Śniadek: Przy słabym państwie stajemy się przedmiotem kolonizacji

Rozmowa z Januszem Śniadkiem, byłym przewodniczącym NSZZ „Solidarność”, posłem PiS

- Nie mamy sieci handlowych, przemysłu motoryzacyjnego, cementowni, handlu wielkopowierzchniowego, banków. Jest za to bilion złotych długu publicznego, wielki dług zagraniczny. Czy po wyborach do Europarlamentu i do samorządów opozycja zaczynie przejmować władzę? 

- Pod rządami obecnej koalicji niekorzystne tendencje będą się pogłębiały. Budżet planowany na przyszły rok wydaje się nazbyt optymistycznym. To nie oznacza, że mamy odpuścić. Po drugie warto brać przykład z gospodarki niemieckiej, nastawionej  na pobudzanie popytu i ochronę stałych miejsc pracy w produkcji.

- Niemcy na kryzysie zarabiają, a kiedy ktoś zarabia, ktoś inny traci…

- Ale to oni są przykładem troski o gospodarkę, swoistego patriotyzmu gospodarczego. Ten zaś przejawia się troską  o eliminowanie patologii, o rzeczywistą wolność gospodarczą i pieczą nad słabszymi. Bo dzisiaj przegrywa u nas ten, kto wypełnia swoje obowiązki, choćby wobec pracowników. Bez niezależności gospodarczej i finansowej, przy słabym państwie, stajemy się obiektem kolonizacji. Zwraca na to uwagę choćby prof. Witold Kieżun.

- Skoro ceny wielu artykułów są w Polsce dużo wyższe niż w krajach bardziej rozwiniętych, ale płace nieporównywalnie niższe, to kto robi tutaj na nas interes?

- To interes firm zagranicznych, kapitału międzynarodowego. Mamy swoje państwo, ale nie przedsiębiorstwa. W naszych rękach są małe i średnie firmy, ale wysokie technologie i towary musimy  importować. A przecież za naszą niepodległość zapłaciliśmy wielką cenę. Przypominamy o tym w kolejne rocznice hańby stanu wojennego, w rocznice zrywów niepodległościowych. Raper Tadek śpiewa „co to za kraj, w którym bohaterowie żyją w nędzy, a oprawcy otrzymują sowite emerytury”.

- Patriotyzm to wspieranie polskiej gospodarki, jej odbudowa?

- I troska o niezależność.  Nie trzeba dzisiaj armii do podbojów, a wystarczy narzucić dominację ekonomiczną.

- Dług zagraniczny przekracza 300 mld euro. Kto będzie go spłacał i czym? Pożyczamy na spłatę długów, a jednocześnie władza zaopatrzyła nas w gadżet jakim jest kilka składów Pendolino za ponad 2,5 miliarda złotych, wyprodukowanych nie w Polsce, a we włoskim Savigliano. Gdyby rząd wsparł tymi pieniędzmi bydgoskie zakłady PESA  mielibyśmy potężnego eksportera. Czy ta transakcja nie powinna być prześwietlona?

- Jest zbrodnią gospodarczą jest sfinansowanie miejsc pracy we Włoszech, a nie w Polsce. Ta transakcja to akademicki przykład, jak nie powinno się prowadzić gospodarki. Osoby, które w tak skandaliczny sposób nie wypełniają swoich obowiązków, powinny być zdyskwalifikowane. Tymczasem epatuje się tym niepraktycznym świecidełkiem. Pendolino jest nieprawdopodobnie drogim gadżetem. Można, trzymając proporcje, porównać go do zegarka byłego ministra Nowaka, odpowiedzialnego niestety za transport. By zrobić próby szybkości zdezorganizowano ruch na kolei. Pendolino może pędzić i 280 km/godz. ale tory nie są przystosowane. Do Gdańska ten skład przyciągnęła lokomotywa. Propagandowo miał zagrać na rzecz ekipy Tuska.

- Czy brakuje politykom rządzącego układu szerszego horyzontu oprócz „tu i teraz” oraz „ciepłej wody w kranie”?

- Oni mają strategię na przetrwanie. Trwogę wywołuje stan systemu emerytalnego. W tej chwili zaprzepaszczana jest przyszłość przyszłych pokoleń przez niepłacenie składek emerytalnych, przez umowy śmieciowe, podtrzymywaniem bieżącej konsumpcji kosztem środków na emerytury. To będzie klęska przyszłych emerytur, a zapłaci cała gospodarka poprzez wyhamowanie popytu wewnętrznego, wytłumienia napędu gospodarki.

- Rząd przeforsował zmiany w systemie emerytalnym i w błyskawicznym tempie Sejm uchwalił ustawę o nowelizacji zasad wypłaty emerytur ze środków zgromadzonych w otwartych funduszach emerytalnych…

- Przejście z definiowanego świadczenia na rzecz definiowanej składki spowoduje, że stopa zastąpienia, jeśli chodzi o emerytury w nowym systemie kapitałowym, z dzisiejszych 62 proc. spadnie do 30 proc. Czyli mniej więcej o połowę. Na dodatek przy reformie emerytalnej wyjęto z systemu ZUS-u część środków. Włączono mechanizm zadłużania. Nie mówi się prawdy o tym, jakie są konsekwencje przejścia na system kapitałowy. Emerytury spadną do jednej trzeciej danego wynagrodzenia.  To oznacza nędzę emerytów i załamanie popytu. Jeśli w budżecie ZUS-u  wypłaty emerytur to 120 mld, a o połowę spadnie stopa zastąpienia, to znaczy, że w miarę wymierania „starego” portfela i wchodzenia nowego, popyt w Polsce spadnie o 60 miliardów złotych.

