Raport „Magazynu Solidarność”: Nie będzie dialogu – będzie protest

O co nam chodzi?

Nie chcemy pracować do śmierci

NSZZ „Solidarność” domaga się odstąpienia od wprowadzonej w 2013 roku reformy podnoszącej do 67 lat wiek uprawniający do przejścia na emeryturę.

Rząd PO-PSL i sejmowa większość naruszyła m.in. Konwencję nr 102 Międzynarodowej Organizacji Pracy. Podwyższenie wieku emerytalnego przy nieprzygotowaniu rynku pracy oraz niewystarczającej ochronie zdrowia pracowników jest szkodliwe. Osoby powyżej 50 roku życia stanowią ponad jedną piątą ogółu bezrobotnych zarejestrowanych w urzędach pracy, a liczba bezrobotnych w grupie 50+ systematycznie wzrasta.

Ustawa wydłużająca wiek emerytalny do 67 lat była przyjmowana w trybie nadzwyczajnym. Sejmowa większość zlekceważyła przy tym 2,5 miliona podpisów obywateli pod wnioskiem o referendum na temat wieku emerytalnego.

Płaca minimalna

Związkowcy z „Solidarności” żądają od lat podwyższenia płacy minimalnej, tak by jej stopniowy wzrost następował w tempie zgodnym ze wzrostem PKB.

Obecnie płaca minimalna wynosi 1750 złotych brutto, co oznacza wzrost tego wynagrodzenia o 4,17 procent w porównaniu z 2014 rokiem. Z 1750 złotych brutto pracownicy dostaną 1286,16 złotego na rękę, a reszta zasili ZUS, NFZ i urząd skarbowy.

NSZZ „Solidarność” domaga się podniesienia wysokości minimalnego wynagrodzenia za pracę o 7 procent (do 1797 zł). Choćby dlatego, że spada udział kosztów pracy w PKB. Dzisiaj to około 54 procent.

Dla rządzących i części pracodawców ta skromna gratyfikacja, niższa nawet od zasiłku w krajach Unii Europejskiej, jest barierą nie do przeskoczenia. O innowacyjności, o ekspansji na rynki zagraniczne, o wykorzystaniu potencjału młodych absolwentów, mowy nie ma. Trudno zresztą dziwić się tej mentalnej barierze, skoro rodzimi liberałowie źródła bogactwa upatrują w majątku publicznym. Począwszy od dawnego KLD po PO, to ludzie, którzy najlepiej czują się na państwowych posadach i w przedsiębiorstwach publicznego sektora.

W propagandowych zabiegach rządu i wspierających go ekonomistów dominuje wykazanie wyłącznie wpływu podniesienia wysokości minimalnego wynagrodzenia na wydatki budżetu państwa. Tymczasem na podniesieniu minimalnego wynagrodzenia do 1750 złotych budżet państwa zyskuje ponad 110 milionów złotych z tytułu składek na ubezpieczenia społeczne, składek na NFZ oraz z tytułu podatku dochodowego od osób fizycznych, nawet bez zwiększonych wpływów budżetowych z podatku VAT. Jak rząd dba o nasze zarobki można było się przekonać na początku lutego, kiedy to po spotkaniu w Berlinie ministra pracy Władysława Kosiniaka-Kamysza z jego niemiecką odpowiedniczką Andreą Nahles ogłoszono „nasz” sukces. Do czasu rozstrzygnięcia przez Komisję Europejską skarg na przepisy o płacy minimalnej 8,5 euro za godzinę na terenie RFN, nie obowiązują one dla kierowców przy przewozach tranzytowych.

Uboga budżetówka

Domagamy się odblokowania wzrostu wynagrodzeń dla pracowników państwowej i samorządowej sfery budżetowej.

Polityka prospołeczna i usługi społeczne mają charakter rozwojowy. Wydatki na edukację w Skandynawii, w Japonii czy w Korei Pd. przyniosły zyski, skok cywilizacyjny, innowacyjność. Japonia, stawiając na sferę społeczną, z państwa feudalnego stała się nowoczesnym krajem i gospodarczym gigantem. Edukacja to droga wyjścia z dziedziczenia biedy.

Pracownicy sfery budżetowej od sześciu lat nie doczekali się podwyżek. Ponad pół miliona obywateli to zakładnicy polityki rządu. Przypomnijmy więc, że Rada Unii Europejskiej zawiesiła wobec Polski procedurę tzw. nadmiernego deficytu, której wprowadzenie w 2009 roku leżało u podstaw decyzji rządu o zamrożeniu płac w sferze budżetowej. Oznacza to, że odmawianie podnoszenia wynagrodzeń nie jest uzasadnione żadnymi przesłankami makroekonomicznymi, lecz zaczyna mieć znamiona działań dyskryminacyjnych.

