„Solidarność” na politechnice – historia widziana oczami docenta

Docent Lech Hasse, pracownik Politechniki Gdańskiej, aktywnie działa w „Solidarności” od 1981 roku do dziś – cały czas w tym samym miejscu pracy i w tej samej organizacji związkowej. Obecnie pełni funkcję skarbnika zakładowej „Solidarności”. Z nami rozmawia o swoich przeżyciach związanych z działalnością w Związku.

Jak Pan zapamiętał Sierpień 1980 roku?

Sierpień ’80 roku był przygotowywany znacznie wcześniej, bo jeszcze w ’68 roku, w marcu, mieliśmy wydarzenia marcowe, w których wielu moich kolegów było poszkodowanych. Później, w latach 70., na Wydziale Elektroniki pracował u nas Andrzej Gwiazda i mieliśmy też wspaniałego kolegę Staszka Kowalskiego, który później zmarł wskutek represji. Spotykaliśmy się i mieliśmy z ich rąk duże wsparcie w postaci literatury i dyskusji. To wszystko doprowadziło do ’80 roku, do Sierpnia, kiedy to już całe społeczeństwo po fali strajków powiedziało: „Dość!” i rozpoczął się okres strajku w stoczni, który był przełomowym strajkiem.

Jak Pan zapamiętał ten czas?

Byłem wówczas przewodniczącym na wydziale. Mieliśmy kontakty zarówno z kolegami ze Stoczni, jak i z ośrodkiem, który był u księdza Jankowskiego, z tymi osobami, które korzystały wówczas z bogatej literatury drukowanej bądź w tych ośrodkach, bądź u nas, na Politechnice. To wszystko w stanie wojennym funkcjonowało dość dobrze i muszę powiedzieć, że nie mieliśmy specjalnych strat w ludziach. To jest o tyle ważne, że jednak staraliśmy się, żeby te nasze działania były bardzo, że tak powiem, bezpieczne, mimo że u nas na elektronice pomagaliśmy też trochę przy budowie nadajników do Radia Solidarność. Koledzy próbowali namierzać działania Milicji Obywatelskiej, więc mieliśmy dość dobry kontakt z tym, co się dzieje.

Jakie nastąpiły zmiany w działalności Związku po reaktywacji „Solidarności” w 1989 roku?

Po reaktywowaniu związku w ’89 roku był ten pierwszy okres, też bardzo burzliwy, kiedy odbywały się spotkania z władzami. Decydującym momentem były wybory czerwcowe w ’89 roku. Ja akurat też byłem w jednej z komisji wyborczych. Pamiętam tę atmosferę, kiedy nawet osoby, które mnie nie znały, podchodziły, pytały się, czy przynieść mi coś do jedzenia czy może zastąpić mnie chociaż na chwilę. Cały czas byłem tam na miejscu. No, jak wiemy, wybory zakończyły się pełnym sukcesem Związku, wszystkie te mandatowe miejsca, które były do obsadzenia, zostały obsadzone.

Download PDF
Powrót Drukuj stronę