Słowo do gdańskich portowców w rocznicę Sierpnia: Sama Solidarność nie wystarczy, bo Solidarność, podobnie jak wiara, bez uczynków jest martwa

Z inicjatywy Międzyzakładowej Komisji Koordynacyjnej NSZZ „Solidarność” Port Gdańsk oraz Zakonu Braci Mniejszych (franciszkanie) odprawiona została w niedzielę, 2 września br. uroczysta msza święta w 30. rocznicę zakończenia w Porcie Gdańsk strajków Sierpnia 88 i w 38. rocznicę Sierpnia 80. Homilię w kościele franciszkanów w Nowym Porcie wygłosił ojciec dr Filemon Tadeusz Janka.

Poniżej jej obszerne fragmenty:

Kochani przez Pana Boga Siostry i Bracia, Szanowni Goście, każdy stosownie do sprawowanego urzędu i posiadanego tytułu z Panem przewodniczącym Solidarności w Porcie Gdańskim Edwardem Fortuną na czele, uczestnicy i świadkowie wydarzeń sprzed 38 i 30 lat, drodzy wierni, którzy przybyliście dziś do naszego franciszkańskiego kościoła na niedzielną Eucharystię. Gromadzimy się na uroczystej Mszy św., która upamiętnia wydarzenia sprzed 38 i 30 lat.

To powstanie Solidarności i zakończenie strajków, tuż przed przełomowym rokiem 1989, kiedy to formalnie Polska stała się innym krajem, po tzw. obaleniu komunizmu. Wielu z Was osobiście przeżywało tamte wydarzenia, wielu było ich naocznymi świadkami, wielu zapłaciło wysoką cenę za walkę ze zbrodniczym systemem. Niektórzy najwyższą. Są jednak i tacy, którzy tylko o nich słyszeli w tamtym czasie, będąc dziećmi (do nich zaliczam się także ja oraz całe moje pokolenie). Są wreszcie tacy, którzy urodzili się później i dziś wiedzę o tamtych czasach czerpią z różnych źródeł, w zależności od prawdy historycznej, która bywa różnie interpretowana pod wpływem swoiście stosowanej metodologii, nie zawsze dającej prawdziwy obraz tamtej rzeczywistości.

Celem homilii nie jest polemizowanie z różnymi wersjami historii, która dziś często jest narzędziem dla lansowania różnych opcji politycznych, ale ukazanie Boga w Jego słowach i aplikacja Jego słów do konkretnej, współczesnej rzeczywistości. A zatem Siostry i Bracia porzućmy dziś sprawy historyczno – ideologiczne Solidarności, bo ten wymiar, jakże czasami bolesny dla tych, który tworzyli Solidarność jest obecny bardzo obficie w przestrzeni medialno – wirtualnej. Cieszmy się dziś obecnością żywych świadków tamtych wydarzeń, bo Oni są najcenniejszym źródłem wiedzy o tamtej Solidarności.

Powstaje pytanie: Jakie to były ideały? Była to po prostu Solidarność. Słowo, które ukształtowało nowy etos społeczny w Europie i na świecie nowego znaczenia nabrało w Gdańsku. Tu bowiem bierze początek Niezależny Samorządny Związek Zawodowy Solidarność, który w swojej nazwie umieścił przesłanie o charakterze ogólnoświatowym i wypełniając prorocze słowa św. Jana Pawła II zmienił oblicze ziemi, najpierw polskiej, naszej gdańskiej, potem europejskiej, a później stał się inspiracją dla całego świata, gdzie w różnych jego częściach ciągle toczy się walka o godność ludzkiej osoby.

Nie zmieniłby tej ziemi, gdyby nie moc Ducha św., o którą błagał św. Jan Paweł II podczas swojej pierwszej wizyty apostolskiej w Polsce. Jak już powiedziałem, celem homilii jest aplikacja słowa Bożego do konkretnej rzeczywistości. Niech nam dopomogą w tym zadaniu kolejne słowa wypowiedziane przez naszego wielkiego rodaka, tym razem w Sopocie w 1999 roku: Słyszałem wtedy w Gdańsku od was – nie ma wolności bez solidarności. Dzisiaj trzeba powiedzieć – nie ma solidarności bez miłości, więcej nie ma przyszłości człowieka i narodu bez miłości. A zatem papież Polak ukazał pełnię przesłania Solidarności, która bez pogłębionego rozumienia byłaby pustym słowem, które nie miałoby znaczenia, poza semantycznymi możliwościami jego używania, z czym często dziś spotykamy się w przestrzeni medialno – wirtualnej.

