w togach?  Sędziowie i prokuratorzy utrwalający reżim komunistyczny”, która odbyła się 19 kwietnia w Muzeum II Wojny Światowej.

To ważny temat nie tylko ze względu na historię Polski, ale także dlatego, że to wtedy stworzono podwaliny do systemu prawa, który mamy obecnie. Dlatego tak istotne jest ukazywanie, odkłamywanie historii, a w konsekwencji naprawa systemu wymiaru sprawiedliwości.

Sędziowie i prokuratorzy oraz inni funkcjonariusze publiczni szczególnie w okresie stalinowskim, ale przecież także i później, wypełniali określone dyrektywy aparatu władzy, a nie kierowali się zasadami, które powinny być nadrzędne – mowa o etyce, kwestiach moralnych, obowiązującym prawie, zdobytej wiedzy prawniczej, zebranych materiałach, sposobie prowadzenia przesłuchań. Historycy przedstawili sylwetki osób z Pomorza, które wyjątkowo haniebnie swoją działalnością zasłużyły sobie na to, aby o nich pamiętać.

Dotychczas dosyć dużo mówiono o oprawcach „Inki” i „Zagończyka”, ale równie bezprawnych procesów, także zakończonych karą śmierci było w powojennej Polsce bardzo dużo. Tylko sam Sąd Marynarki Wojennej w Gdyni, który w tamtym czasie pełnił zadania sądu rejonowego, w okresie stalinowskim, w latach 1945 – 1952 przeprowadził 2088 spraw sądowych, w których skazano 2731 osób, 45 z nich otrzymało wyrok kary śmierci, wykonano aż 10.

Ci, którzy tworzyli wtedy prawo na Pomorzu przyjechali w większości ze Związku Radzieckiego. Tam też się uczyli, tam przyswoili sobie standardy prawa. Aparat władzy potrzebował funkcjonariuszy, którzy gotowi byli stać na straży ówczesnego reżimu, dlatego werbowano ich w różny sposób. Znamienne, iż rzadko byli to ludzie wykształceni. Jeden z sędziów miał na przykład wykształcenie jedynie podstawowe. I choć rozpoczął potem studia, nie zdołał ich ukończyć. Nie przeszkadzało to jednak, by nadal mógł prowadzić sprawy i wydawać haniebne wyroki.

Dodajmy, że środowisko nie chciało się samo oczyścić. Nawet, jeśli były prowadzone śledztwa przeciwko funkcjonariuszom publicznym ówczesnego reżimu, na których złożono skargi, sprawy były umarzane lub odsyłane do innych rejonów, gdzie traktowano ich wyjątkowo łagodnie. Nawet, jeśli musieli odejść z pracy w sądzie czy prokuraturze, często zostawali adwokatami lub znajdowali pracę na różnych kierowniczych stanowiskach.

Wrócimy do tematu w kolejnym numerze „Magazynu Solidarność”

zola

 

Download PDF
Powrót Drukuj stronę