Śniadek: Idea samorządu, tak bliska nam, programowi Solidarności z 1981 roku, uległa degrengoladzie

Rozmowa z posłem Januszem Śniadkiem, szefem okręgu gdańsko-gdyńskiego Prawa i Sprawiedliwości

– W Trójmieście rządzą piątą kadencję ci sami prezydenci. Stworzył się wokół nich swoisty dwór. Niektórzy popadli w taki samozachwyt, że niechlujnie wypełniali oświadczenia, jak prezydent Adamowicz, lub serwisowali samochody nieodpłatnie, do dziś pobierają wynagrodzenia za rozmaite rady nadzorcze. W jaki sposób przeciąć nerwy interesów, których symbolem było targanie przez prominentów po płycie gdańskiego lotniska samolotu należącego firmy zależnej od Amber Gold?

– Idea samorządu, tak bliska przecież nam, programowi Solidarności z 1981 roku, uległa miejscami degrengoladzie. Tak, degrengoladzie, poza wszelką dyskusją. Przecież środowisko PO stanęło murem za osobą, która w tak kompromitujący sposób zatajała majątek i, jak gdańscy prokuratorzy, zasłania się nieuwagą, amnezją, opieszałością. I nic z tego nie robi. Poczucie jakiejś wyjątkowości w środowisku Platformy ujawniało się nieraz, aż zostało obnażone i wyborcy je ocenili. Co do zmiany, to jedyną ścieżką, którą może się posłużyć społeczeństwo jest kartka wyborcza. Szczególnie, gdy wymiar sprawiedliwości nie działa, gdy instytucje nie działają. Pozostaje mi wierzyć, że w przypadku Gdańska nie będziemy musieli aż tak długo czekać z rozstrzygnięciem tej sprawy.

– Czyli?

– To tyle, poczekajmy…

– Sejmowa komisja śledcza, badająca bezczynność państwa w aferze Amber Gold, na wstępie odsłoniła bezmiar chaosu, ignorancji, nieprzygotowania prokuratury, może okazać się, że i sądów oraz ministrów, ich niezdolność do zadbania o interesy obywateli…

– Mam tylko nadzieję, że była to taka zadziwiająca nieudolność. Odkrywane są kolejne wątki. W tych bulwersujących opinię społeczną sprawach mamy do czynienia z sytuacją, w której wymiar sprawiedliwości od kilku lat sobie nie radził, nie rozwiązał spraw, które wydawały się oczywiste. Spójrzmy, pod nosem prokuratorów i sędziów, „skarbówki” zakłada firmę i działa z rozmachem człowiek wielokrotnie skazany za oszustwa. Ustalamy skąd ta wyjątkowa pobłażliwość.

– Żałosna bezradność instytucji państwa może niepokoić obywateli?

– Oczywiście. Mieliśmy do czynienia z bezwładem instytucji państwa. Dlatego trzeba sprawę wyjaśnić, zawezwać ministrów, urzędników…

– Byłego premiera…

– Też, jeśli będzie potrzeba.

– Chcecie rozliczać Pawła Adamowicza, Hannę Zdanowską, prezydent Łodzi, Jacka Karnowskiego, albo wyprowadzić w kajdankach, albo ich „grillować”? Oni bronią się, przybierają szaty męczenników demokracji. Chcecie unicestwić samorządowców z nieprzychylnej wam opcji? PiS atakuje samorządy?

– Niestety, istnieją potwierdzające się w pewnych środowiskach reguły. Okazuje się, że przypadek prezydenta Adamowicza nie jest wyjątkiem. Jest to niemal grupowy zwyczaj, standard zachowań ekip z PO. Słyszeliśmy to wszyscy na taśmach prawdy. Słowa, które wówczas dotarły do rodaków były porażające. Przypomnę tylko postać Sławomira Nowaka, ambitnego ulubieńca premiera Tuska i dopraszanie się przez niego specjalnych względów. On nie wahał się sięgnąć do koneksji z wysokimi urzędnikami instytucji skarbowych by tuszować prywatne sprawy. Zarzuty, że sprawy, które dzisiaj wychodzą na jaw, mają kontekst i podtekst polityczny jest żałosne. To odwracanie uwagi od upadku etycznego i moralnego środowiska tworzącego Platformę.

– Skutek polityczny jednak będzie?

Przypuszczam, że tak. Ale sprawa Amber Gold zaczęła się przed kilku laty od pisma KNF. PiS wtedy nie rządziło. Z kolei śledztwo w sprawie Pawła Adamowicza ruszyło, gdy na czele rządu stał jego polityczny kolega Donald Tusk.

– Jest dość powszechna opinia, że nim nie ma prawomocnego skazania obywatel jest niewinny. Czy to dotyczy osób ze szczytów schodów władzy?

– Chyba jesteśmy zgodni, iż od urzędnika i od polityka możemy w końcu wyższych standardów wymagać. W ramach norm kulturowych powinna zadziałać znane choćby z przedwojennej Polski pojęcie infamii. Ludzie okryci niesławą znikają z urzędów, oficer, który splamił mundur składa rezygnację, nie czekając na degradację. Tak być powinno. A przynajmniej osoby z zarzutami powinny zawiesić swój urząd. Rzucają bowiem cień na resztę społeczności. A tymczasem aferzyści i afery stały się zjawiskiem powszechnym i infamia nie zadziałała. Liczę, że wprowadzi się zasadę złożenia mandatu przez osoby, nawet te pochodzące z wyboru, które popełnią rzeczy niegodziwe. Osoba, na której ciążą zarzuty, i to natury korupcyjnej, nie powinna pełnić funkcji publicznych. Tymczasem osoby te w sytuacjach kompromitujących idą w zaparte, szukają popleczników…

– Tworzą aurę prześladowanych, ofiar nowego reżimu…

– Reżimu nie ma, ale z ich strony jest zaprzeczanie oczywistościom, przeczenie faktom.

– Mówił pan ostatnio, że skończył się okres bezkarności „nietykalnych”.  Ważą się losy kilku włodarzy. Do PiS też przyklejają się, jako do partii władzy, różni ludzie. Potraficie, rozliczając innych, zadbać o swoje podwórko? Jesteście wystarczająco zdeterminowani?

Oświadczam kategorycznie, że tak. Do uczestników naszego sobotniego zjazdu prezes Jarosław Kaczyński skierował list, w którym mocno podkreśla, jak potrzebne są wysokie standardy wśród członków PiS, przestrzeganie reguł i zasady, że osoby spod sztandaru PiS powinny wykazywać się w życiu publicznym najwyższymi standardami, by przekonać społeczeństwo, że warto głosować na PiS.

– Za dwa lata wybory samorządowe…

I dlatego musimy upewnić wyborców, że gwarantujemy przywrócenie norm uczciwości. Ludzie będą nam ufać o ile to zaufanie zbudujemy.

Będziecie zabiegać o jak najlepszy wynik, normalne. Jaką ofertę złożycie wyborcom? Zaproponujecie np. bezpłatną komunikację w Gdańsku, wzorem Tallina lub Strasburga, w którym są zróżnicowane ceny biletów, zależnie od dochodów?

– Ciekawa propozycja. Pracujemy nad różnymi elementami naszego projektu dla regionów, dla lokalnych ojczyzn. Realizujemy aktywną politykę społeczną. Przeniesiemy ją na poziom samorządowy. Nie uprzedzając i nie ujawniając konkretów, taki będzie kierunek tych propozycji.

Rozmawiał Artur S. Górski.

Rozmowa ukazała się w piątkowej „Gazecie Gdańskiej”

Download PDF
Powrót Drukuj stronę