Raport Magazynu Solidarność: Czarna wyspa podatków

Podatki to, jak wiadomo, jedna z dwóch pewnych rzeczy na tym świecie (tą drugą jest śmierć). Nikt nie lubi ich płacić, choć są one konieczne dla przetrwania każdego państwa. Chodzi jednak o to, by system fiskalny stymulował rozwój społeczno-gospodarczy, a nie go ograniczał. Tymczasem Polska – rzekoma „zielona wyspa” – pod względem podatkowym dla osób najbiedniejszych i klasy średniej pozostaje wyspą „czarną”, natomiast dla najbogatszych i wielkiego biznesu odwrotnie – rajską.

Zgodnie z ustawą Ordynacja podatkowa z 1997 r., podatek to „publicznoprawne, nieodpłatne, przymusowe i bezzwrotne świadczenie pieniężne na rzecz Skarbu Państwa, województwa, powiatu lub gminy, wynikające z ustawy podatkowej”. Obecnie w Polsce płacimy 13 rodzajów danin. Podatki bezpośrednie to: dochodowy od osób fizycznych (PIT), dochodowy od osób prawnych (CIT), od spadków i darowizn, od czynności cywilnoprawnych, rolny, leśny, od nieruchomości, od środków transportowych, tonażowy oraz od wydobycia niektórych kopalin. Podatki pośrednie to: od towarów i usług (VAT), akcyzowy i od gier.

podatki1

Analiza całego systemu fiskalnego potwierdza gorzką refleksję na temat III Rzeczypospolitej – to państwo silne wobec słabych i słabe wobec silnych. W Polsce występują tylko dwie stawki podstawowego podatku – dochodowego (18 i 32 proc). Próg dochodowy, który oznacza automatyczne przejście do wyższej skali podatkowej, to 85 528 zł. Taki system oznacza, że Polska zajmuje 15 miejsce na 28 państw członkowskich UE w przypadku podatku od najbiedniejszych (I próg podatkowy), ale dopiero 22 w przypadku opodatkowania najbogatszych (najwyższa stawka podatkowa). W efekcie gorzej zarabiający Polacy płacą relatywnie więcej zarówno niż ich bogatsi rodacy, jak i osoby o podobnym statusie materialnym w innych krajach. Przykładowo najbiedniejsi Czesi oddają państwu tylko 15 proc. swoich dochodów, Niemcy – 14 proc., a Francuzi i Holendrzy niewiele ponad 5 proc.!

Kwota nie-wolna

Tę systemową niesprawiedliwość i – co ważniejsze – nieefektywność wzmacnia wysokość (choć lepiej pasowałoby słowo „niskość” – gdyby istniało) kwoty wolnej od podatku. To instytucja fiskalna, która w założeniu ma chronić przed jakimkolwiek opodatkowaniem osoby ze skrajnie niskimi dochodami. W Polsce obecnie kwota ta wynosi 3091 zł rocznie (ok. 750 euro) i oznacza, że środkami na przeżycie muszą się dzielić z państwem nawet osoby z dochodami na poziomie minimum egzystencji! To często ludzie bezrobotni, którzy utrzymują się ze świadczeń społecznych. A zatem państwo opodatkowuje samo siebie, przelewając część publicznych pieniędzy z lewej kieszeni do prawej, nie patrząc na to, co przy takiej okazji wycieka w postaci kosztów administracyjnych itp.

podatki2

Dodajmy, że wielu ekonomistów uważa kwotę wolną od podatku za czynnik stymulujący rozwój pracy. Wyższa kwota wolna od podatku zachęca do podejmowania zatrudnienia lub wychodzenia z szarej strefy.

Wszystko to pogłębia jeszcze bardziej duże rozwarstwienie w dochodach i nierówności społeczne w Polsce – nasze dochody po opodatkowaniu są bardziej zróżnicowane niż przed opodatkowaniem. W ten sposób nasze państwo w długim okresie działa wręcz wbrew własnemu interesowi. Łupiąc obywateli „z potencjałem”, nie pozwala im się wzbogacić, co w przyszłości przyniosłoby większe wpływy budżetowe. Dodajmy, że najlepiej zarabiający mają większe możliwości mniej lub bardziej uczciwego obejścia 32-procentowej stawki PIT – np. stać ich na doradców podatkowych wyszukujących kruczki prawne, często pracują również na kontrakcie, co jest objęte niższą, 19-procentową stawką podatku od osób prawnych (CIT).

