Przed nami rewolucja w oświacie

Przed nami pierwszy rok zmian w systemie oświaty. Zmiany będą duże i dotkną uczniów w każdym wieku, rodziców oraz nauczycieli. Czy polska szkoła przejdzie je płynnie, sprawnie i profesjonalnie, tak aby dla nauczycieli i uczniów była to dobra zmiana? Co takiego dzieje się w edukacji, co uzasadnia taki pośpiech w przeprowadzeniu poważnych zmian strukturalnych i programowych, za jakie pieniądze, z kim konsultowanych?

Zwołane na 3 stycznia spotkanie Rady Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność” Regionu Gdańskiego zdominowała ustawa z 14 grudnia 2016 r. Prawo oświatowe.

Goszczący na Radzie Sekcji Krzysztof Dośla, lider ZRG NSZZ „S”, jak przystało na związkowego lidera, przypomniał najpierw o sukcesach związku w realizacji polityki społecznej, m.in. o podniesieniu płacy minimalnej, wprowadzeniu minimalnej stawki godzinowej, by następnie, niejako symbolicznie, zwrócić się do oświatowej „S”:

- Chciałbym, w formie pewnej tęsknoty, życzyć, aby wokół nas było więcej ludzi, którzy tak za tak mają, nie za nie, bez światłocienia – życzył Krzysztof Dośla, czerpiąc z Norwida aktualne motto.

Z kolei Wojciech Książek przewodniczący Sekcji zwracał uwagę, że wielu nauczycieli, ale też pracowników administracji i obsługi szkolnej, zadaje sobie pytania, co będzie dalej, jak będzie wyglądała ich dalsza praca, zawodowy los? Także pyta, czy przyjmowany obecnie kierunek zmian będzie służył polskim dzieciom, młodzieży? To nie są ani proste pytania, ani powód do ich odsuwania czy zbywania.

Nadal dyskutowana jest kwestia reformy oświaty i jej sfinansowania. Ile ma kosztować rewolucyjna zmiana systemu oświaty na „8+4″ i dlaczego jest ona tak pośpiesznie forsowana przez MEN? A nie ma pieniędzy na zajęcia dodatkowe i wyrównawcze, na koła zainteresowań, zaś podwyżki dla nauczycieli pozostają iluzją.

Warto więc przypomnieć stanowisko gdańskiej „S” o odłożeniu proponowanych zmian w oświacie co najmniej o rok. Tym bardziej, iż szereg postulatów z opinii związku będzie dopiero przedmiotem rozmów w zespole powołanym przez minister Annę Zalewską, czyli będą one wędrowały „od stolika do stolika”.

Za jedną z najpilniejszych spraw do załatwienia – w perspektywie gigantycznej reformy na pozór błahą, są środki na zajęcia pozalekcyjne, które nadal realizowane są przez nauczycieli w wolontariacie, na podstawie zapisów art. 42 ust. 2 pkt 2 Karty nauczyciela, czyli de facto „godzin karcianych”.

Przy okazji, jak zauważył prawnik Tomasz Gryczan, ekspert oświatowej „S” przepis pełen jest „pojęć nieostrych” o zajęciach opiekuńczych, wychowawczych, edukacyjnych – bez ich zdefiniowania. Mimo, że to przepis „tautologiczny” w jego świetle nauczyciel jest zobowiązany do realizacji zajęć wynikających ze statutu szkoły, zgodnie z zainteresowaniami uczniów. Otwiera to furtkę do narzucenia nauczycielom dodatkowych, nieodpłatnych zajęć.

- Minister Zalewska wyjaśniła, że nauczyciele powinni być wspierani dodatkiem motywacyjnym – relacjonuje związkowy ekspert opinię szefowej MEN.

Jednak finanse w ślad za tym nie idą.

Przy okazji wyszło na jaw złamanie przez MEN art. 19 ustawy o związkach zawodowych, nakazującego konsultację i opiniowanie zmian w prawach pracowniczych. Takich konsultacji nie było. Podobnie trudno nazwać konsultacjami gdańskie spotkanie z min. Zalewską z maja ub.r. Nic dziwnego, że związkowcy byli rozgoryczeni.

- Czuję, żal. Kolejny raz minister Zalewska nas oszukała. Były zapewnienia o zmianie artykułu 42, tak, aby nie było zajęć nieodpłatnych. Padły one również w obecności premier Szydło. Zamiast poprawienia zapisu usankcjonowano to, co było. Liczyliśmy na negocjacje i zmianę zapisu, ale nie na taki sposób załatwienia sprawy. Nie wiem co ludziom powiedzieć – komentowała Bożena Brauer, liderka Komisji Międzyzakładowej Pracowników Oświaty i Wychowania w Gdańsku.

Owszem nie ma zapisu o konieczności prowadzenia zajęć świetlicowych i tych z zakresu pomocy psychologiczno-pedagogicznej, ale już „zajęcia edukacyjne” może zlecić dyrektor.

Żal byłby mniejszy, gdyby większość dyrektorów umiejętnie stosowała dodatki motywacyjne i system nagród. Nauczyciel bowiem często łączy profesję z pasję.

Dodatkowych środków na zajęcia edukacyjne nie ma, jest za to „regulacja płacowa” sfery budżetowej. Nauczyciel dyplomowany zyska na niej brutto ok. 60 zł.  Średnio wypadnie po 35,33 gr do kwoty bazowej z Karty nauczyciela (art 30). Czy tak będzie? Budżet głosowany przed świętami w Sali Kolumnowej trafi teraz do Senatu.

W tej atmosferze i w perspektywie zmian systemu oświaty trudne zadanie miała pomorska kurator oświaty Moniak Kończyk, wywodząca się z oświatowej „S”.

