Zmiany w systemie oświaty: z troską o miejsca pracy upominamy się o rzeczywisty dialog

Podczas wtorkowej Rady Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność” Regionu Gdańskiego atmosfera była pełna emocji i dociekliwych pytań związkowców kierowanych za pośrednictwem parlamentarzystów z PiS do MEN. Przed nami pierwszy rok zmian w systemie oświaty. Czy będzie to dla nauczycieli, pracowników administracji i uczniów dobra zmiana? Terminy są bardzo napięte.

 

Czas zmian jest trudny. Nauczyciele chcieliby poprzeć reformę, ale na razie muszą zmagać się z narastającymi wątpliwościami. Padały więc trudne i dociekliwe pytania o edukację, nową, ustawę Prawo oświatowe i o ustawę wprowadzającą, o zasady finansowania oświaty, o podstawy programowe dla klasy pierwszej, czwartej i siódmej i przede wszystkim o pracę dla nauczycieli i jakość nauczania, o dialog oraz o pośpiech, z jakim zmiany są forsowane.

Z przebiegu Rady oświatowej sekcji „S” w Gdańsku można było wnioskować, że wypracowana przez 17 lat obecna struktura szkolnictwa wymaga poprawy, a nie rewolucji. Nauczyciele i pracownicy administracji nie znając szczegółowych rozwiązań słusznie obawiają się o miejsca pracy i domagają się szczegółów i programów osłonowych.

Powód? Choćby złe doświadczenia z obietnicami składanymi przez szefostwo MEN. A w praktyce? Okazuje się, że art. 42 par. 2 pkt 2 nadal budzi kontrowersje. Ba! jest ścieżka do wymuszania na nauczycielach nieodpłatnych zajęć w ramach osławionych dwóch godzin karcianych, zatem „hallówki” (od nazwiska minister Katarzyny Hall z PO) de facto nie zniknęły. Nie zastąpiły ich też godziny dyrektorskie, subwencjonowane przez jednostki samorządu terytorialnego, a dodatek motywacyjny tylko w części rekompensuje pracę bez wynagrodzenia. O fakcie wymuszania „godzin karcianych” z powołaniem się na niedopracowanie art. 42 mówi co drugi nauczyciel w przesłanych do Sekcji 253 ankietach.

Minister Anna Zalewska twierdzi uparcie, że reforma edukacji jest „przemyślana, odpowiedzialna i w dodatku policzona”. Jeśli jednak wsłuchamy się w głosy nauczycielskiej „Solidarności” z Regionu Gdańskiego nie była w tym zbyt przekonywująca.

Wojciech Książek, lider oświatowej „S” w Regionie Gdańskim, przypomniał, że trzeba zadbać o działania osłonowe. Ten pakiet osłonowy zgodnie z propozycją Sekcji oświatowej „S” składa się z 10 punktów. Nauczyciele domagają się więc realnego programu osłonowego na wypadek zwolnień nauczycieli, jak chociażby przywrócenia art.88 Karty Nauczyciela zezwalający na wcześniejsze przejście na emeryturę pod określonymi warunkami oraz wydłużenia z pół roku do roku tzw stanu nieczynnego. Byłby to czas na przekwalifikowanie.

Na kwietniowym WZD oświatowa „S” przygotowała nawet listę postulatów składającą się z 66 punktów.

Nauczyciele przypomnieli też, że od czterech lat nie mają podwyżek. Podwyżki te w przyszłym roku sięgną w zależności od stopnia awansu zawodowego od 35 do 63 zł brutto.

O to też byli dopytywani goście – parlamentarzyści PiS, czyli senator Antoni Szymański oraz posłowie Janusz Śniadek i Aleksander Mrówczyński, członek Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży

- Wiem, jak dużo niezadowolenia wywołują nadinterpretacje czy złe interpretacje dokonywane przez samorządy, a dotyczące godzin karcianych. Jest już pewien uzysk. Będzie wydane zarządzenia zakazujące egzekwowania godzin bezpłatnych – zapewnił poseł Śniadek, który powiedział, że przybył na Radę „by przede wszystkim słuchać”..

