Spór o kornika, batalia o puszczę, grożenie Polsce karami

Komisja Europejska skierowała do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej skargę przeciwko Polsce, a ten nakazał wstrzymanie wycinki drzew w Puszczy Białowieskiej. Jeśli Polska tego nie zrobi, komisja grozi nałożeniem wysokich kar.

Zdjęcia: Maria Giedz

Adam Kwiatkowski, dyrektor Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Gdańsku, podejrzewa, że jest to tylko straszak. Bowiem wycinki drzew zaatakowanych przez korniki, notabene prowadzonej jedynie na terenie lasów gospodarczych, a nie w Białowieskim Parku Narodowym, nie wolno zatrzymać, gdyż grozi to zniszczeniem całej puszczy.

Zacznijmy jednak od kornika, który jest chrząszczem o wielkości 4-5 milimetrów, ma barwę brązową. Żywi się żywym drewnem starych świerków, niszcząc to, co jest pod korą, czyli wszystkie przewody, którymi do drzewa dociera woda i asymilaty. Teoretycznie kornik atakuje tylko świerki, ale leśnicy widzieli go już również na sośnie.

Świerkożerny owad

– Jeśli zostawimy jedno drzewo zasiedlone kornikiem, to za rok mamy od 30 do 50 martwych drzew, a za kolejny rok zniszczenie obejmuje już pół hektara lasu – wyjaśnia Stanisław Kwaśnik, przewodniczący Międzyregionalnej Sekcji Pracowników Leśnictwa NSZZ „Solidarność” Regionu Gdańskiego. – Okres rozwoju tego owada wynosi od 6 do 10 tygodni i jest bardzo dynamiczny. Przy sprzyjających warunkach w szybkim czasie mogą powstać trzy, a nawet cztery pokolenia. Ich populacja wzrasta, gdy lasy są „brudne”, czyli kiedy szkody wyrządzone przez wiatry, a więc złomy, wywroty, gałęzie czy czuby nie są usuwane. To one stanowią bazę pokarmowo-rozrodczą. W drzewostanach gospodarczych takiego „brudu” nie może być. Oczywiście, można pozostawić las świerkowy bez ingerencji człowieka, ale wówczas świerk zaniknie, a na jego miejscu pojawią się brzozy, osiki, graby, leszczyny. Chcąc uzyskać drzewostany świerkowe, jakie mieliśmy w Puszczy Białowieskiej, bez ingerencji człowieka trzeba by było czekać kilkaset lat.

W rezerwatach przyrody i parkach narodowych leśnicy w naturę nie ingerują, chyba że właśnie tamtędy poprowadzono szlak turystyczny, a stan drzewostanu zagraża bezpieczeństwu ludzi. Natomiast zgodnie z art. 35 Ustawy o lasach z 28 września 1991 r. „Nadleśniczy prowadzi samodzielnie gospodarkę leśną w nadleśnictwie na podstawie planu urządzenia lasu oraz odpowiada za stan lasu”. Inaczej mówiąc, sprawuje nadzór nad majątkiem państwa, jakim są lasy. Na terenie Puszczy Białowieskiej, oprócz parku narodowego, którego powierzchnia stanowi jedną piątą całej puszczy, czyli ponad 10 tysięcy hektarów (polska część puszczy obejmuje około 60 tys. ha) działają trzy nadleśnictwa: Białowieża, Browsk i Hajnówka.