Papież wiąże Solidarność z Miłością w sposób nierozerwalny. Podobnie wypowiada się o Wolności, która nigdy nie jest w pełni wolnością, jeśli nie jest związana z Miłością i Solidarnością. Jawi nam się więc triada, która stanowi jedność, a mianowicie: Miłość, Solidarność i Wolność. I tylko w takim porządku każdy z wymienionych członów ukazuje pełną prawdę o człowieku. Czym zatem jest Miłość? Dla człowieka wierzącego to po prostu Bóg, jak mówi Pierwszy List św. Jana: Kto nie miłuje, nie zna Boga, bo Bóg jest miłością, (1 Jan 8). Papież tym samym wskazuje na paradygmat nie tylko wiary chrześcijańskiej, ale na paradygmat, który w swojej istocie stoi w opozycji do agnostycznej, czy ateistycznej wizji człowieka, w której źródła solidarności i wolności usytuowane są w samym człowieku, w jego wielkości i niezależności od kogokolwiek, czy czegokolwiek. Te dwie wizje wolności i solidarności wpisują się w optykę dwóch koncepcji rzeczywistości odwiecznie ze sobą rywalizujących, które swoje apogeum znajdują w pytaniu Piłata: Cóż to jest prawda? Od odpowiedzi bowiem na to pytanie zależy nie tylko rozumienie Solidarności, ale los człowieka i świata. Cóż to jest prawda?

W starożytnej Grecji, będącej kolebką zachodniej myśli filozoficznej, ukształtowały się dwa kierunki jej rozwoju, zapoczątkowane przez dwóch geniuszy swoich czasów, Platona i Arystotelesa. Platońskie idee i arystotelesowskie konkrety stały się przyczyną sporu, który zawładnął zachodnią filozofią do czasów współczesnych. Można nawet zaryzykować twierdzenie, że źródło owego sporu znajduje się jeszcze głębiej w historii ludzkiej myśli, gdyż pojawia się już w samej koncepcji bytu (zmiennego i stałego) innych dwóch Greków – Heraklita i Parmenidesa. Poglądy tego pierwszego powracają nieustannie w historii ludzkich dziejów. Ich kontynuacją były przekonania sofistów. To, jakże niebezpieczne, fałszywe pojmowanie rzeczywistości, znalazło swój wyraz w słynnej maksymie Protagorasa mówiącej: człowiek jest miarą wszystkich rzeczy, istniejących, że istnieją, i nieistniejących, że nie istnieją . I jeśli przez „miarę” rozumieć normę oceniającą, a przez „rzeczy” wszystkie fakty, to nie istnieje absolutne kryterium prawdy, fałszu, dobra, zła, wszystko jest względne i zależy od uznania poszczególnej jednostki. W taki oto sposób, mówiąc w dużym uproszczeniu, człowiek w myśl sofistycznej teorii stał się panem samego siebie. Rzec by można słowami poety, iż sam dla siebie stał się sterem, żeglarzem, okrętem, wyznaczając porty, do których zmierza.

Te idee zostały podjęte przez autorów oświecenia. Wyniesiona na sztandary rewolucji francuskiej triada: wolność, równość, braterstwo nie mogłaby powstać w innej kulturze niż chrześcijańska, jednak w swej istocie zwróciła się przeciw chrześcijaństwu, ponieważ ideolodzy oświecenia i rewolucji francuskiej w centrum wszechświata umieścili człowieka zamiast Boga. Popadli w ten sam błąd, w który popadli starożytni sofiści, czyniąc człowieka miarą wszystkich rzeczy – homo mensura. O tym wspomina również Jan Paweł II w książce Przekroczyć próg nadziei, gdzie stwierdza, że w oświeceniu człowiek zajął miejsce na tronie samego Boga. Pozostaje jednak szereg pytań: Jak żyć? Kto ma nam powiedzieć jak żyć? Co jest prawdą? Co jest dobre, a co złe? Czym jest piękno? Czy Bóg istnieje? Nie wystarczy dość naiwny zakład Pascala, czy idea nieskończoności Kartezjusza. Sprawy są o wiele bardziej skomplikowane. Katolicy mają swoje przykazanie miłości Boga i bliźniego, ale jak to przełożyć na język agnostycyzmu, deizmu, czy ateizmu. I znalazło się rozwiązanie, rozwiązanie katastrofalne dla ludzkości. Znamy je w postaci imperatywu kategorycznego I. Kanta, który niejako spina idee oświecenia w swoich poglądach: Czyń to, co chciałbyś, aby było prawem obowiązującym wszystkich. A więc to Ty jesteś normą życia moralnego i etycznego. Ty w swoim sumieniu rozstrzygasz o dobru i o złu. Więcej, Ty uznajesz co jest prawdą, a co fałszem, a więc jesteś arbitrem wszelkiej rzeczywistości, gdyż to Ty jesteś jedynym i najwyższym autorytetem. Aplikując tę opcję do współczesności możemy łatwo zauważyć jej modyfikację w popularnej dziś triadzie: wolność, równość, demokracja.

