Pracownicy Opery Bałtyckiej zakończyli głodówkę, ale kontynuują protest

– Osiągnęliśmy swój cel. Otrzymujemy wiele gestów poparcia. Zwróciliśmy uwagę na nasze problemy. Ludzie utożsamiają pracowników instytucji kultury z sowiecie opłacanymi gwiazdami, tymczasem większość nas otrzymuje bardzo niskie wynagrodzenia. Musimy brać drugie, a nawet trzecie etaty, aby utrzymać siebie i swoje rodziny. Czujemy się jak „dziady kultury” – tak Krzysztof Rzeszutek, członek Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” w Operze Bałtyckiej w Gdańsku ocenił protest przeprowadzony przez związkowców 1 marca w siedzibie Urzędu Marszałkowskiego Województwa Pomorskiego.

opera_protest

Trzej pracownicy Opery Bałtyckiej rozpoczęli rano protest głodowy w gabinecie marszałka województwa pomorskiego Mieczysława Struka. Głównym powodem ich działań było zablokowanie przez Urząd Marszałkowski podwyżek, które pracownicy opery mieli otrzymać najpierw od początku roku, później od lutego. W Operze Bałtyckiej wynagrodzenia nie wzrosły od 8 lat. Pracownicy instytucji kultury są jedną z najgorzej zarabiających grup zawodowych. Artyści otrzymują około 2 tysięcy wynagrodzenia zasadniczego, pracownicy techniczni mają stawki poniżej płacy minimalnej. Od dwóch lat związkowcy pozostają w sporze zbiorowym z kierownictwem Opery.

– W końcu, gdy udało się nam dojść do porozumienia z dyrektorem i mieliśmy otrzymać podwyżki, i tak niższe od tych, które postulowaliśmy, to zostały one zablokowane w wyniku interwencji Urzędu Marszałkowskiego Województwa Pomorskiego – wyjaśnia Krzysztof Rzeszutek, jeden z protestujących. Wieczorem w asyście policji związkowcy opuścili budynek Urzędu Marszałkowskiego. Zapowiadają kontynuację protestu w innych formach.

– Nasz budżet opiera się głównie na dotacjach, a te są najniższe spośród wszystkich instytucji kultury w kraju. Główne źródło utrzymania to dotacja z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, miasto dokłada się w sposób symboliczny. Obawiamy się, że nasza sytuacja finansowa jeszcze się pogorszy, bo planowane jest zwiększenie liczby spektakli, a każde przedstawienie kosztuje. Może się to odbyć kosztem naszych wynagrodzeń – wyjaśnia przewodnicząca zakładowej „S” w Operze Bałtyckiej Anna Sawicka.

ACH

fot. M. Kuźma

Download PDF
Powrót Drukuj stronę