- Polską specjalnością jest tania siła robocza. Polacy nadal zarabiają dużo mniej niż by wynikało to z relacji płacy do PKB.  Cynicznie niskie stawki przyspieszają emigrację i przyczyniają się do kryzysu systemu emerytalnego…

- Opierając się na danych Eurostatu można obalić twierdzenie, że niskie płace to wynik niskiej wydajności. Przez godzinę pracy w 2012 r. zatrudnieni wytwarzali w Polsce dobra o wartości 10,5 euro, o 6 proc. więcej niż przed rokiem. Wydajność pracy w Polsce wzrosła do 60 proc. średniej unijnej. Jeśli to zderzymy z różnicami wynagrodzeń zobaczymy, jak daleko zostaliśmy w tyle. Niskie płace są barierą rozwoju. Bez podniesienia płac stymulujących popyt i napędzających gospodarkę Polska nie będzie się rozwijać.  To zdanie, podnoszone przez związki zawodowe, podziela coraz więcej ekspertów ekonomicznych.

- Związki zawodowe stały się aktywnym kontestatorem poczynań władzy, mówiąc o długofalowym interesie gospodarczym Polski? Związkowe postulaty wykrzyczane na ulicach trafiają do społeczeństwa. Czy zastąpią one rolę opozycji, której projekty nie są realizowane?

- Nie chcę rywalizacji PiS ze związkami zawodowymi. Gramy na różnych boiskach.  Jesteśmy skazani na sojusz. Po latach AWS, kiedy  związek zaangażował się we współtworzenie władz wykonawczych, czyli wszedł w politykę, przekraczając granicę, w naturalny sposób jesteśmy skazani na programowy związek z PiS. Kiedy ta wspólnota ideowa  dochodziła do głosu oskarżano „Solidarność” o tzw. mieszanie się do polityki.

- Lider związku Piotr Duda odwołuje się do tamtych koncepcji? Formalnie tego nie potwierdza.

- Piotr Duda rozpoczynał przewodzenie „Solidarności” pod hasłami zdystansowania się od polityki, ale niejako został skazany na powrót do współpracy z PiS. Nie ma i nie będzie skutecznej realizacji związkowych postulatów bez uzyskania przełożenia politycznego. Niezależnie od kreatywności propozycje „Solidarności” nie mogą zyskać większości w Sejmie by dokonać rzeczywistej zmiany, chociaż postulaty znalazły spore społeczne uznanie.

- Choćby termin „umowa śmieciowa” za sprawą związku „Solidarność” na trwałe wszedł do opisu sytuacji na rynku pracy.

- Pracodawcy oburzali się na to pojęcie. Oczywiście każda praca zasługuje na szacunek. Osobą, która spopularyzowała termin „umowa śmieciowa”  był nie kto inny, jak premier Donald Tusk, który użył tego sformułowania w jednym z wystąpień.

- I to zapamięta historia premierowi…

- On nie tylko spopularyzował ten termin, ale samo zjawisko „śmieciówek”. To jest patologia, rujnująca rynek pracy.

- By to zmienić trzeba wygrać. Będziecie w stanie skutecznie zawalczyć na Pomorzu o mandat do Europarlamentu i poprawić wynik z wyborów samorządowych? Wybiera się pan do Brukseli?

- Chcę jednak uciąć te podchody. Przecinam spekulacje. Sprawa kandydowania do Europarlamentu będzie podjęta, gdy pójdzie sygnał od lidera partii. Nie jestem zainteresowany startem w wyborach europejskich. Czuję wagę wyborów, bo będzie to prawdziwy sondaż, ten przy urnach wyborczych. Będzie to etap w boju o Polskę.

- A wybory samorządowe? Funkcja prezydenta czy wiceprezydenta miasta to pochłaniająca czas praca. Łączenie stanowisk samorządowych z radami nadzorczymi w spółkach budzi podejrzenia o konflikt interesów. Samorządowcy, głównie w Gdańsku, nie chcą zrezygnować z sutych apanaży za miejsca w radach nadzorczych. Czy to etyczne?

- Dbałość o dobro mieszkańców i mienie komunalne jest wpisana w kanon prezydenckich obowiązków. Rada nadzorcza ma dbać o wynik finansowy spółki, o dochody udziałowców. Bywa, że zagranicznych. Jest to typowe dla PO zawłaszczanie państwa i przestrzeni gospodarczej, majątku, którego nie wypracowali.

- Czy PiS ma szansę na zrealizowanie choćby części własnego programu na Pomorzu, skoro wasza siła w Sejmiku, 2-3 aktywnych radnych, jest mizerna?

- Sytuacja pogorszyła się poprzez rozłam, wywołany przez aspiracje polityków, którzy po utorowaniu drogi do Europarlamentu, mimo braku istotnych różnić programowych, zapragnęli budować inny byt polityczny. Podłożem tego podziału były osobiste ambicje. Nasza reprezentacja w Sejmiku nie odpowiada naszym aspiracjom. Skutki są takie, że   woj. pomorskie jest liderem w prywatyzacji szpitali. Zapowiedź tego procesu w postaci sprawy posłanki Sawickiej, jest realizowana na Pomorzu.

- Chcecie odsunąć rywali od władzy, ale najpierw trzeba wybory wygrać.

- Przecież ta koalicja w sposób arogancki rujnuje kraj, kupując bezsensowne gadżety, zaprzepaszcza przyszłość kolejnego pokolenia, nie inwestując w rozwój. PiS ma program. Opublikujemy jego szczegóły wraz z cyklem wyborczym. Ogłosimy go w lutym na konwencji programowej.

Rozmawiał Artur S. Górski

(wywiad ukazał się w Gazecie Gdańskiej)

 

Download PDF
Powrót Drukuj stronę