NSZZ „Solidarność” wezwał rząd do podwyższenia o co najmniej 9 procent płac w sferze budżetowej. Związek rozważy „wszelkie dostępne środki, które pomogą pracownikom sfery budżetowej w walce o ich słuszne prawa, a także przyczynią się do zwrócenia uwagi krajowej i europejskiej opinii publicznej na obecną patologiczną sytuację”, zgodnie z ubiegłoroczną uchwałą Komisji Krajowej.

Dobre miejsca pracy

Domagamy się wycofania antypracowniczych zmian w kodeksie pracy dotyczących czasu pracy oraz wprowadzenia zasady zawierania umowy o pracę na piśmie przed rozpoczęciem pracy.

Miejsca pracy należy chronić. Rozumieją to nasi zachodni sąsiedzi. Kraje, które przeszły suchą nogą przez kryzys wywołany działaniami banków, a dzisiaj zarabiają na zmianie koniunktury. W Polsce zaś postawiono na elastyczność. W ubiegłym roku Sejm uchwalił nowelizację kodeksu pracy dotyczącą elastycznego czasu pracy. Oznacza to dla pracowników możliwość wydłużenia przez pracodawcę planowania czasu pracy nawet do 12 miesięcy, co jakoby pozwoli oszczędzić pracodawcom do 8 miliardów złotych rocznie.

Tym sposobem firmy będą mogły wykorzystywać pracowników choćby przez sześć dni w tygodniu czy 13 godzin na dobę, a kiedy zimą będą przestoje, oddać im godziny wolne bez konieczności płacenia za nadgodziny. Okresowy nadmiar pracy zawodowej trudno pogodzić wielu osobom z obowiązkami rodzicielskimi.

Pod rządami koalicji PO-PSL propozycje zgłaszane przez opozycję są odrzucane. I tak też przepadła propozycja, której rzecznikiem był poseł PiS Janusz Śniadek, czyli zmiana w ustawie mówiąca o obowiązku podpisywania przez pracodawcę umowy przed przystąpieniem pracownika do pracy. Ta zmiana likwidowałaby w naszym kraju tzw. syndrom pierwszej dniówki, który sankcjonuje de facto pracę na czarno, gdy pracodawca w razie kontroli, tłumaczy, że pracownik właśnie zaczyna pracę, choć faktycznie pracuje od dawna.

Śmieciówki na śmietnik

Domagamy się wyeliminowania stosowania śmieciowych umów o pracę oraz patologicznego samozatrudnienia.

NSZZ „Solidarność” od wielu lat prowadzi kampanię informacyjną przeciw nadużywaniu w Polsce tzw. śmieciówek. Od tego czasu pojęcie „umowy śmieciowe” na trwałe zagościło w polskim słowniku. Niestety, panoszy się też na rynku pracy. 50 tysięcy pracujących na umowach na czas określony powyżej 5 lat i 900 tysięcy pracujących na umowach zawartych na okres powyżej 3 lat to skala tego patologicznego zjawiska. Według GUS i Eurostatu, około 28 procent wszystkich umów, od których odprowadzane są składki, zawieranych jest na czas określony. To czyni nas liderem w Unii Europejskiej w tej kategorii.

Do „umów śmieciowych” należy zaliczyć każdą formę (umowy cywilnoprawne, samozatrudnienie, agencje pracy tymczasowej, umowy czasowe), która służy wyłącznie po to, aby wyłączyć określone w kodeksie pracy konsekwencje zatrudnienia na umowę o pracę. Kodeks pracy (art. 22) przewiduje wprost zakaz zastępowania umów o pracę umowami cywilnoprawnymi.

Dzięki kampanii „Solidarności” część „umów śmieciowych” zostanie oskładkowana na mocy znowelizowanej 23 października ub.r. ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych oraz niektórych innych ustaw, która zakłada pobieranie od umów zlecenia i umów o dzieło składek na ubezpieczenia emerytalne i rentowe. Składki będą odprowadzane od kwoty równej co najmniej pensji minimalnej. Długie vacatio legis powoduje, że przepisy dotyczące oskładkowania emerytalno-rentowego umów cywilnoprawnych wchodzą w życie 1 stycznia 2016 roku.

