Determinacja i dobra organizacja. Relacje od uczestników protestu

Do protestujących w miasteczku namiotowym przed Sejmem stoczniowców ze Stoczni Gdańsk w piątkowe przedpołudnie dołączyli portowcy z Gdańska. Związkowców odwiedził także przewodniczący Zarządu Regionu Gdańskiego NSZZ „Solidarność” Krzysztof Dośla.

Relacje z dotychczasowego przebiegu protestu potwierdzają jego dobrą organizację i nadspodziewanie dużą frekwencję.

– Determinacja wśród ludzi jest ogromna. Niektórzy mówią, że mogą w miasteczku solidarnościowym pod Sejmem trwać jeszcze długo. Bo są na to przygotowani – mówi Roman Kuzimski, wiceprzewodniczący Zarządu Regionu Gdańskiego NSZZ „S”, który dwa ostatnie dni spędził w stolicy.

Wyruszyliśmy 11 września. Wraz z blisko 30 tysiącami ludzi protestowaliśmy pod sześcioma ministerstwami. A potem rozpoczęliśmy budowę miasteczka solidarnościowego. Nie było to łatwe, bo pracowaliśmy w strugach deszczu. Ludzie są zdeterminowani, mówią, że mogą trwać pod Sejmem jeszcze długo. Ale atmosfera wśród ludzi jest bardzo pozytywna. Jeden z kolegów ze Stoczni Gdańsk powiedział, że jest przygotowany na pikietowanie pod Sejmem nawet dwa miesiące. Zakładając taki wariant nie wykorzystał swojego urlopu w zakładzie pracy.

Codziennie kilkaset osób z Regionu Śląsko-Dąbrowskiego przyjeżdża do miasteczka na wymianę. Cały czas są tam nasi koledzy ze Stoczni Gdańskiej. Są dobrze zorganizowani i widoczni. Mają styropiany, które dostali od warszawiaków.

W miasteczku przebywają także związkowcy z OPZZ i FZZ. Przybyła tam także „Kapela znad Barczycy”, by uprzyjemnić czas protestującym i dodać im otuchy. Protestujących odwiedzają mieszkańcy Warszawy. Często mają podarki, np. łakocie, owoce i papierosy.

Warto dodać, że jesteśmy dobrze zorganizowani. Miasteczko jest odgrodzone taśmami. Niepożądane osoby nie są wpuszczane na jego teren. Protestujący przebywają w czteroosobowych namiotach. Otrzymują regularnie posiłki. Mają nawet własną suszarnię, zrobioną z grilla. Utworzona jest także kafejka internetowa.

Wczoraj była pikieta oświaty. Uczestniczyli w niej związkowcy z „Solidarności”, nie było ludzi z ZNP. Z Regionu Gdańskiego przybyło na nią ponad 200 osób. Koleżanki i koledzy z oświaty zostali zaproszeni na kawę do miasteczka solidarnościowego.

Odbyły się wczoraj dwie debaty. Przed południem miała miejsce debata poświęcona przemysłowi, w której uczestniczyli doktor socjologii prof. Ryszard Bugaj i Stephane Portet, francuski profesor nauk ekonomicznych. Po południu odbyła się debata, w której omawiano sytuację w służbie zdrowia.

Przez cały czas odwiedza protestujących z miasteczka nasz kolega poseł PiS i były przewodniczący „Solidarności” Janusz Śniadek.

Swoimi wrażeniami z dotychczasowego przebiegu protestu podzielił się także Zbigniew Sikorski, przewodniczący KZ NSZZ „Solidarność” w Spółdzielni Mleczarskiej Polmlek-Maćkowy, a jednocześnie przewodniczący Sekcji Krajowej Przemysłu Mleczarskiego i Koncentratów Spożywczych NSZZ „Solidarność” członek Rady Sekretariatu Przemysłu Spożywczego NSZZ „Solidarność”:

Większość związkowców z Regionu Gdańskiego pierwszego dnia protestu manifestowała przed siedzibą Ministerstwa Skarbu Państwa. Nasza kilkudziesięciosobowa grupa z branży mleczarskiej i spożywczej, przede wszystkim pracownicy Spółdzielni Mleczarskiej Polmlek-Maćkowy i Dr. Oetker Polska sp. z o.o., pikietowała wspólnie ze związkowcami z przemysłu spożywczego i handlu oraz rolnikami przed Ministerstwem Pracy i Polityki Społecznej. Problemów w naszej branży jest wiele, wystarczy wymienić nieuregulowaną sytuację wprowadzania marek własnych przez wielkie sieci handlowe, wykorzystujących swoją uprzywilejowaną pozycję wobec rodzimych producentów. Manifestowało nas około 2,5 tysiąca osób. Atmosfera mimo deszczowej pogody była bardzo dobra.

W środę manifestowaliśmy pod wspólnymi hasłami Sekretariatu Przemysłu Spożywczego NSZZ „S”. W sobotę przyjedziemy z własnymi nowymi transparentami.

W naszej grupie było kilku młodszych pracowników, którzy nie mieli jeszcze okazji brać udziału w tak wielkim proteście. Pierwotnie planowali zostać w sobotę w domu, ale po pikiecie zdecydowali, że także 14 września przyjadą do Warszawy. „Zrozumieliśmy, że siedząc w fotelu niczego się zmieni” – mówili mi w drodze powrotnej do Gdańska. Cieszy mnie taka postawa coraz większej liczby pracowników. Ludzie zrozumieli, że nie można żyć tylko dniem dzisiejszym, akceptować byle jaką pracę na umowie śmieciowej. Trzeba myśleć i działać w sprawie swojej przyszłości, emerytury, sytuacji swoich dzieci.

ACH, OZ

fot. O. Zielińska

Download PDF
Powrót Drukuj stronę