- Mam świadomość, że to boli, gdy po raz kolejny narusza się pewne nawyki, przyzwyczajenia. Wiem, że będą trudności z przesuwaniem nauczycieli, ale jak to będzie się to przekładało na zatrudnienie? Z bilansu wynika, że powinno być bezpiecznie. Minister Zalewska zapewniała, że będą też regulacje ustawowe – zapowiedział poseł Śniadek, deklarując, że uda się uniknąć napięć m.in. poprzez „drogę negocjacji udrożnioną” przez poniedziałkową zapowiedź powołania zespołu trójstronnego MEN – związki – samorządy.

Pytania i wątpliwości padały one ze strony tych, którzy przyznawali, że głosowali na PiS, ale dzisiaj czują się zawiedzeni sposobem wprowadzania zmian i brakiem rzeczywistego dialogu. Wiosenne debaty w 16 województwach, zdaniem związkowców, nie dotyczyły sensu stricto zmiany ustroju szkolnego, a na zadawanie pytań – tym bardziej na odpowiedzi – nie było na nich czasu. Pojawił się więc postulat przełożenia wprowadzenia reformy o rok.

- Jeśli pani minister Anna Zalewska mówi o dialogu, to tego dialogu na naszym terenie nie było. Jeśli rozmawialiśmy to na Radzie Sekcji w Gdańsku. Potrafimy czytać i docieramy do pewnych informacji, ale minister mówi o dialogu, którego nie ma. Nauczyciele boją się zwolnień, ale przede wszystkim obawiają się chaosu, ma być siódma klasa, a nie ma podręczników i wiedzy, czego będzie się uczyć. Nie będziemy protestować dla samego protestu – mówi Barbara Bakun-Czyżykowska, przewodnicząca oświatowej „S” w Pucku, przypominając, że to nauczyciele mają doświadczenie, wykształcenie, a więc mogą ocenić, czy zmiany są prowadzone w sposób właściwy.

- Nie chciałabym, by ten rząd poślizgnął się na oświacie. Być może więc warto wsłuchać się w argumenty ludzi z dołu, którzy mówią „zatrzymajcie się”. Oświata jest żywą materią. Nie ma podręczników, nie ma podstawy programowej – mówi Alicja Olszewska, przewodnicząca KM NSZZ „Solidarność” Pracowników Oświaty i Wychowania Rejon Tczew, zwracając m.in. uwagę na niezbędny program osłonowy i rachunek ekonomiczny, którym kieruje się organ prowadzący.

- Zatrudniani będą tańsi i ci spolegliwi. Nie to nam obiecywano. Co myśmy państwu zrobili oddając na was głos? – dodaje Olszewska.

Krzysztof Dośla, przewodniczący ZRG NSZZ „S” przypomniał o roli rzeczywistego dialogu:

- Dialog nie może być prowadzony przez okienko telewizora przez które minister mówi co chce zrobić. Nie tego oczekiwaliśmy. Jesteśmy rozczarowani. Nie tylko w obszarze oświaty. Spójrzmy na służbę zdrowia, na branże morskie. Rzeczywistość skrzeczy, gdy udaje się, że problemy się rozwiązuje – mówi Dośla.

Związkowcy obawiają się, iż nauczyciele będą zwalniani i miejsca pracy nie dla wszystkich się znajdą. Takie sygnały wysyłają samorządy. Brakuje też czytelnych reguł przenoszenia nauczycieli między szkołami i organami prowadzącymi.

- Znamy ogólne zarysy reformy, ale nie wiemy jakie będą programy nauczania, jak będzie wyglądała reorganizacja i sieć szkół, jaki będzie program osłonowy. Być może nauczyciele znajdą pracę. Na rok, by miasto nie musiało wypłacić odprawy – argumentuje Bożena Mazur, nauczycielka Gimnazjum nr 8 w Gdańsku, podając realne wyliczenia dotyczące likwidacji oddziałów i miejsc pracy w swojej szkole – zgodnie z ulubionym słowem szefowej MEN: „merytorycznie”.