Błąd ministra sprzed pięciu lat

Poprzedni minister środowiska w 2011 r. ograniczył limity pozyskiwania drewna w puszczy, bo uważał, że w ten sposób poprawi się jej ochrona. W 2012 r. decyzję tę podtrzymał i jednocześnie wyłączył z zabiegów gospodarczych wszystkie drzewostany, gdzie przynajmniej 10 procent drzew przekroczyło wiek 100 lat. Tym samym z gospodarki leśnej wyłączono około 9 tysięcy hektarów najcenniejszych terenów znajdujących się poza rezerwatami przyrody (rezerwaty obejmują 12 tys. ha) i parkiem narodowym (ok. 10 tys. ha). Ten model zarządzania gospodarczą częścią Puszczy Białowieskiej ówczesne władze uznały za jej najlepszą ochronę od I wojny światowej. Zapomniały jednak o tym, że puszcza, jak wyjaśnia dyrektor Kwiatkowski, tworzy leśną wyspę otoczoną gruntami ornymi, terenami nieleśnymi i nie jest w stanie funkcjonować samodzielnie, tak aby nie doszło do strat przyrodniczych. Po czym przypomina, że IUCN (Międzynarodowa Unia Ochrony Przyrody) na podstawie obserwacji kanadyjskich lasów twierdzi, że do tego, aby zachować równowagę w jednym miejscu, potrzeba 2 milionów hektarów lasów. Puszcza Białowieska takiego obszaru nie ma.

Komisja Europejska, nakazując Polsce wstrzymanie wycinania drzew w ramach działań ochronnych, zastrzega sobie, że nie ponosi odpowiedzialności za zniszczenie lasu ani za bezpieczeństwo ludzi. Kilka lat temu w Ojcowskim Parku Narodowym na szlaku turystycznym zwaliło się drzewo, zabijając 13-letnią dziewczynkę. U dyrektora parku pojawił się prokurator. Na szczęście dla dyrektora ekspertyza wykazała, że drzewo nie posiadało oznak chorobowych. Gdyby było suche, najprawdopodobniej odpowiadałby on za zaniechania w utrzymaniu bezpieczeństwa na szlaku.

Pomoc przyrodzie

– Z Puszczy Białowieskiej znikają pewne gatunki i nie odtworzy się ich w sposób naturalny, bo nie mają skąd przyjść – dodaje dyrektor Kwiatkowski. – Dotyczy to kozioroga dębosza czy jelonka rogacza, chrząszczy żyjących na starych dębach. Te owady zaginęły, bo zmienił się ekosystem. Teraz zagrożony jest dzięcioł trójpalczasty, który żywi się kornikiem, a do tego potrzebne są stare świerki. Jeśli kornik zniszczy cały drzewostan świerku, to dzięcioł wyginie, gdyż nie będzie miał co jeść. Kiedy mamy wielki obszar leśny, to każdy gatunek znajdzie sobie miejsce. W przypadku Puszczy Białowieskiej, chcąc utrzymać różnorodność gatunków, musimy ingerować. Kornik co pewien czas się odradza i gdy wzrasta jego populacja, leśnicy dokonują wycinki.

– Naszym zadaniem jest prowadzenie działań zrównoważonych, aby funkcje społeczne, gospodarcze i ekologiczne na terenie lasu nie przeszkadzały sobie – kontynuuje Kwaśnik. – One mają być ze sobą powiązane. Niemniej, zgodnie z art. 10 Ustawy o lasach, „w razie wystąpienia organizmów szkodliwych w stopniu zagrażającym trwałości lasów nadleśniczy wykonuje zabiegi zwalczające i ochronne”. Na Pomorzu takiego problemu nie mamy, bo na bieżąco reagujemy, gdy występuje wzrost populacji kornika. Wykładamy pułapki klasyczne i feromonowe (zapachowe). Jeśli zaobserwuje się opad trocinek, to nasza administracja to odnotowuje i takie drzewo jest usuwane. My to możemy robić, ale nadleśnictwa wokół Białowieskiego Parku miały zakaz i właśnie to doprowadziło do ogromnych zniszczeń.