Sukcesem, po latach, jest regulacja, iż cena przestaje być wyłącznym kryterium rozstrzygania przetargów, a wykonawcy realizujący zamówienia za pieniądze publiczne mają zatrudniać ludzi na etatach. Zamawiający mogą wymagać od firm realizujących publiczne inwestycje zatrudnienia pracowników na podstawie umowy o pracę, likwidując patologie wokół zamówień.

Fundusz  do odmrożenia

Domagamy się odmrożenia podstawy naliczania zakładowego funduszu świadczeń socjalnych.

Jednym z pozakodeksowych obowiązków spoczywających na pracodawcach zatrudniających co najmniej 20 pracowników jest tworzenie i gospodarowanie środkami zakładowego funduszu świadczeń socjalnych. Celem funduszu jest łagodzenie różnic w poziomie życia pracowników i ich rodzin. Kwota odpisu podstawowego zależy od kwoty przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w gospodarce narodowej. Na jednego zatrudnionego wynosi ona 37,5 procent, a na zatrudnionego w szczególnie uciążliwych warunkach 50 procent.

Ministerstwo Finansów zamroziło od pięciu lat wysokość odpisów na zakładowy fundusz świadczeń socjalnych. W 2015 roku podstawą do obliczenia wysokości odpisów na ZFŚS jest kwota 2917,14 zł, czyli wysokość średniej płacy na poziomie z 2011 roku.

Dialog – zasada ustrojowa

Domagamy się wprowadzenia systemowych zmian w dialogu społecznym zgodnie z oczekiwaniami partnerów społecznych.

Potrzebujemy nowej formuły dialogu społecznego. Związki zawodowe chcą powołania Rady Dialogu Społecznego, nowej instytucji prowadzenia rozmów między przedstawicielami pracowników, pracodawców i rządu. Projekt nowej formuły dialogu społecznego, wypracowany przez przedstawicieli strony społecznej, został 26 stycznia przekazany ministrowi pracy i polityki społecznej Władysławowi Kosiniakowi-Kamyszowi. Projekt związkowców i pracodawców zakłada zrównanie statusu stron społecznej i rządowej w instytucjonalnym dialogu społecznym. W tej sprawie lider ZRG NSZZ „Solidarność” Krzysztof Dośla odbył też serię spotkań z przedstawicielami organizacji pracodawców Pomorza (BCC, Konfederacja Lewiatan, Pracodawcy Pomorza). Związki zawodowe nie powrócą do Komisji Trójstronnej.

 

Arogancja władzy

2015 rok przyniósł społeczne przesilenie. Zaczęło się od styczniowego strajku górników na Śląsku przeciwko wieloletniej polityce zaniechań i zaniedbań rządu PO-PSL i planom likwidacji kopalń. Do strajku szykują się kolejarze i pocztowcy, a rolnicy w proteście wyjechali na drogi. Czyżby zanosiło się na „Wiosnę Ludów” 2015? Czy tym razem „wiosna będzie nasza”?

Brak dialogu społecznego i negocjacji strategii dla newralgicznych branż, jak energetyka, ochrona zdrowia, transport, poczta, edukacja i rolnictwo spowodował, że sztab protestacyjny tworzony przez centrale związkowe zdecydował o rozpoczęciu akcji protestacyjno-strajkowych. Na Śląsku znowu wrze. Liderzy pracowniczej i rolniczej „Solidarności” Piotr DudaJerzy Chróścikowski zdecydowali, że będą koordynowali oraz wspólnie przeprowadzali akcje.

– To efekt zrujnowania zaufania i kapitału społecznego. W Polsce nikt nikomu nie ufa, nie ma zaufania do instytucji społecznych. Jesteśmy krajem, jeśli nie o najniższym poziomie kapitału społecznego, to przedostatnim. Nie da się tego odbudować inaczej niż przez dialog – zauważa Janusz Śniadek, poseł PiS, w latach 2002-10 przewodniczący NSZZ „Solidarność”.

Mimo styczniowego porozumienia rządu z górnikami kompanii węglowej, inne problemy zostały nierozwiązane. Bez radykalnej zmiany stylu sprawowania władzy oraz bez odsunięcia antypracowniczej ekipy od wpływu na los kraju rok 2015 będzie kolejnym rokiem straconym, który nie przyniesie budowy nowoczesnej gospodarki oraz poprawy poziomu życia polskiej rodziny. Zamiast tego czeka nas dalsza emigracja zarobkowa oraz zwiększanie dysproporcji w dochodach poszczególnych regionów oraz grup społecznych. Dzisiaj dysproporcja między dochodami najlepiej i najsłabiej zarabiających jest jedną z największych w krajach OECD.

