Zaprzepaszczone szanse – niespełnione obietnice

Arogancja władzy

NSZZ „Solidarność” prowadzi akcję zbierania podpisów pod petycją o skrócenie kadencji Sejmu. Jeśli uda się zebrać znaczącą liczbę podpisów, politycy nie będą mogli zignorować tego głosu. Przywróćmy prawo obywateli do decydowania o najważniejszych dla nas sprawach. Nie dajmy się oszukiwać kolejnymi pustymi obietnicami tych, którzy w kilka dni po zwycięskich wyborach robią dokładnie coś przeciwnego.

rap-szuflady

© Dobosz Jan

 

„Solidarność” i pozostałe związki zawodowe są dzisiaj jedyną realną siłą zdolną do przeciwstawienia się złej polityce prowadzonej w Warszawie na ulicy Wiejskiej. To duże zobowiązanie. Nie wolno nam go zawieść – apelował Piotr Duda, przewodniczący Komisji Krajowej, podczas akcji protestacyjnej „Dość lekceważenia społeczeństwa”.

Rządzący zbudowali mur lekceważenia obywateli, nepotyzmu i kolesiostwa, traktowania pracowników jak niewolników XXI wieku, tyrających bez umów o pracę, bez godziwego wynagrodzenia i bez praw pracowniczych.

Konstytucyjny zapis o narodzie, jako suwerenie, pozostał li tylko pustym sloganem, mimo że art. 1 ustawy zasadniczej stanowi, iż Rzeczpospolita Polska jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli, art. 4  natomiast mówi, iż Władza zwierzchnia w Rzeczypospolitej Polskiej należy do Narodu.

Tymczasem 5 milionów podpisów pod różnymi obywatelskimi inicjatywami zostało w ciągu ostatnich dwóch lat „zmielone” przez rządzących. To niemal tyle, ile głosów w ostatnich wyborach dostało zwycięskie wówczas ugrupowanie, Platforma Obywatelska i co pozwala jej rządzić niemal niepodzielnie. Platforma czym prędzej powinna zmienić nazwę i wykreślić człon „obywatelska”.

Barierą nie do pokonania dla ludzi władzy jest choćby tak prozaiczna kwestia, jak płaca minimalna. Związkowcy żądają od lat podwyższenia płacy minimalnej, zgodnie z projektem złożonym przez „Solidarność”. Zakłada on jej stopniowy wzrost do wysokości połowy przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej w tempie zgodnym ze wzrostem PKB. Obecnie płaca minimalna wynosi 1600 zł brutto, co zdaniem związkowców jest i tak kwotą za niską. Dla rządzących i części pracodawców, szukających w rządzie sojusznika, ta skromna gratyfikacja dla pracownika, niższa nawet od zasiłku w krajach Unii Europejskiej, jest barierą nie do przeskoczenia. O innowacyjności, o ekspansji na rynki zagraniczne, o wykorzystaniu potencjału młodych absolwentów mowy nie ma.

Trudno zresztą dziwić się tej mentalnej barierze, skoro rodzimi liberałowie źródła bogactwa upatrują w majątku publicznym. Począwszy od dawnego KLD po PO, to ludzie, którzy najlepiej czują się na państwowych posadach i w przedsiębiorstwach z publicznego sektora. Ich sposób na życie to prywatyzowanie majątku publicznego. Polityka społeczna i rozwiązania prorozwojowe dla nich nie istnieją. Dlatego muszą odejść, gdyż nie wiedzą, lub wiedzieć nie chcą, że polityka prospołeczna i usługi społeczne mają charakter rozwojowy. Wydatki na edukację w Skandynawii, w Japonii, w Korei Pd., przyniosły zyski, skok cywilizacyjny, innowacyjność. Japonia, stawiając na sferę społeczną, z państwa feudalnego stała się nowoczesnym krajem i gospodarczym gigantem. Edukacja to droga wyjścia z dziedziczenia biedy. Bez dbania o jego jakość jak mamy być aktywni zawodowo po 60 roku życia? Tymczasem każe się nam pracować do 67 lat.

Premier Donald Tusk mówił, że jego rząd „nie wpuścił kryzysu do Polski”, a jednak od dwóch lat słyszymy, że np. rosnącemu bezrobociu winien jest właśnie kryzys.

Polska gospodarka się wybroniła, ale czy to jest jeszcze polska gospodarka? Nie mamy handlu wielkopowierzchniowego, nie mamy banków, nie mamy firm ubezpieczeniowych, cementowni.

Nasza specjalność to tania, dobrze wyszkolona w kraju, siła robocza.

