Raport „Magazynu”: Nierozliczone zbrodnie komunizmu

Żaden z rządów popeerelowskiej Polski nie uporał się z rozliczeniem zbrodni Grudnia ‘70 i stanu wojennego. Homo sovieticus nadal ma się dobrze, a sędziowie – podobnie jak w okresie komunizmu – nie zamierzają rozliczyć ze zbrodni katów, przez których poniosło śmierć, odniosło rany, zostało aresztowanych i doznało nieszczęść wiele tysięcy Polaków.

 

Grudzień ‘70

W wyniku represji w grudniu 1970 r. na Wybrzeżu zostało zabitych 45 osób: w Gdyni, Gdańsku, Elblągu i Szczecinie. Ranne zostały 1164 osoby. Zatrzymano przeszło 3 tysiące osób. To oficjalne dane masakry Grudnia ‘70. Ale wielu historyków, a także lekarzy opatrujących wtedy rannych, twierdzi, że te liczby są zdecydowanie większe. Z obawy przed represjami komunistów niektórzy ranni z pomocą lekarzy zdołali się ukryć. Mówi się też o nieujawnionych zabitych. Nieznane są np. losy młodych osób pracujących wówczas w hufcu w Gdyni. A jak wiadomo zamordowanych chowano wtedy w nocy i nie są znane miejsca pochówku niektórych.

 

Ofiary Grudnia ‘70
45 zabitych, około 1164 rannych

Niewinni sprawstwa kierowniczego

Linię obrony winnych masakry w grudniu 1970 r. stanowił brak jednolitego dowództwa. Żaden z ówczesnych decydentów nie poniósł odpowiedzialności za swoje czyny. A oto ich lista: Stanisław Kociołek, Stanisław Kania, Władysław Gomułka, Marian Spychalski, Józef Cyrankiewicz, Wojciech Jaruzelski, Tadeusz Tuczapski, Grzegorz Korczyński.

Władysław Gomułka nie wziął na siebie winy, obarczając nią część członków Plenum KC, ale w liście do Edwarda Gierka, napisanym 6 lutego 1971 r., wyznał: „Zająłem stanowisko, że w obliczu brutalnego gwałcenia porządku publicznego, masakrowania milicjantów, palenia gmachów publicznych itp. należy użyć broni wobec napastników, przy czym strzelać należy w nogi”.

W 1995 r. Prokuratura Wojewódzka w Gdańsku wniosła do Sądu Wojewódzkiego akt oskarżenia przeciwko Jaruzelskiemu, Kociołkowi, Tuczapskiemu oraz dowódcom wojsk tłumiących protest. Prokurator żądał dla oskarżonych kar po 8 lat więzienia i po 10 lat pozbawienia praw publicznych. Obrońcy i oskarżeni wnieśli o uniewinnienie. Pierwsze posiedzenie sądu odbyło się w marcu 1996 r. Trzy lata później proces przeniesiono do Warszawy.

W kwietniu 2013 r. Sąd Okręgowy w Warszawie uniewinnił byłego premiera PRL Stanisława Kociołka. Zdaniem sądu, decyzja o użyciu broni była bezprawna i przestępcza. – W grudniu 1970 r. nie było potrzeby wprowadzania do Trójmiasta w pełni uzbrojonych oddziałów wojska, a taka decyzja prowadziła do nieuchronnej konfrontacji z ludnością cywilną i rozlewu krwi – mówiła w uzasadnieniu wyroku sędzia sprawozdawca Agnieszka Wysokińska-Walczak.

Jednocześnie sąd, uniewinniając ówczesnego wicepremiera Stanisława Kociołka, w kuriozalny sposób uzasadnił wyrok.

– W świadomości społecznej utrwaliło się przekonanie, że robotnicy poszli do pracy 17 grudnia na skutek przemówienia wicepremiera Kociołka. Należy wyraźnie podkreślić, że przemówienie nie miało na celu nakłonienie robotników do przyjścia do pracy, ale do podjęcia pracy – mówiła sędzia Agnieszka Wysokińska-Walczak.