W nowożytności uznano Boga jedynie za wytwór ludzkiego umysłu, odmawiając Mu tym samym istnienia w ziemskiej czasoprzestrzeni. Podważono obiektywność prawdy, uznając, iż każdy ma prawo do jej swobodnej oceny, interpretacji, zgodnie z własnymi przekonaniami, czy własnym interesem. Dziś jak na dłoni widać, że jesteśmy spadkobiercami tamtych idei. Miarą wynalezienia druku jest dziś Internet i rozdmuchany w nim do niebotycznych rozmiarów indywidualizm i egoizm. Indywidualizm i egoizm prowadzą do pychy, a ta najczęściej skutkuje brakiem wiary. I trzeba przyznać, że z tym zjawiskiem coraz częściej mamy do czynienia w naszej ojczyźnie. Uwidacznia się tu wyraźne nawiązanie do nurtu oświecenia i jednego z głównych ideologów tego okresu J. Rousseau, który w słowach Umowy Społecznej wyeksponował swoją ideę, że człowiek rodzi się wolny, a wszędzie tkwi w kajdanach. Tym sposobem Rousseau wskazał na ontologiczny fakt, że człowiek jest w stanie natury dobry (nie istnieją skutki grzechu pierworodnego) i nie można mu niczego narzucać, można jedynie pomóc we wzrastaniu, nie próbując go „wkładać” w określone formy życia społecznego, religijnego, czy rodzinnego, bo te tylko spowodują wykrzywienie jego wolności. A zatem każdy może mieć projekt własnego życia, którego nikt nie ma prawa zmieniać, czy formować. Nawet natura musi się ugiąć przed tym prawem, pozwalając na absolutną wolność człowieka, który jeśli zechce może sobie wybrać, czy być mężczyzną czy kobietą, może decydować o być lub nie być życia poczętego lub życia gasnącego, chorego człowieka. Dziś, na wielu przykładach można zauważyć, że niedaleko jesteśmy od słów innego prekursora oświecenia Tomasza Hobbesa i jego przesłania: homo homini lupus est – człowiek człowiekowi wilkiem. W takiej wizji nie potrzeba żadnej Solidarności, wystarczy wolność, równość, demokracja! Ta oświeceniowa utopia, jak widzimy, dobrze się ma również współcześnie.

Odpowiedzią na tę deistyczną, agnostyczną, a w konsekwencji ateistyczną wizję człowieka jest Solidarność w swym najgłębszym znaczeniu, a więc w powiązaniu z Miłością i Wolnością. Wydaje się, że stan duchowy wielu ludzi, zwłaszcza młodych pokazuje dziś dramatyczne wołanie o Solidarność, a więc o Miłość – Miłość realną. Aby temu podołać potrzeba Solidarności. Ale sama Solidarność nie wystarczy, bo Solidarność, podobnie jak wiara, bez uczynków jest martwa. Solidarność nie jest intelektualną grą, ani jakąś spekulacją. Solidarność to gotowość do oddania wszystkiego, co najdroższe. Wiedzieli o tym robotnicy Poznania w czerwcu 1956 roku, wiedzieli robotnicy Wybrzeża w grudniu 1970 roku. Wiedział o tym bł. ks. Jerzy Popiełuszko, który 30 sierpnia 1981 roku uczestniczył w poświęceniu Waszego sztandaru. Solidarność to gotowość oddania Bogu wszystkiego, czego zapragnie. Czy jesteśmy gotowi do takiej ofiary? Ofiary bowiem z tego, czego nie kochamy nic nas nie kosztują, ale ofiary z tego, co kochamy są wyrazem naszej Solidarności.

 

 

 

 

 

Download PDF
Powrót Drukuj stronę