Puszcza Białowieska objęta jest programem „Natura 2000”, ale ten program nie zabrania działalności ochronnej, wręcz dopuszcza usuwanie świerków zaatakowanych przez kornika. Według przepisów ochrony przyrody rygorystyczne zakazy odnoszące się do ingerencji w naturę (np. wycinki drzew) dotyczą rezerwatów i parków narodowych, ale nie zawsze. Natomiast jeśli chodzi o ekologów, to działają na zasadzie emocji, nie zwracając uwagi na człowieka. Puszcza przy pozostawieniu dużej ilości martwych świerków stanowi zagrożenie dla człowieka. Martwe drzewo traci stabilność, w każdej chwili może się zwalić i istnieje ryzyko, że spadnie na przebywającą tam osobę. Za wypadek w lesie odpowiada nadleśniczy, a w parku dyrektor.

Inna puszcza

– Przyroda zawsze sobie poradzi, ale pod warunkiem, że zostawimy jej potężny obszar – kontynuuje dyrektor Kwiatkowski. – W Europie mamy bardzo przekształcone środowisko. Nawet na Puszczę Białowieską, uznawaną za najdzikszą, oddziałuje rolnictwo i przemysł. Rocznie przeciętnie na hektar powierzchni puszczy spada 40 kilogramów pyłów wytworzonych przez człowieka. Możemy ją pozostawić samą sobie, ale jak rozpadnie się świerk, który tworzy tę puszczę, to wszystko się zmieni. Nie będzie to już ta sama puszcza. Pewne gatunki się nie odtwarzają. Natomiast jeśli chcemy chronić jak największą ilość gatunków, to musimy ingerować. Należy więc zadać pytanie: jaką puszczę chcemy mieć?

– W Puszczy Białowieskiej jest dużo więcej martwego drewna niż to podają wskaźniki – dodaje Kwiatkowski. – Wskaźniki opracowane dla obszarów „Natura 2000” sugerują, że powinno go być około 20 metrów sześciennych na hektar, a jest przeciętnie około 46 metrów, natomiast w rezerwatach około 80 metrów. Bzdurnym hasłem jest to, że chcemy wyciąć puszczę. Zarzuca się nam, że wycinamy drzewa, bo zależy nam na pieniądzach, a przecież Lasy Państwowe do tych trzech nadleśnictw w puszczy dokładają od kilku do kilkunastu milionów złotych rocznie. To nie państwo utrzymuje puszczę, a leśnicy finansują jej funkcjonowanie, i to od 1924 roku, a jakoś przez te prawie sto lat jeszcze jej nie wycięli. Obecnie rozmiar pozyskiwania drewna w puszczy jest mniejszy niż dawniej. Warto też wiedzieć, że inicjatorem powołania Białowieskiego Parku Narodowego w 1932 roku byli właśnie leśnicy. My lubimy puszczę i chcemy ją chronić dla przyszłych pokoleń, aby mogły się cieszyć starymi, pięknymi drzewami i aby świerk nie wymarł, ale chcemy to robić w sposób przemyślany. Nie ma niebezpieczeństwa, że tę puszczę przerobimy na drewno. Chodzi o to, aby puszcza była puszczą. Ekolodzy, walcząc z leśnikami, nie ponoszą odpowiedzialności ani za stan lasu, ani za bezpieczeństwo ludzi, ani za ochronę przyrody. To samo czyni Komisja Europejska czy Trybunał Sprawiedliwości.

Ekolodzy leśników nazywają wrogami przyrody, a przecież leśnicy prowadzą wiele działań związanych z ochroną przyrody, między innymi to z ich inicjatywy powstały parki narodowe i rezerwaty. W Polsce parki narodowe mają charakter leśny, stanowią około 1 procenta powierzchni kraju. Jednocześnie leśnicy zajmują się zalesianiem terenów po wycinkach drzew, a także tych, które nie są przydatne dla rolnictwa. Po II wojnie światowej lasy zajmowały 20 procent terytorium Polski, a obecnie jest to powyżej 30 procent, czyli areał lasów wzrasta.

Maria Giedz

Download PDF
Powrót Drukuj stronę