Czy można podjąć pracę, nie przychodząc do niej – tego sąd już nie wyjaśnił. Stwierdził natomiast, że w polskim prawie nie obowiązuje teoria „czystych bagnetów”. Żołnierze, zdaniem sądu, nie mieli więc obowiązku bezwzględnego posłuszeństwa rozkazowi wojskowemu, niezależnie od jego treści. – Każdy, kto wykonuje bezprawny i przestępczy rozkaz, ponosi pełną odpowiedzialność – orzekł sąd.

Na ławie oskarżonych zasiadły trzy osoby (początkowo było ich 12): oprócz b. wicepremiera PRL Stanisława Kociołka dwaj b. wojskowi – dowódca batalionu blokującego bramę nr 2 Stoczni Gdańskiej Mirosław W. i Bolesław F., zastępca dowódcy ds. politycznych 32. Pułku Zmechanizowanego blokującego stocznię w Gdyni. Prokuratura zarzuciła im sprawstwo kierownicze zabójstwa. Groziło im dożywocie, ale obaj nie przyznawali się do zarzutów.

Bolesław F. i Mirosław W., którzy wydawali rozkaz użycia broni wobec robotników, zostali skazani, ale ich wyroki były wyjątkowo łagodne. Sąd uznał, że nie są winni zabójstwa, lecz pobicia ze skutkiem śmiertelnym i skazał ich za to na kary 2 lat więzienia w zawieszeniu na 4 lata.

 

Stan wojenny

Ofiarami komunistycznych represji sądowych stanu wojennego w Polsce, wprowadzonego 13 grudnia 1981 r. byli działacze „Solidarności” oraz wszelkich innych opozycyjnych środowisk. Kolebka „Solidarności” była terenem niezwykle dużej aktywności, a w konsekwencji także masowych represji.

Niewinni i chorzy

Dopiero 12 stycznia 2012 r. Sąd Okręgowy w Warszawie uznał, że stan wojenny nielegalnie wprowadziła tajna grupa przestępcza o charakterze zbrojnym pod wodzą gen. Wojciecha Jaruzelskiego w celu likwidacji NSZZ „Solidarność” i zachowania ówczesnego ustroju.

Sąd wymierzył karę dwóch lat więzienia w zawieszeniu Kiszczakowi za udział w tej grupie przestępczej. Od takiego zarzutu uniewinniono zaś b. pierwszego sekretarza KC PZPR (był nim do października 1981 r.) 86-letniego Stanisława Kanię. W 1980 r. Kania nadzorował politycznie SB. Z powodu przedawnienia, ale przy uznaniu winy, umorzono sprawę trzeciej oskarżonej – Eugenii Kempary, b. członkini Rady Państwa PRL, oskarżonej o przekroczenie uprawnień przez głosowanie za przyjęciem dekretów o stanie wojennym.

Sąd Apelacyjny w Warszawie w czerwcu br. prawomocnie utrzymał uniewinnienie Kani, później utrzymał też decyzję Sądu Okręgowego ws. zażalenia pionu śledczego IPN na zawieszenie – z powodu złego zdrowia Kiszczaka – postępowania apelacyjnego wobec niego. Wcześniej SA utrzymał też decyzję SO o zawieszeniu procesu Kiszczaka za przyczynienie się do śmierci dziewięciu górników kopalni Wujek w 1981 r. z powodu jego złego zdrowia.

 

Jaruzelski nadal niedomaga?

Sprawę 90-letniego gen. Wojciecha Jaruzelskiego, oskarżonego przez IPN o kierowanie zbrojnym związkiem przestępczym, bezprawne przygotowywanie i wprowadzenie w Polsce 13 grudnia 1981 r. stanu wojennego oraz masakrę robotników Wybrzeża w 1970 r., sąd zawiesił latem 2011 r. z powodu jego złego stanu zdrowia. Dziś nadal nie wiadomo, czy można go sądzić. Nie wiadomo, bo nie udało się go zbadać.