Próbowała użyć argumentu czasu pracy nauczyciela, ale sama przyznała, że wynosi on ponad 46 godzin tygodniowo. Tak podaje Instytut Badań Edukacyjnych, który przeprowadził badanie „Czas pracy i warunki pracy nauczycieli w opiniach nauczycieli”, które miało dać pogląd na katalog czynności zawodowych nauczycieli, zgodne z realiami ich pracy.

- Nikt nie może zmusić nauczycieli do wykonywania zadań edukacyjnych nieodpłatnie – przekonywała pomorska kurator.

Skąd zatem brać pieniądze na dodatkowe zajęcia skoro nie można ich przetransferować do samorządów, a tym bardziej wymusić na nich sfinansowania dodatkowych zajęć?

Tym bardziej, że to samorządy pokryją gros kosztów reformy jako organy prowadzące szkoły.

Stosunki pracy będą rozwiązywane. Będzie potrzeba wypłaty odpraw. Nie wiadomo, jakie będzie zapotrzebowanie na nauczycieli z gimnazjów. Nie ma możliwości narzucenia obowiązku zatrudnienia tych osób. Tym bardziej, że – jak już zwracaliśmy uwagę przed wakacjami – podstawówki i gimnazja są w gestii gmin, a licea – starostów. Stąd i obawy związkowców.

Mizernym pocieszeniem jest zapewnienie, że Kuratorium pracuje nad bazą miejsc pracy, podobną do… bazy wolnych miejsc przy rekrutacji do w szkół. W samym zaś kuratorium żadnego poradnictwa nie będzie. Pozostaje więc Internet.

Obrońcy reformy cytują background przygotowany przez szefową MEN, iż reforma jest policzona. Pomorska kurator Monika Kończyk przedstawiła własne wyliczenia zapotrzebowania na nauczycieli w poszczególnych powiatach, oparte na SIO (System Informacji Oświatowej).

Jednak nie ma idealnego algorytmu rozróżniającego specyfikę kształcenia, wolę samorządów, migracje, różnice demograficzne między gminami, zmiany w podstawie programowej, nowe sieci szkół, zapotrzebowanie na nauczycieli uczących konkretnych przedmiotów po reformie.

- Z punktu widzenia matematyki SIO jest ważnym źródłem informacji. Można z niego bardzo dużo wyczytać. Wiem co mówię, opieram się na danych, które posiadam. Mam wszystkie powiaty policzone, wszystkie miasta. Z punktu widzenia matematycznego wszystko się zgadza – przekonywała Monika Kończyk, podając liczby wolnych etatów do wypełnienia po reformie.

Przypomnijmy, że o likwidacji czy przekształceniu szkoły nie ma mowy bez zgody kuratorium.

Zmiany w edukacji – o ile prezydent nie zastosuje prawa veta – rozpoczną się od roku 2017/2018. Uczniowie kończący klasę VI szkoły podstawowej staną się uczniami VII klasy „podstawówki”. Rozpocznie się wygaszanie gimnazjów. Rekrutacja do nich nie będzie prowadzona. Ostatni rocznik klas III ukończy gimnazja w roku szkolnym 2018/2019.

Ostateczne decyzje dotyczące funkcjonowania sieci szkół muszą być podjęte do 31 marca 2017 r., po uprzednim zaakceptowaniu ich przez kuratorium oświaty.

Arkusze organizacyjne szkoły też mają być opiniowane. One są podstawą dla samorządu terytorialnego do kierowania pieniędzy do szkół. Dobra wiadomość jest taka, że kuratorium już przeszkoliło się z arkuszy – za urzędnikami pierwsze szkolenie.

Co na to samorządy? Tego członkowie Rady Sekcji się bezpośrednio nie dowiedzieli. Samorząd na posiedzeniu reprezentował Adam Krawiec, dyrektor Departamentu Edukacji i Sportu UMWP, ale samorząd wojewódzki jest organem prowadzącym tylko dla niewielkiej części i to specyficznych placówek edukacyjnych (np. bibliotek pedagogicznych). Może on oddziaływać jedynie poprzez granty, projekty unijne, np. na szkolnictwo zawodowe i wsparcie uczniów uzdolnionych

Na pierwszym poświątecznym spotkaniu oświatowej „Solidarności” nie zabrakło też życzeń i to z odniesieniami do etymologii „Betlejem”.

- W 2017 roku jest wielka niepewność i znak zapytania, co z tego wszystkiego wyrośnie. Nie wpędzajmy się w stan frustracji i depresji. Solidarność nie jest od tego. Boże Narodzenie to Betlejem. W języku hebrajskim to znaczy dom chleba (bêṯ leḥem). Jest on niczym innym, jak doświadczeniem solidarności.Daje poczucie schronienia i zapewnia bezpieczeństwo oraz spełnienia podstawowe ludzkie potrzeby, dając siłę i moc. Życzę by ”Solidarność” była tym domem chleba, poczuciem bezpieczeństwa. Trzeba mieć odwagę stawania w prawdzie,w mądrości rozeznania co jest dobre i co daje poczucie bezpieczeństwa – życzył wymownie gość Rady ks. prof. Wojciech Cichosz, kierownik Katedry Pedagogiki, Katolickiej Nauki Społecznej i Prawa Kanonicznego w Uniwersytecie Mikołaja Kopernika, duszpasterz gdańskiej oświatowej Solidarności, przypominając, że w roku 2017 mija sto lat od objawień fatimskich i od bolszewickiego przewrotu w Rosji. Ksiądz profesor zwrócił tym samym uwagę na nieustającą konieczność dokonywania wyboru.

Artur S. Górski

Download PDF
Powrót Drukuj stronę