Na odbiór reformy wpływa też „medialny obraz” budowany przez minister Zalewską.

- Nie ma dialogu, o którym mówi minister Zalewska, nie ma chęci porozumienia. Jest pewność siebie i buta. Nasza praca wychowawcza, by stworzyć atmosferę gimnazjum, prowadzić program wychowawczy i osiągnąć bardzo dobre efekty kształcenia, wymagała wielkiej pracy. I to próbuje się jednym pociągnięciem zmienić? Dlaczego z nami się nie rozmawia? Mówi się, że „przecież my mieliśmy to w programie wyborczym” – dopytywała Bożena Mazur, polonistka.

Poseł Aleksander Mrówczyński, były dyrektor LO w Chojnicach w swoim  wystąpieniu posiłkował się „briefem” pt. „Dobra zmiana w edukacji”. Oceniając stan dialogu o przyszłości oświaty argumentował, iż dialog jest prowadzony, a dowodem ma być – jego zdaniem – list minister Anny Zalewskiej do dyrektorów, nauczycieli i pracowników oświaty wystosowany 1 września br., w którym przedstawiła najważniejsze kierunki zmian.

Poseł przekonywał, że w obliczu niżu demograficznego „i tak część nauczycieli straciłaby pracę, gdyby nie było dobrej zmiany w edukacji”.

Ale już dzisiaj samorządowcy szukają sposobu na reformę, czyli: jak ją wykorzystać do oszczędności i zatrudnienia np. tańszych „w utrzymaniu” stażystów zamiast doświadczonych a prze to „droższych” nauczycieli mianowanych i dyplomowanych.

- Zapewnienia pani minister, iż reforma będzie bezkosztowa jest niewiarygodna. Zgoda, że czteroletnie liceum da lepsze wyniki, ale jak zmienić tą strukturę, jakim kosztem, w oparciu a jakie zasady? Trzeba więc o rozwiązaniach debatować – ocenia Bożena Brauer, liderka oświatowej KM NSZZ „S” w Gdańsku, która zna jak mało kto realia współpracy z włodarzami mało przychylnymi związkowcom.

Z kolei Gdynia od września 2015 roku przechodzi restrukturyzację sieci szkół, motywowaną m.in. demografią.

- Terminy nas gonią, a ludzie są zdeterminowani – przypominała Zdzisława Hacia, przewodnicząca oświatowej KM „S” w Gdyni.

I rzeczywiście: są konkretne terminy konsultacji, opracowania podręczników, powiadamiania rad pedagogicznych i rodziców oraz uczniów.

Krzysztof Dośla, przewodniczący ZRG NSZZ „S” zaapelował o podjęcie, budowanego oddolnie, stanowiska wobec projektów zmian w oświacie.

- Powinniśmy opierać się na stanowiskach organizacji związkowych. A na szczeblu krajowym sytuacja wymaga konsultacji i negocjacji nad konkretnym, a nie zmienianym co chwila, projektem – zauważa Dośla.

Senator Antoni Szymański przyznał, że konsultacji praktycznie nie było.

- PiS wygrał wybory. W ramach programu była reforma edukacji. Jest zatem przeświadczenie o przyzwoleniu. Otóż niezależnie od tego, że był taki plan, to jednak co do rozwiązań szczegółowych należało przeprowadzić konsultacje, nim wygenerowano propozycje daleko idących zmian. Jest konieczna odpowiedź generalna czy jesteśmy za zmianami w ustroju szkolnictwa, czy też mamy je powstrzymać lub odłożyć w czasie – ocenia senator PiS, obiecując, że „nie będzie siedział jak trusia” ale będzie rozmawiał w rozmaitych gremiach podnosząc związkowe wątpliwości.

Parlamentarzyści zadeklarowali, że związkowe uwagi przekażą minister Zalewskiej. Uczynią to albo w kuluarach i w przerwach podczas głosowań albo na piśmie.

Postulaty gdańskiej oświatowej sekcji „S” m.in.przestrzegały już na wiosnę, że reforma nie jest do końca przygotowana.

Artur S. Górski

Download PDF
Powrót Drukuj stronę