 

Ten rząd trzeba zmienić!

Krzysztof Dośla, przewodniczący ZRG NSZZ „S”

– Wszelkie obywatelskie propozycje i postulaty napotykają na aroganckie komentarze władzy, bez próby podjęcia merytorycznej debaty. Trudno dyskutuje się z partnerem, który, jak koalicja  PO-PSL, nie chce rozmawiać. Wszelkie próby rozwiązania problemów w zgodzie z przepisami prawa, wszystkie wnioski referendalne i inicjatywy obywatelskie z wymaganą liczbą podpisów poparcia są notorycznie wyrzucane do kosza przez rządzących, mających wątłą, ale wystarczającą większość w parlamencie. Najrozsądniejszym wyjściem są przedterminowe wybory. Stąd akcja zbierania podpisów pod wnioskiem o skrócenie kadencji  Sejmu i przyspieszone wybory parlamentarne, by dać obywatelom szansę na zmianę szkodliwego układu politycznego. Chcemy doprowadzić do wyłonienia parlamentu, który stworzy taką większość, która powoła rząd, a ten będzie chciał rozmawiać. Ten rząd, ta władza, skupia się na sporach wewnątrzpartyjnych i bezproduktywnej walce z problemami, które sam tworzy. Doprowadzimy do sytuacji, w której w  ławach poselskich zasiądą ludzie, którzy nie uważają, że są  najmądrzejsi na świecie.

 

Jak skrócić kadencję Sejmu?

Skrócenie kadencji Sejmu może nastąpić: 

  • w wyniku samorozwiązania Sejmu – skrócenie kadencji następuje w drodze uchwały podjętej większością co najmniej 2/3 głosów ustawowej liczby posłów (tj. minimum 307 głosami)
  • poprzez rozwiązanie Sejmu przez prezydenta – prezydent może zarządzić skrócenie kadencji Sejmu, wyłącznie w przypadkach określonych w konstytucji.

Skrócenie kadencji Sejmu oznacza jednocześnie skrócenie kadencji Senatu. Zakończenie kadencji Sejmu może nastąpić w dwóch okolicznościach:

  • obligatoryjnie, na mocy art. 155 konstytucji – w razie niezdolności Sejmu do udzielenia rządowi, powołanemu przez prezydenta, wotum zaufania, bądź niezdolności do wyboru własnego składu rządu
  • fakultatywnie, na mocy art. 225 konstytucji: Prezydent Rzeczypospolitej może skrócić kadencję, jeżeli w ciągu czterech miesięcy od dnia przedłożenia Sejmowi projektu ustawy budżetowej nie zostanie ona przedstawiona prezydentowi RP do podpisu.

Skrócenie kadencji Sejmu skutkuje przedterminowym zarządzeniem i przeprowadzeniem wyborów parlamentarnych. Mówi o tym art. 98 ust. 5 konstytucji. Prezydent RP, zarządzając skrócenie kadencji Sejmu, zarządza jednocześnie wybory do Sejmu i Senatu i wyznacza ich datę na dzień przypadający nie później niż w ciągu 45 dni od dnia zarządzenia skrócenia kadencji Sejmu.

Rozwiązanie Sejmu jest niemożliwe w trakcie trwania jednego ze stanów nadzwyczajnych: stanu wojennego, stanu wyjątkowego, stanu klęski żywiołowej oraz w okresie 90 dni od jego zakończenia.

Przypomnijmy, że tzw. kontraktowy Sejm PRL X kadencji 9 marca 1991 r. skrócił swoją kadencję. Z kolei konsekwencją polityczną udzielenia przez Sejm wotum nieufności rządowi Hanny Suchockiej było rozwiązanie obu izb przez prezydenta Lecha Wałęsę 31 maja 1993 r.

Od 1997 r. siedem głosowań nad skróceniem kadencji Sejmu zakończyło się fiaskiem, a 7 września 2007 r. za rządów premiera Jarosława Kaczyńskiego (koalicja PiS-LPR-Samoobrona) uchwała uzyskała kwalifikowaną większość głosów i kadencja parlamentu została skrócona.

 

Dryfowanie na mieliznę

Polska postrzegana jest jako kraj, w którym większość ludzi znajduje się na dole społecznej hierarchii – wynika z sondażu CBOS. Kraj popada w spiralę zadłużenia, a partia władzy traktuje państwo jako prywatny folwark.

Demograficzna zapaść puka do drzwi. Zarówno ci najbiedniejsi, jak i ci wykształceni i mobilni, wyjechali za granicę, szukając w desperacji szans na poprawę warunków życia. Ukryte (choćby na wsi, szacowane na 600 tys. osób) i jawne bezrobocie dawno przekroczyło oficjalne 13 procent. We wrześniu 2013 r. ceny detaliczne większości artykułów żywnościowych były wyższe niż w analogicznym miesiącu ub. roku.

