Serca dla partii bijące

„Utrwalacze”, „technokraci”, „wędrowcy”, „spadochroniarze” i „miejscowi”. O kim mowa? O pierwszych sekretarzach partii komunistycznej na Wybrzeżu, których sylwetki sprawnie prezentuje jedna z najnowszych publikacji gdańskiego oddziału IPN „Zapomniani dygnitarze”.

zapomniani dygnitarze1

 

Tytuł książki historyka Piotra Brzezińskiego jest bezdyskusyjnie celny. Choć Polska Zjednoczona Partia Robotnicza przez blisko połowę XX wieku właściwie niepodzielnie rządziła naszym krajem, a jej szefowie mieli faktycznie większą władzę niż formalne organy państwa (czego dowodem chociażby tzw. stanowiska nomenklaturowe, z partyjnego nadania), sekretarze Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Gdańsku pozostają in gremio praktycznie nieznani. Z grona zapomnianych sekretarzy przewodniej siły narodu na Pomorzu, jak słusznie zauważa autor książki, pamięta się właściwie tylko dwóch: „krwawego kata Trójmiasta” Stanisława Kociołka, współodpowiedzialnego za zbrodnię Grudnia ’70 (chociaż akurat sekretarzem gdańskiej PZPR był tylko do lipca 1970 r.), oraz Tadeusza Fiszbacha, genseka w historycznych chwilach Sierpnia ’80.  Na marginesie – ten ostatni został przez autora potraktowany chyba nazbyt łagodnie, choć niewątpliwie na tle swoich poprzedników i następców może zostać uznany za komunistycznego „liberała”.

Wyłaniający się z książki portret zbiorowy gdańskich sekretarzy jest równie ciekawy jak sylwetki poszczególnych z nich. Oto okazuje się, że pierwszym szefem gdańskich komunistów… była kobieta. Jednocześnie żaden z tej piętnastki nie był urodzonym gdańszczaninem, znalazło się za to wśród nich trzech Żydów, jeden Ukrainiec i jeden pół-Rosjanin… Główną linią analizy gdańskich genseków, którą polecamy czytelnikom, nie jest jednak oczywiście ich pochodzenie, ale ideologiczne zaangażowanie w komunizm i wynikający z tego sposób sprawowania swojej funkcji.

 

Koniec pierwszych

Ostatnim i jednocześnie najmłodszym (50 l.) szefem PZPR w województwie gdańskim był nieżyjący już Marek Hołdakowski, „przywieziony w teczce” z Wydziału Ekonomicznego KC PZPR w lipcu 1988 r. Już kilka tygodni po przeprowadzce ze stolicy musiał on zmierzyć się z gdańskimi strajkami. Hołdakowski raportował, że młodzi robotnicy „mają bunt w oczach”, a „opozycja to kadra z ośmioletnim doświadczeniem. Tu są profesjonaliści, z którymi żaden ośrodek nie może się porównać”. Zapewne dlatego ostatni pierwszy sekretarz w Gdańsku postulat legalizacji „Solidarności” określał mianem „groźnego zjawiska, które należy eliminować”. W ówczesnych analizach Hołdakowskiego, cytowanych w książce, czuć już jednak „ducha tamtych czasów”, dziś dobrze znanego z dokumentów, ale także po prostu z nadwiślańskiej (i nadmotławskiej) rzeczywistości po 1989 r. Oto gdański gensek przekonywał partyjnych kolegów do „rozwarstwienia i odizolowania autentycznej ekstremy” od „opozycji konstruktywnej”. Hołdakowski dodawał: „Te procesy dialogu, przyciągania, to nasza główna szansa”.

I rzeczywiście, choć wkrótce, w styczniu 1990 r. wszechmocni wcześniej sekretarze PZPR, nie tylko na Pomorzu, przeszli do historii, wielu z nich odnalazło się dobrze w nowych, postkomunistycznych czasach. Jednak ich „prawdziwe historie” znajdziemy właśnie w komunistycznych karierach, tak dobrze opisanych przez Piotra Brzezińskiego.

Adam Chmielecki

Piotr Brzeziński, Zapomniani dygnitarze. Pierwsi sekretarze Komitetu Wojewódzkiego PPR/PZPR w Gdańsku w latach 1945-1990. Szkice biograficzne, Gdańsk 2013, 467 ss.

Download PDF
Powrót Drukuj stronę