Przepaść między bogatymi i biednymi wzrasta

Z raportu Oxfam, organizacji walczącej z biedą, wynika, że miliarderzy mają coraz więcej majątku i coraz mniej chęci do dzielenia się nim z innymi.

Jak pisze „Gazeta Wyborcza”, Oxfam opublikował wczoraj raport, w którym pisze, że przewaga ludzi ultrabogatych nad przeciętnie zamożnymi i biednymi się zwiększa. Organizacja przewiduje, że przy zachowaniu obecnej dynamiki zmian w 2016 roku 1 proc. najbogatszych ludzi będzie mieć więcej niż pozostałe 99 proc.ludzkości. Mało tego, w 2020 roku ich potencjał podniesie się do 54 proc. Z wyliczeń Oxfam wynika, że w zeszłym roku średni majątek dorosłego przedstawiciela elity finansowej (stanowią oni 1 proc. społeczeństwa) wynosił 2,7 mln dol.

W ostatnich latach nierówność coraz częściej pojawiała się wśród tematów podnoszonych przez elity zachodniego świata. Na Światowym Forum Ekonomicznym Davos postawiono nawet tezę, że nierówny podział dóbr szkodzi również najsilniejszym. W tegorocznym raporcie opisującym zagrożenia na pierwszym miejscu znalazły się konflikty zbrojne, ale temat walki z nierównościami nieustannie powraca.

„Gazeta Wyborcza” przywołuje statystyki, z których dowiadujemy się, że w Afryce Subsaharyjskiej żyje 16 miliarderów i 385 milionów ludzi, którzy nie mają nic. Co więcej, od początku kryzysu liczba miliarderów się podwoiła. Gdyby Bill Gates chciał wydawać dziennie 1 milion dolarów, roztrwonienie majątku zajęłoby mu… 218 lat.

Zdaniem działaczy angażujących się w walkę z nierównościami państwa powinny utrudniać rozbudowywanie fortun tym, którzy już je posiadają przez wyższe opodatkowanie bogactwa i tworzenie systemu podatkowego, który utrudniałby unikanie płacenia należności podatkowych. Powinno się również zapewnić kobietom pensje równe zarobkom mężczyzn oraz prawa takie jak posiadanie ziemi, majątku czy otrzymywanie spadków. Dlaczego to takie ważne? – Te nierówności napędzają konflikty, naruszają demokrację, ale też niszczą wzrost gospodarczy – mówi Winnie Byanyima, dyrektor organizacji humanitarnej Oxfam.

Jego słowa potwierdza obniżenie wzrostu całej światowej gospodarki do 3,5 proc. w tym i 3,7 proc. w 2016 roku (nastąpiła zmiana o 0,3 pkt proc. w porównaniu z październikiem). W najgorszej sytuacji znajdą się kraje eksportujące ropę naftową – Rosja pogrąży się w 3,5-procentowej recesji (trzeba jednak pamiętać, że temu państwu szkodzą też napięcia geopolityczne).

W strefie euro wzrost PKB będzie słabszy, wręcz symboliczny – w tym roku wyniesie 1,2 proc., w przyszłym – 1,4 proc. PKB. Nie pomoże tania ropa, osłabienie euro ani luźniejsza polityka pieniężna.

Tylko Stany Zjednoczone rozwijają się lepiej, niż oczekiwano – w tym roku wzrost gospodarczy ma wynieść 3,6 proc. PKB, czyli o 0,5 proc. więcej, niż zakładano w październiku.

Download PDF
Powrót Drukuj stronę