Związkowcy z NSZZ „Solidarność”, OPZZ i FZZ decyzję o kontynuowaniu pogotowia strajkowego i zaostrzeniu akcji uzależniają od postawy rządu podczas dalszych rozmów.

Zwracamy się do Pani Premier o natychmiastowe rozpoczęcie negocjacji na bazie postulatów zgłoszonych przez stronę związkową podczas wrześniowych protestów 2013 roku w Warszawie. Chcemy także rozpocząć negocjacje w obszarach problemów branż, które uznajemy za priorytetowe, wymagające pilnego rozwiązania” – napisali do szefowej rządu Ewy Kopacz liderzy NSZZ „Solidarność”, OPZZ i FZZ.

Wyniki kolejnych referendów strajkowych pokazują, jak pracownicy są zdeterminowani.

Czekaliśmy aż nadto na spotkanie z premier Kopacz. Żarty się skończyły. Chcemy rozwiązań systemowych, a nie pseudodialogu i rozwiązań doraźnych. Dlatego rozpoczęliśmy przygotowania do akcji czynnych, łącznie z wielką demonstracją w Warszawie, która nie będzie końcem, a może będzie początkiem – mówił Piotr Duda, lider „Solidarności”, po posiedzeniu sztabu protestacyjnego 5 lutego.

Liderowi „S” wtóruje część świata nauki.

– Rośnie nastrój, uzasadniony, dalekiego posunięcia alienacji elit. (…) Ludzie nie chcą być tylko mięsem armatnim podczas wyborów – opisywał nastroje prof. Ryszard Bugaj na antenie Polsat News.

Rządzący zbudowali wokół siebie mur z lekceważenia obywateli. NSZZ „Solidarność” i pozostałe związki zawodowe są dzisiaj jedyną realną siłą zdolną do przeciwstawienia się polityce prowadzonej w Warszawie. Związkowcy chcą rozmów. Żądają negocjacji. Napotykają jednak na mur milczenia ze strony rządu, który nie widzi szerszej perspektywy niż doraźne działania lub nie jest w stanie podjąć merytorycznego dialogu.

 

Kwota wolna od podatku – do kosza

Projekt podwyższenia kwoty wolnej od podatku z 3091 złotych do 6253 złotych przepadł. Skrajnie ubodzy Polacy nie będą zwolnieni z płacenia państwu.

Kwota dochodu wolnego od podatku w Polsce jest najniższa ze wszystkich krajów europejskich, które mają ją w swoich systemach. W Grecji kwota wolna od podatku odpowiada w przeliczeniu ponad 20 tysiącom złotych, we Francji 25 tysiącom złotych, w Niemczech sporo ponad 30 tysiącom złotych, w Wielkiej Brytanii prawie 50 tysiącom złotych, w Hiszpanii niemal 75 tysiącom złotych, a na Cyprze aż 82 tysiącom złotych. Na tym tle polskie 3091 złotych prezentuje się jako kwota karykaturalnie wręcz niska. W niektórych z tych krajów zarobki są znacznie wyższe niż w Polsce, nie zmienia to jednak faktu, że brytyjska kwota wolna od podatku przekracza naszą piętnastokrotnie, a hiszpańska nawet dwudziestopięciokrotnie. Co więcej, polska kwota wolna od podatku jest tak niska, że nie obejmuje nawet osób z dochodami poniżej progu ubóstwa.

W Sejmie został złożony projekt ustawy zwiększający kwotę dochodu wolnego od podatku do 6253,32 zł w skali roku, czyli 521,11 zł miesięcznie. W takim przypadku osoby o dochodzie odpowiadającym minimum egzystencji lub niższym nie musiałyby płacić podatków. W konsekwencji niektórym z nich zostałaby w portfelu taka ilość pieniedzi, że nie potrzebowaliby wsparcia opieki społecznej. Raport został odrzucony głosami PO i PSL.

Warto dodać, że kwota wolna od podatku jest zamrożona od 2009 roku, w związku z czym nie nadąża za inflacją. Skutkiem tej sytuacji jest ukryta powolna podwyżka podatków. Rząd już zapowiedział, że odmrożenie nie nastąpi przynajmniej do 2017 roku.

Download PDF
Powrót Drukuj stronę