Śniadek: Priorytetem jest umowa programowa między NSZZ „Solidarność” a Andrzejem Dudą

Fragment rozmowy z Januszem Śniadkiem, posłem i liderem PiS w woj. pomorskim, byłym przewodniczącym NSZZ „S”,  

 - Potrzebujemy zmiany po ośmioletnich rządach koalicji PO-PSL dla higieny demokracji, dla zmiany politycznej i dodania nowej energii? Od czego zacząć?

- Dobra zmiana to dla Polski konieczność. Program Prawa i Sprawiedliwości jest zbieżny z programem prezydenta Andrzeja Dudy. Polacy dokonali wyboru pokazując jakich zmian oczekują. Moim priorytetem jest umowa programowa między NSZZ „Solidarność” a Andrzejem Dudą. Wyliczę jej główne elementy: obniżenie wieku emerytalnego, podniesienie płacy minimalnej, walka z ubóstwem i wykluczeniem społecznym, pomoc dla rodzin, wyeliminowanie umów śmieciowych oraz wzmocnienie dialogu społecznego. Zwiększenie kwoty wolnej od podatku, program 500+ i darmowe leki dla seniorów to hasła kampanii parlamentarnej

- Latem tego roku wytworzyła się w Europie nowa, dramatyczna sytuacja pod naporem uchodźców i imigrantów. Skoncentrowana na obronie strefy euro Unia Europejska zlekceważyła problem. Czy migracja mas ludności staje się motywem kampanii wyborczej w miejsce spraw społecznych?

- Nastąpiło przesunięcie środka ciężkości kampanii i całej debaty publicznej. W obliczu tak poważnego kryzysu migracyjnego, budzącego zrozumiałe obawy, premier Ewa Kopacz przestała  „słuchać i  rozumieć” Polaków. Rząd Platformy okazując służalczość wobec Niemiec złamał uzgodnienia z grupą Wyszehradzką, nie mając na to przyzwolenia społecznego. To pogłębia niepokój i poczucie zagrożenia. Wszyscy mamy w pamięci zbrodnie fanatyków z islamskiego kalifatu.

- Czy Polacy nadal ufają kompetencjom polityków Platformy?

-Zdolność państwowych służb do neutralizacji zagrożeń jest co najmniej wątpliwa. Afera podsłuchowa rodzi pytanie, czy ktoś kontroluje to państwo w państwie. Tymczasem premier Kopacz z mównicy sejmowej, zamiast konkretów i planu działania rządu, zaserwowała moralny szantaż i emocje próbując sprowokować opozycję do ataków. Sprawa imigrantów może paradoksalnie służyć PO, odwracając uwagę od konwulsji obecnej władzy.

- Czyli jest to odwracanie uwagi od błędów obozu władzy?

-  Imigranci to niesłychanie realny problem i nie ma ucieczki od dyskusji publicznej na ten temat. Jednak prowadzona, wbrew oczekiwaniom  Polaków i za cenę utraty popularności, polityka uległości wobec Niemiec zastanawia. Czy nie ma w tym drugiego dna?  Dlaczego PO często kierujące się tylko sondażami, przed wyborami idzie pod prąd. Może ten spór, wokół humanitarnej katastrofy ma  pozwolić na, odwracanie uwagi od niedotrzymanych obietnic wyborczych Platformy, na zamiecenie afer pod dywan debaty o stanie finansów publicznych. Obiektywnie tak się właśnie dzieje.

- Nasze zadłużenie zagraniczne sięga biliona dwustu miliardów złotych, w porównaniu z 569 mld złotych w 2007 r. a dług publiczny mimo „skoku na OFE” rośnie i wynosi 886 miliardów złotych…

- Skutki zapaści finansów będziemy odczuwali przez pokolenia. Podobnie, jak rujnującej rynek pracy i demografię, plagi umów śmieciowych, wyrzucającej na margines młodych ludzi.

- Rządzi nami partia antyobywatelska?

- W czasie autorytarnych rządów PO, wszelkie inicjatywy obywatelskie w tak ważnych sprawach, jak wiek emerytalny, edukacja najmłodszych, ochrona polskiego majątku były torpedowane. Zdemolowano służbę zdrowia, która wbrew konstytucyjnej zasadzie równego dostępu dla wszystkich staje się dostępna tylko dla bogatych. Przez lata głos obywateli był lekceważony, choćby w sprawie  obowiązku posyłania sześciolatków do szkoły. Problem programów nauczania i wychowania szkolnego itd…

- Rząd PO-PSL twierdzi, że starał się np. urealnić przepisy do sytuacji, np. przy czasie pracy…

-  Wydłużenie okresu rozliczeniowego nie było żadnym uelastycznieniem stosunków pracy. Chodziło o zmniejszenie kosztów pracy po stronie pracodawców. Są inne formy wydłużenia czasu pracy, za które pracodawcy musieli zapłacić w postaci nadgodzin. Do kosza trafiła inicjatywa  wprowadzenia obligatoryjnego referendum krajowego, gdy z inicjatywą wystąpi co najmniej milion obywateli. W Sejmie wnioski i projekty opozycji są z zasady odrzucane. Przepadły projekty ustaw mojego autorstwa, dotyczące ograniczenia umów śmieciowych i walki z pracą na czarno.  Ograniczenie plagi umów śmieciowych nastąpiłoby po przyznaniu inspektorom pracy, prawa do wydawania nakazów zawarcia umowy o pracę z pracownikiem, jeżeli w trakcie kontroli ocenią, że spełnione są ustawowe przesłanki. Dzisiaj w razie kontroli wszyscy pracujący bez umowy są „pierwszy dzień w pracy”. Inspekcja jest bezsilna.  Wprowadzenia obowiązku wręczenia przez pracodawcę umowy o pracę na piśmie przed dopuszczeniem pracownika do pracy, ograniczyłoby szarą strefę. Platforma, głosując przeciw tym rozwiązaniom, chroni umowy śmieciowe i pracę na czarno. To pokazuje zakłamanie publicznych deklaracji rządu o walce ze „śmieciówkami”.  Liberalna PO robi tak w imię filozofii budowania konkurencyjności naszej gospodarki w oparciu o niskie koszty pracy.

- Kończy się ścieżka tzw. rozwoju opartego na ultraniskich kosztach pracy. To mówi  prezes NBP Marek Belka. Politycy PO proponują, by wszystkie formy zatrudnienia były zrównane pod względem składek na ZUS. Neoliberalizm staje się folklorem?

- To prawda, że dzisiaj wszyscy – nawet Platforma,  która obiecuje dosłownie wszystko – zaczęli mówić o konieczności likwidacji  patologii samozatrudnienia. Szanse są większe niż kiedykolwiek.  Nieskromnie powiem, że mam w tym swój udział. (śmiech).

- Neoliberalna PO w poszukiwaniu drogi do sukcesu sięga po retorykę prospołeczną?

- Zwycięstwo prezydenta Andrzeja Dudy, akcentującego w swej kampanii politykę prospołeczną, wymusiło ten ruch.  To, że PO zaczyna mówić innym językiem jest szczytem hipokryzji. Ta partia próbuje zaprzeczać temu, co robiła od początku swego zaistnienia i przez osiem lat rządów.

Rozmawiał Artur S. Górski

Całość wywiadu z posłem Januszem Śniadkiem ukaże się w październikowym „Magazynie Solidarność”

Download PDF
Powrót Drukuj stronę