Jak PO traktuje państwo słychać w opublikowanym nagraniu rozmowy posła PO Norberta Wojnarowskiego z jednym z delegatów partii na Dolnym Śląsku, cyt. „Znamy się za długo, żeby tam o dupie Marynie gadać”. Rozmówca negocjuje więc pracę dla żony w jednej ze spółek Skarbu Państwa w zamian za poparcie Protasiewicza.

Nawet woj. pomorskie, jakoby matecznik PO, dryfuje na społeczną i gospodarczą mieliznę. Pomorskie polityczne tuzy grzeją pierwsze rządowe ławy, a woj. pomorskie odstaje od reszty kraju. Stopa bezrobocia rejestrowanego rośnie systematycznie od 2008 roku (wynosiło ono 8 proc.). Pomorze spadło pod względem środków na ochronę zdrowia wydatkowanych na mieszkańca z 5 na 12 miejsce. Woj. pomorskie ma ostatnie miejsce w kraju pod względem łóżek w szpitalach na 10 tys. mieszkańców. Rośnie liczba rodzin, które żyją na granicy skrajnego ubóstwa. Co dziesiąta osoba na Pomorzu żyje poniżej minimum egzystencji (w kraju to 6,8 proc.). Polskie ubóstwo ma twarz dziecka. Według danych GUS poniżej minimum egzystencji, żyła co dziesiąta osoba w rodzinach z trójką dzieci oraz 27 proc. osób w gospodarstwach z czwórką i większą liczbą dzieci.

 

Tusk: obiecam wam wszystko…

Polska w budowie się sypie, w sieć autostrad czy sprawną służbę zdrowia nikt nie wierzy. Państwo przestaje wykonywać konstytucyjne obowiązki wobec obywateli w służbie zdrowia, w systemie emerytalnym, w wymiarze sprawiedliwości, bezpieczeństwie, wspieraniu rodziny.  Master of Science Jan Antony Vincent-RostowskiDonald Tusk czarują rzeczywistość.

  • Gdy w 2007 roku PO obejmowała władzę z hasłem przyspieszenia wzrostu gospodarczego, wynosił on średnio 6,7 proc. W 2013 r. dynamika wzrostu PKB oscyluje od 1,3-1,5 proc. rok do roku.
  • Nadal nie ma ani jednej autostrady od granicy do granicy. Średni koszt kilometra budowanej w Polsce autostrady wynosi 9,6 mln euro. W Hiszpanii – 6,69 mln euro. W Niemczech – 8,24 mln euro, w Czechach – 8,86 mln euro.
  • Rząd i przymuszone do tego samorządy, wiodą ochronę zdrowia ku komercjalizacji poprzez przekształcanie szpitali w spółki prawa handlowego.
  • Wyższe stawki VAT, podniesiona akcyza, to dowody, że wbrew tej zapowiedzi wysokość podatków rośnie.
  • Afera Amber Gold, taśmy Serafina, afera hazardowa, afera cyfryzacji, zatrudnianie w ministerstwach znajomych i krewnych – to pokazuje, że poziom nepotyzmu i korupcji politycznej w Polsce jest ogromny, a stan państwa opłakany.
  • Liczba urzędników rośnie. Między 2008 a 2012 rokiem przybyło w Polsce 19 285 urzędników.
  • Ludzie Platformy zajęli się polskim sportem i nawet w ulubionej dyscyplinie premiera Tuska spotkała nas katastrofa. Drużyna narodowa we wrześniu 2007 roku w rankingu FIFA była na miejscu 16. W październiku 2013 roku nasza reprezentacja wg FIFA znalazła się na miejscu… 69.

 

Ekonomiczny kiler

Historia gospodarcza świata zna pojęcie „ekonomiczny kiler”. Dlaczego minister Rostowski niszczy siłę nabywczą polskich rodzin? A jednocześnie  broni opodatkowania sektora bankowego, który co roku odnotowuje rekordowe zyski. To są organizacje, które są gośćmi w naszym kraju. Każda złotówka, którą oni zarabiają, jest złotówką, która jest kosztem dla polskich przedsiębiorców i polskich rodzin. Dlaczego rząd nie szuka pieniędzy w tych portfelach? Dlaczego nie sięga po środki, które wypracowują sieci wielkopowierzchniowe, markety, przecież przy ogromnych obrotach one płacą bardzo niewielkie podatki.

