Spontaniczne protesty czy zręczny marketing?

W co poniektórych komentarzach na temat protestów przeciwko reformie sądów ostatnio furorę robi określenie astroturf marketing lub w skrócie astroturfing. Co kryje się pod tym tajemniczym pojęciem, które ma zastąpić rzeczową debatę i analizę tychże społecznych protestów oraz kamuflować bezradność wobec skali protestów, podejmowanych także bez politycznej bandery?

Do myślenia komentatorom popierającym projekty forowane przez obóz władzy daje podobieństwo „spontanicznych” komentarzy ze skandowanymi przez protestujących hasłami. Dziwne wydaje się im też „spontaniczne” pojawienie się podczas protestów jakoby drogiego sprzętu nagłaśniającego i wykorzystanie „takich samych świeczek” przez uczestników manifestacji.

Zgodnie z nazwą, która pochodzi od marki „sztucznej trawy” – syntetycznej wykładziny pozorującej murawę, astroturf marketing polega na tworzeniu organizacji i inicjatyw, które udają spontaniczne inicjatywy pojedynczych osób lub grup, wyrażających poparcie lub sprzeciw wobec usług, produktów, idei, wydarzeń czy działalności polityków.

Pierwotnym polem wykorzystywania astroturf marketingu były kampanie reklamowe. Firmy opłacały internautów, których zadaniem było zamieszczanie komentarzy udających wpisy zadowolonych konsumentów. Na efekty nie trzeba było długo czekać.

Profesor Bing Liu z Uniwersytetu w Kalifornii twierdzi, że obecnie nawet jedna trzecia takich opinii w sieci powstała na zamówienie. Wkrótce potęgę astroturf marketingu odkryły firmy doradcze pracujące dla korporacji i organizacji wpływu. Edward T. Walker, socjolog z Uniwersytetu w Kalifornii, stawia w książce Demokracja do wynajęcia tezę, że obecnie większość przypadków organizowania się obywateli jest inspirowanych przez takie firmy.

Astroturf marketing znacząco różni się od tradycyjnej reklamy komercyjnej lub społecznej, ponieważ pozorując niezależną reakcję społeczną ukrywa tożsamość rzeczywistych inicjatorów i ich prawdziwe intencje. Co za tym idzie, manipuluje opinią publiczną. Takie działania są uważane za nieetyczne.

Rafał Drzewiecki z „Dziennika Gazety Prawnej” pisze, że w Stanach Zjednoczonych za przeprowadzenie ukrytej kampanii reklamowej firma może zapłacić grzywnę w wysokości nawet 16 tysięcy dolarów za każdy dzień jej trwania. Natomiast w Wielkiej Brytanii za podszywanie się pod konsumenta w przestrzeni publicznej można trafić do więzienia.

Jak to wygląda w Polsce? Adwokat Joanna Affre podkreśla w rozmowie z Newserią Biznes, że Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów może nałożyć na przedsiębiorcę stosującego astroturfing  karę w wysokości do 10 proc. obrotu z roku poprzedzającego rok wydania decyzji.

Według Rafała Drzewieckiego jedna z agencji reklamowych oferuje umieszczenie 5600 rzekomo spontanicznych komentarzy internautów na 800 forach dyskusyjnych za jedyne 990 złotych. Inna informuje, że średnia cena jednego posta waha się między 1,50 zł a 3 zł, w zależności od doświadczenia autora. Można też wskazać konkretne pola działania.

Osobom uczestniczącym w protestach przeciwko reformie sądów teza o zewnętrznej inspiracji ich protestów może wydawać się absurdalna. Z kolei zwolennicy forsowanych zmian w sądownictwie, powołując się na zasady manipulacji, argumentują, że siła astroturf marketingu polega na umiejętnym kamuflażu. Wynajęte osoby w rozsyłanych mailach i zamieszczanych komentarzach posługują się potoczną polszczyzną, używają wulgaryzmów, często imitują nawet popularne błędy ortograficzne, gramatyczne i stylistyczne.

Taki był stan publicystycznego dyskursu o protestach w części mediów na dzień 24 lipca rano.   Jeszcze dzisiaj przed 10.00 niemal nikt nie „stawiał” na prezydenckie weta. A jednak political fiction stała się faktem.

Ten kamuflaż, o ile zaistniał, nie przysłania faktu, iż szło o Sąd Najwyższy, który jest najistotniejszym sądem w Polsce. Zgodnie z obowiązującą ustawą powołany jest do sprawowania wymiaru sprawiedliwości.  Jeśli więc sędzia sądu powszechnego źle zinterpretował przepis, który zastosował, Sąd Najwyższy może uchylić wyrok. Dlatego też mówi się, że Sąd Najwyższy jest „sądem prawa”.

Ważne role Sądu Najwyższego to wydawanie uchwał ku ujednolicaniu orzecznictwa sądów powszechnych i stwierdzanie ważności wyborów, w tym do Sejmu i Senatu oraz na urząd Prezydenta RP.

Weta prezydenckie najprawdopodobniej nie kończą ulicznych manifestacji. Nie wiadomo jakie będą nowe wersje ustaw, sprawy toczą się dalej, a dyskusja o reformie wymiary sprawiedliwości dopiero się zaczyna. Jedno jest pewne: prezydent wziął na siebie odpowiedzialność za to, co mogło się wydarzyć.

Download PDF
Powrót Drukuj stronę