Wady VAT-u

Polska nie wypada lepiej na tle Europy pod względem drugiego powszechnego podatku – VAT. Z podstawową stawką 23 proc. (preferencyjne na niektóre towary i usługi to 5 i 8 proc.) zajmujemy 17 miejsce w Unii Europejskiej, a jeśli uwzględnimy, że w Grecji, Irlandii i Portugalii jest on na takim samym poziomie, okaże się, że tylko w 8 państwach UE konsumenci (bo to oni są głównymi płatnikami tej daniny) płacą więcej niż nad Wisłą. Tymczasem VAT ma nie tylko konsekwencje fiskalne, ale i gospodarcze. To od stawki VAT zależy przecież ostateczna cena produktu na półce, co wpływa wymiernie na sytuację producentów, a czasami całych branż. Jako przykład można podać 5-procentową stawkę VAT na książki wprowadzoną w 2011 r., co doprowadziło do stagnacji na polskim rynku wydawniczym.

podatki3

W Polsce VAT jest kolejną daniną zwiększającą nierówności społeczne. Dotyczy głównie towarów konsumpcyjnych, a te stanowią dużo większą część wydatków w przypadku osób biedniejszych niż lepiej sytuowanych. Niedawny raport podatkowy Centrum Analiz Ekonomicznych cenAE wykazał, że osoby najbiedniejsze płacą ponaddwukrotnie więcej podatku VAT niż najbogatsi (16,3 proc. wobec 6,8 proc.). Ci drudzy dużą część swoich dochodów przeznaczają na usługi zwolnione z podatku VAT (medyczne, edukacyjne, finansowe). Alarmujące dane z raportu cenAE dowodzą, że najbardziej obciążonymi VAT-em gospodarstwami domowymi są małżeństwa z jednym dzieckiem.

Podatki Tuska

W swoim pierwszym exposé w 2007 r. premier Donald Tusk zarzekał się, że jego rząd nie będzie podnosił podatków. Rzeczywistość okazała się odwrotna niemal o 180 stopni. Od dawna żadna władza w Polsce nie podniosła danin publicznych tak mocno. Koalicja PO-PSL nie tylko wprost podwyższyła podatki – np. dodatkowo opodatkowując wydobycie kopalin i podnosząc VAT z 22 do 23 proc. w 2011 r., zasłaniając się przy tym niesłusznie obowiązkiem standaryzacji stawek wewnątrz UE (Unia określiła jedynie minimalną stawkę podatku VAT – 15 proc.). Różnica jednego procenta wydaje się niewielka, oznacza jednak dodatkowe 4,4 mld zł rocznie trafiające z naszych portfeli do budżetu państwa.

Kolejne rządy PO i PSL podniosły podatki także pośrednio. Od 2009 r. nie dokonano waloryzacji ani wysokości kwoty wolnej od podatku, ani progu podatkowego między stawkami PIT 18 i 32 proc. Oznacza to, że wielu Polaków zaczęło w tym czasie płacić znacząco wyższe podatki (14 proc. różnicy!), mimo że ich dochody nie wzrosły realnie, a jedynie nominalnie (wzrost wynagrodzeń związany z inflacją).

Choć Donald Tusk jeszcze jako premier zapowiadał, że będą to działania jedynie tymczasowe, rządząca koalicja zamiast wycofywać się z wyższym podatków, brnie dalej w fiskalne zaciskanie pasa przez Polaków. Nie jest to już sfera domysłów, ale faktów. Kilka tygodni temu media ujawniły protokół z narady w Ministerstwie Finansów dotyczącej planu kontroli skarbowych na 2015 r. Oto fragment dokumentu: „Celem na 2015 r. jest wzrost dochodów budżetowych, wzrost kontroli okresów bieżących i wzrost kontroli pozytywnych. Należy obecnie zmienić tok myślenia w sprawie kontroli podatkowych – nie ma kontroli w celach prewencyjnych, kontrola ma przynosić wpływy budżetowe”. Kłopoty budżetu powodowane blisko 8-letnimi rządami koalicji PO-PSL doprowadziły nawet do tak absurdalnych sytuacji jak kontrole w barach mlecznych, skutkujące żądaniami zwrotu dotacji państwowych nawet z kilku ostatnich lat. W wielu tego typu placówkach wcześniejsze kontrole resortu finansów nie wykazały nieprawidłowości, co potwierdza odgórnie zadekretowany charakter działań skarbowych.

W ten sposób cały system podatkowy w Polsce staje się – zamiast naturalnym, solidarnym zorganizowaniem się obywateli i państwa w celu realizacji dobra wspólnego – jeszcze jednym narzędziem opresyjnej władzy rządzących nad społeczeństwem. Jakie państwo – takie podatki?

Adam Chmielecki

Download PDF
Powrót Drukuj stronę