„Solidarność” i ITF przeciwko tanim banderom

Związkowcy – portowcy i marynarze prowadzą akcję przeciwko tanim banderom i nie przestrzeganiu układów zbiorowych pracy na statkach tzw. tanich bander.

Kampania przeciwko systemowi FOC (tzw. tanie bandery), prowadzona jest przez The International Transport Workers’ Federation (Międzynarodowa Federacja Pracowników Transportu) ITF.  Bałtycki Tydzień Kampanii (3 – 7 września 2012 r.), prowadzony jest przez związki zawodowe marynarzy i portowców z regionu Morza Bałtyckiego oraz z Norwegii. Akcja zmierza na dłuższą metę do powrotu floty pod bandery narodowe i do objęcia statków FOC akceptowanymi układami zbiorowymi.

W tygodniu kampanii biorą udział wszystkie afiliowane w ITF  związki zawodowe portowców i marynarzy. W tym roku centrum koordynacyjne Bałtyckiego Tygodnia Kampanii umiejscowiona jest w Hamburgu w Niemczech.
- W hamburskim porcie związki zawodowe mają silną pozycję. Jesteśmy solidarni. Do związków należy 93 procent załogi portu. To siła,  którą każdy pracodawca musi się liczyć – mówi Bartosz Tuszyński, związkowiec z centrali związkowej Verdi z hamburskiego portu.
Solidarnościowe akcje związków zawodowych marynarzy i portowców są torpedowane przez niektórych armatorów. Taka sytuacja miała miejsce podczas inspekcji ITF na pokładzie należącego do greckiego armatora, prowadzącego biura na Kubie, statku m/v „Leyden” (GT/DWT: 17046 / 27850 mt). Masowiec pływa pod banderą maltańską, z portem Valletta. Mimo, że Malta jest członkiem Unii Europejskiej to na statku nie obowiązują normy ITF czy ILO ale kubańskie układy zbiorowe. Załoga – 25 marynarzy, to Kubańczycy. Podział pracy wśród stosunkowo licznej załogi nie wzbudził więc uwag inspektorów. Statek ma 17 lat. Został zbudowany w Japonii. Kapitanem statku jest Kubańczyk Nunez Rodriguez Juan Carlos, który przez godzinę przyjaźnie i cierpliwie przyjmował gości z ITF.  Jego załoga przypłynęła do Gdańska z Alicante (na Costa Blanca) z ładunkiem siarki i dalej popłynie do Dakaru w Senegalu. Załoganci wydawali się zadowoleni z warunków. Przynajmniej tak nas zapewniali lekarz, który na zlecenie armatora wizytował załogę oraz pierwszy oficer, zresztą biegle władający językiem rosyjskim, którego znajomość posiadł studiując nad brzegiem Morza Czarnego w sewastopolskiej akademii. Po zmianach wrócił na Kubę do marynarki handlowej.

Atmosfera spotkania zmieniła się diametralnie po telefonie z biura armatora. Kapitan bowiem chciał nawet przyjąć dokumenty ITF o układzie zbiorowym, ale jego intencję zniweczył łączący go telefonicznie z armatorem mężczyzna, pełniący na statku, jak się wydaje rolę „kontrolną”. Kapitan zmiął więc dokumenty ITF i poprosił związkowców o opuszczenie pokładu statku. Uczynił to – co mu przyznać należy – w miarę elegancko. Co nie zmienia faktu, że – jak ustalili inspektorzy ITF, normy obowiązujące na jednostce odbiegają od tych, które są zalecane przez organizację zawodową

-  System tanich bander to pozbawianie marynarzy i portowców ich podstawowych praw   pracowniczych, spowodował rozbicie systemu zatrudnienia marynarzy. Nasza aktywność to znak solidarności związków zawodowych marynarzy i portowców – mówi Edward Fortuna, przewodniczący Międzyzakładowej Komisji Koordynacyjnej NSZZ Solidarność Zarządu Morskiego Portu Gdańsk, w porcie od 1993 r.

Akcja ITF jest szczególnie ważna tam, gdzie właściciele statków, terminali i dzierżawcy nabrzeży uniemożliwiają zorganizowanie marynarzy i portowców w związki zawodowe, często stosując różne formy zastraszania pracowników.

- Tam gdzie nie ma układów zbiorowych, gdzie właściciel terminali korzystają z niewyszkolonych pracowników, pozyskanych np. z agencji pracy tymczasowej do rozformowania ładunku w pogoni za zyskiem, tam zagrożenie bezpieczeństwa pracy jest duże. Jeśli zatrudniony na umowę zlecenie pracuje dwanaście godzin za stawkę 12,50 zł za godzinę brutto to nie można mówić o godnej i bezpiecznej pracy  – mówi Fortuna.

Codziennie związkowcy z ITF  wizytują dwa lub trzy statki w portach Gdyni i Gdańska. Pojawiają się tam, skąd dochodzą sygnały, że dzieje się coś niedobrego w sposobie traktowania i wynagradzania załóg. Baza danych jest w Londynie.

-  Inspektorzy ITF i sekcji europejskiej ETF kontrolują na bieżąco flotę. Zwracamy uwagę na to, czy jest podpisany układ zbiorowy, czy warunki pracy są przestrzegane, czy załoga otrzymuje regularnie pensje – mówi Grzegorz Daleki, kierujący grupą inspektorów ITF w Gdańsku.

Przypomnijmy, że w Parlamencie Europejskim nie przeszedł projekt Pakietu Portowego, liberalizującego usługi portowe. Ma to też swój wymiar ekonomiczny dla samych portów. „Samoprzeładunek” prowadzi do zmniejszenia rentowności portowych firm przeładunkowych, ogranicza zlecane prace, co skutkuje zwolnieniami dokerów.

- Wspólnym zagrożeniem dla marynarzy i portowców jest wykonywanie przeładunków przez załogi statków już na redzie portu, by tylko zaoszczędzić czas i pieniądze. Rozformowanie ładunku na redzie przez samych marynarzy stanowi zagrożenie dla ich samych, jak i dla ładunku. Marynarze nie posiadają kwalifikacji do wykonywania takich prac, bywa często, że nie otrzymują za nie wynagrodzenia i są do ich wykonania zmuszani – przekonuje Fortuna. Stąd w roku 2006 ITF rozpoczęła kampanię przeciwko tanim portom (POC), w których stosuje się wyzysk pracowników. To już nie są te czasy, gdy doker musiał targać na plecach ładunek 120 kilogramów kubańskiego cukru, czy ryżu, jak miało to miejsce przed pół wiekiem, ale warunki pracy odbiegają od przyzwoitego stanu.

- Warunki pracy w hamburskim porcie są o wiele lepsze. Mam tu na uwadze chociażby porównanie sprzętu, jakim posługują się portowcy w Hamburgu i w Gdańsku z korzyścią dla niemieckiego portu – zauważa Tuszyński, dodając, że sprzęt używany do przeładunku  w polskich porach pozostawia wiele do życzenia.

ASG

Zdjęcia: Adam Chmielecki

Download PDF
Powrót Drukuj stronę