Czy można polegać na rządowych projektach, skoro ministerialni fachowcy przeszacowali wyniki nawet w tak prozaicznej sferze, jak wpływy z podatków. Już na koniec 2012 roku zabrakło aż 16 miliardów złotych wpływów podatkowych z VAT, akcyzy, CIT i podatku od gier. Po półroczu trzeba było nowelizować budżet.

Jednocześnie dług publiczny sięga 947 mld złotych. Dług zagraniczny to około 392,8 mld USD. W 2007 dług publiczny wynosił 527 mld zł. Przez sześć lat rządów PO-PSL dług publiczny wzrósł o 400 mld zł.

Są kraje bardziej zadłużone, jak USA czy Japonia. Jednak Japończycy mają japońskie banki, Niemcy – niemieckie, a my polskich banków, oprócz resztówek w PKO BP i Banku Pocztowym oraz banków spółdzielczych, nie mamy.

Z punktu widzenia gospodarczego Polska jest kolonią, gdyż została skolonizowana przez sieci handlowe, przez obcy system bankowy. Polska jest krajem skolonizowanym, bo słono płacimy innym za to, co moglibyśmy mieć dużo taniej. Choćby za usługi bankowe. Trzeba było aż interwencji Sejmu, który obniżył opłaty za płacenie kartami kredytowymi.

 

Budżet na kruchych filarach

Mimo nacisków związków zawodowych, a nawet ekspertów i analityków rynku, rząd uparcie szuka pieniędzy w kieszeniach obywateli. I to bez respektu dla własnych decyzji i wcześniejszych regulacji ustawowych. Projekt budżetu jeszcze „jest w lesie”, ale już teraz wiadomo, że łatwo nie będzie. Kryzys budżetowy może być jedną z przyczyn skrócenia kadencji Sejmu. Jedyną szansą dla rządu PO-PSL będzie wówczas „koalicja strachu”, czyli obawa politycznego planktonu, że nigdy już na ulicę Wiejska nie wróci.

Według projektu ustawy budżetowej rząd Donalda Tuska przechwytuje z OFE przynajmniej 120 mld zł obligacji skarbowych, co pozwoli w projekcie budżetu na 2014 rok zmniejszyć koszty obsługi części krajowej długu publicznego o około 8 mld zł. Jednak te plany budżetowe mogą wziąć w łeb. Na razie trwa walka o OFE i projekt ustawy nie trafił do Sejmu. Nie dość na tym.

Ustawa o podatku od towarów i usług zakłada przedłużenie obowiązujących do końca tego roku podwyższonych stawek VAT do końca 2016 roku. Budżet, czy raczej jego brak, mogą być podstawą do skrócenia kadencji Sejmu. Opozycja powinna już brać się wartko do roboty.
Dochody z tytułu podwyższonych stawek VAT (6 mld zł w 2014 roku) i z ustawy o zmianach w OFE (23 mld zł) są filarami projektu budżetu na 2014 rok. Klub Prawa i Sprawiedliwości powinien złożyć skargę w Trybunale Konstytucyjnym na proces uchwalania budżetu.
Nawet Rządowe Centrum Legislacyjne (RCL) ocenia, że decyzja o przedłużeniu obowiązywania podwyższonych stawek VAT na kolejne trzy lata może być niezgodna z Konstytucją RP.
Przypomnijmy, że wprowadzone przez rząd PO-PSL podwyższone stawki podatku VAT (z 22 proc. na 23 proc., z 3 proc. na 5 proc. i z 7 proc. na 8 proc.), miały obowiązywać od 1 stycznia 2011 do 31 grudnia 2013, a z dniem 1 stycznia 2014 roku miały powrócić do stanu poprzedniego, jeżeli państwowy dług publiczny, liczony metodą krajową, nie przekroczy 55 proc. PKB.
Na koniec 2012 roku relacja długu publicznego do PKB wyniosła 53,7 proc. tegoż PKB. Z kolei megadziura budżetowa przekroczyła 50 mld zł.

Proponowane przez rząd przedłużenie obowiązywania wyższych stawek VAT na kolejne trzy lata może być niezgodne z konstytucyjną zasadą zaufania obywatela do państwa i prawa.
Jeśli dodamy manipulacje przy dofinansowaniu Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, to przygotowywany przez ministra finansów budżet się nie ostoi. Chyba że siłą głosów posłów koalicji i tych, którzy ze strachu przed utratą fotela w Sejmie i bez perspektyw powrotu na Wiejską karnie zagłosują za budżetową fikcją.

Raport opracował Artur S. Górski

Download PDF
Powrót Drukuj stronę