W lipcu br. Sąd Okręgowy w Warszawie postanowił, aby biegli z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego po przeprowadzeniu badań Jaruzelskiego orzekli, czy stan jego zdrowia pozwala na sądzenie go. Do badań w Zakładzie Medycyny Sądowej WUM jednak nie doszło, ponieważ Jaruzelski poinformował 10 października sąd, że uniemożliwiają to „aktualne zalecenia lekarskie”. Sąd zwrócił się do biegłych o wyznaczenie nowego terminu badań. Jeśli jego stan się nie polepszy, nigdy nie stanie już przed sądem.

 

Mordercy ks. Jerzego

Wszystko wskazuje na to, że mocodawcy morderstwa bł. ks. Jerzego Popiełuszki nadal cieszą się wolnością i pobierają wysokie wojskowe emerytury.

Gdy w dniach 25-30 października 1984 r. trwały jeszcze poszukiwania porwanego księdza, w MSW już dobrze wiedziano, że duchowny nie żyje. W wąskim kręgu pod nadzorem szefa MSW intensywnie pracowano nad przedstawieniem oficjalnego scenariusza zbrodni. Pozostało jeszcze uzgodnienie szczegółów zdarzeń z prokuraturą i wybór składu orzekającego Sądu Wojewódzkiego w Toruniu. Znaleziono odpowiednich ludzi, którzy od początku nie mieli zamiaru zbytnio zgłębić sprawę. Pozostali jeszcze adwokaci rodziny ks. Jerzego. Zostali oni w pełni „operacyjnie zabezpieczeni” w trakcie trwania procesu, dzięki czemu Biuro Śledcze, mając stenogramy ich rozmów, mogło na bieżąco analizować ich procesowe posunięcia.

W rezultacie skrupulatnie przygotowanego scenariusza Sąd Wojewódzki w Toruniu, w lutym 1985 r. skazał kpt. Grzegorza Piotrowskiego, Leszka PękałęWaldemara Chmielewskiego za uprowadzenie, torturowanie i zabójstwo ks. Jerzego na kary kolejno 25, 15 i 14 lat pozbawienia wolności. Ich przełożony, płk Adam Pietruszka, któremu toruński sąd przypisał sprawstwo kierownicze zbrodni, tak jak Piotrowski otrzymał karę 25 lat więzienia.

W 1986 r. w wyniku interwencji szefa MSW Adamowi Pietruszce złagodzono karę do 15 lat, Leszkowi Pękali do 10 lat, Waldemarowi Chmielewskiemu do 8 lat. W grudniu 1987 r. sprawców objęła kolejna amnestia – Pietruszce złagodzono karę z 15 do 10 lat (wyszedł na wolność w 1995 r.), Pękali z 10 do 6 lat, Chmielewskiemu z 8 do 4 lat i 6 miesięcy. Piotrowskiemu zamieniono karę z 25 na 15 lat, wyszedł na wolność w 2001 r. Sprawcy nigdy nie zdecydowali się złożyć prawdziwych zeznań co do swojego udziału w zbrodni na ks. Jerzym.

Co robi dziś Grzegorz Piotrowski? Zatrudnia go poseł Twojego Ruchu Roman Kotliński, redaktor naczelny ziejącego nienawiścią do Kościoła tygodnika „Fakty i Mity”. Morderca ks. Jerzego pisze pod pseudonimami Anna Tarczyńska i Dominika Nagel.

 

Emerytury esbeków i dygnitarzy PRL

Ofiary esbeków i władzy PRL w dzisiejszej Polsce często są skazane na nędzne zasiłki za stracone zdrowie. Byli komuniści sprawujący wtedy władzę i esbecy nawet u schyłku swojego życia nie muszą się martwić o spokojną starość, najlepszą opiekę zdrowotną i co miesiąc dostają z podatków Polaków – także płaconych przez ich ofiary – emerytury, o których większość z nas może jedynie pomarzyć. Publikujemy za dziennikiem „Fakt”:

1. Wojciech Jaruzelski, 6 tys. zł emerytury

Jaruzelski przez lata dowodził polskim wojskiem i stał na czele PZPR, a jako szef Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego podjął decyzję o wprowadzeniu w Polsce stanu wojennego.

2. Rzecznik rządu Jerzy Urban, 4,7 tys. zł emerytury

To on stał się symbolem znienawidzonego przez Polaków reżimu, gdy został rzecznikiem prasowym komunistycznego rządu na usługach Sowietów. Pełnił tę funkcję do 1989 r. Po przełomie zajął się działalnością wydawniczą, przez lata znajdował się w czołówce najbogatszych Polaków.

3. Nadzorca bezpieki Czesław Kiszczak, 4,1 tys. zł emerytury

Był ministrem spraw wewnętrznych w czasie stanu wojennego i po nim aż do 1990 r. To jemu podlegała komunistyczna Służba Bezpieczeństwa, która gnębiła opozycjonistów i duchownych.

4. Prześladowca opozycji Jan Lesiak, 3,1 tys. zł emerytury

Przez lata jako funkcjonariusz Departamentu III Ministerstwa Spraw Wewnętrznych zajmował się zwalczaniem opozycji demokratycznej. W ramach pracy operacyjnej rozpracowywał opozycjonistów PRL, m.in. Jarosława Kaczyńskiego. Po 1989 r. pułkownik trafił do UOP i stał za akcją inwigilacji prawicy.

5. Porywacz opozycjonistów kpt. Marek Kuczkowski, 3 tys. zł emerytury

Kuczkowski należał do założonej w 1984 r. nieformalnej grupy w toruńskim oddziale bezpieki znanej jako „Organizacja Anty Solidarność”. Esbecy z tej grupy znani byli z przeprowadzania wyjątkowo brutalnych porwań opozycjonistów. Działaczy porywano, wywożono do lasu, przykuwano kajdankami do drzewa, przystawiano broń do głowy, polewano toksycznym fenolem, ciężko bito i głodzono. Kapitan po 1989 r. zajął się własnym biznesem, od lat prowadzi Akademię Psychologii Biznesu.

6. Prześladowca „Solidarności” Józef Sasin, 8 tys. zł emerytury

Po wprowadzeniu stanu wojennego w grudniu 1981 r. stanął na czele specjalnie powołanej przez kierownictwo MSW grupy operacyjnej, która miała koordynować zwalczanie członków „Solidarności”. W wolnej Polsce z powodzeniem zajął się biznesem.

7. Śledził duchownych – Andrzej Szczepański, 2,9 tys. zł emerytury

Zastępca szefa Rejonowego Urzędu Spraw Wewnętrznych w Zakopanem. Rozpracowywał m.in. ks. Mirosława Drozdka, kustosza sanktuarium na Krzeptówkach, przyjaciela Ojca Świętego Jana Pawła II.

8. Oficer prowadzący Wacław Głowacki, 4,9 tys. zł emerytury

Wieloletni oficer departamentu IV Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, który zajmował się zwalczaniem Kościoła. Głowacki był m.in. oficerem prowadzącym ks. Konrada Hejmę.

9. Morderca księdza Adam Pietruszka, 3,9 tys. zł emerytury

Wieloletni pułkownik Służby Bezpieczeństwa, zastępca dyrektora Departamentu IV MSW zajmującego się walką z Kościołem. Odpowiedzialny za zabójstwo księdza Jerzego Popiełuszki.

10. Szef bezpieki Władysław Ciastoń, 8 tys. zł emerytury

Szef Służby Bezpieczeństwa od 1981 r. W 1984 r. był podejrzany o sprawstwo kierownicze zabójstwa ks. Popiełuszki, ale w wyniku interwencji najwyższych organów partyjnych i państwowych jego sprawę wyłączono z procesu toruńskiego, a on sam został uniewinniony. Po zwolnieniu z resortu do 1990 r. był chargé d’affaires i ambasadorem w Tiranie.

 

Uczciwy wymiar sprawiedliwości?

Nie można budować uczciwego wymiaru sprawiedliwości na nierozliczonych zbrodniach. Wiesław Johann, b. obrońca działaczy opozycyjnych i b. członek Trybunału Konstytucyjnego, przypomina w wPolityce.pl, że polska konstytucja w art. 45 zapewnia każdemu sprawiedliwe i jawne rozpatrzenie jego sprawy bez nieuzasadnionej zwłoki przez właściwy, niezależny, bezstronny, niezawisły sąd. Jak wygląda to w praktyce?

Johann przytacza słowa prof. Adama Strzembosza, pierwszego prezesa Sądu Najwyższego, który zapowiedział, że środowisko sędziowskie samo się oczyści. Dodaje, iż „Nie miało znaczenia, że Trybunał Konstytucyjny uznał dekrety stanu wojennego za nielegalne, że większość wyroków w wyniku rewizji nadzwyczajnych (później kasacji) zostało uchylonych, a skazanych uniewinniono. Sędziowie ani się nie oczyścili, ani nie ponieśli żadnych konsekwencji za swoje „wojenne” orzecznictwo. Sądzili dalej i sądzą do dnia dzisiejszego”.

Na pytanie, czy społeczeństwo, naród jako suweren, sprawujący zwierzchnią władzę w Rzeczypospolitej, może mieć wpływ na działalność wymiaru sprawiedliwości odpowiada: „Nie bardzo. Nie ma takich prawnych instrumentów, które skutecznie wpływałyby na jakość pracy sądów”.

Olga Zielińska

 

Niektóre z ofiar stanu wojennego

bł. ks. Jerzy Popiełuszko, lat 37 – 19 października 1984 r., gdy wracał z Bydgoszczy, został uprowadzony i zamordowany przez trzech funkcjonariuszy MSW. Ciało księdza wyłowiono ze zbiornika wodnego na Wiśle koło Włocławka 30 października 1984 r.

Antoni Browarczyk, lat 23 – zginął w Gdańsku 17 grudnia 1981 r. od postrzału w głowę.

Wacław Kamiński, lat 32 – robotnik ze Stoczni Gdańskiej. Trafiony petardą w czasie demonstracji 11 listopada. Pobity przez ZOMO, zmarł w szpitalu 28 listopada 1982 r.

Andrzej Grzywna, lat 62 – zatrzymany w nocy z 29 na 30 sierpnia 1982 r. w Gdańsku Zmarł w areszcie milicyjnym na skutek uderzeń pałką w głowę.

Piotr Sadowski, lat 22 – pracownik Stoczni Gdańskiej. Zmarł 31 sierpnia 1982 r. wskutek niewydolności układu oddechowego spowodowanego dużym stężeniem gazów łzawiących.

Edyta Hnat, lat 8 – uczennica II klasy szkoły podstawowej w Jarosławiu. Zginęła 29 marca 1984 r., kiedy funkcjonariusz MO zaczął strzelać z bloku na Osiedlu Łańcuckim do dzieci bawiących się na podwórku.

Grzegorz Przemyk, lat 19 – syn Barbary Sadowskiej, działaczki Prymasowskiego Komitetu Opieki nad Osobami Pozbawionymi Wolności i ich Rodzinami, zmarł 14 maja 1983 r. w wyniku pobicia 12 maja przez funkcjonariuszy MO w komisariacie przy ul. Jezuickiej w Warszawie.

 

Europejski Trybunał Praw Człowieka

Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu uznał we wrześniu br. skargę Leopolda Przemyka, ojca Grzegorza Przemyka. Trybunał stwierdził, że polskie sądy powinny były badać zabójstwo na podstawie art. 105 par. 2 kodeksu karnego, zgodnie z którym nie przedawnia się przestępstwo skutkujące ciężkim uszczerbkiem na zdrowiu lub ciężkim uszkodzeniem ciała, którego dopuścił się funkcjonariusz publiczny w związku z pełnieniem obowiązków służbowych. Polskie sądy natomiast uznały, że było to pobicie ze skutkiem śmiertelnym i stwierdziły, że doszło do przedawnienia jego karalności. Europejski Trybunał Praw Człowieka orzekł, że państwo polskie ma wypłacić ojcu Grzegorza Przemyka kwotę 20 tys. euro.

Download PDF
Powrót Drukuj stronę