Prof. Staniszkis: Potrzebny jest konstruktywny radykalizm

Rozmowa z prof. Jadwigą Staniszkis, socjolog, analitykiem procesów społecznych i politycznych

–  Wicepremier Jacek Jan Vincent-Rostowski nie był żółtodziobem w świecie finansów. Zaczął rozmontowywanie systemu OFE, by zwiększyć kontrolę państwa i dał się „wyrolować” premierowi Tuskowi?

 – Ładowanie pieniędzy w system kapitałowy przy źle skalkulowanych kosztach, okaże się bombą zegarową. Za czasów Rostowskiego doszło do próby reformy systemu OFE. Uważałam, że w krótkim horyzoncie pomoże to zrównoważyć  finanse, bo ewentualnie przejęte środki to 8 procent PKB, ale też zrodzi  zobowiązania bez pokrycia i skończy się katastrofalnym podniesieniem podatków i zduszeniem rozwoju. Premier Tusk, jak zobaczył, że nie ma korzyści wizerunkowych w Komisji Europejskiej, bo jest dyrektywa zabraniająca uznania za trwałe zrównoważenie księgowej operacji redukcji długu w sytuacji, kiedy powstają przyszłe zobowiązania, zrobił z Rostowskiego kozła ofiarnego własnych błędów. Mrugając przy tym do środowisk kapitału, że być może nastąpi złagodzenie polityki wobec OFE. To był brutalny finisz misji Rostowskiego.

– Tusk jest graczem wizerunkowym, jak „Zelig” Woody Allena?

– To była typowa dla premiera Tuska próba zadowolenia wszystkich i poprawy wizerunku. „Financial Times” zwracał uwagę, że to minister Jacek Rostowski był twarzą polskiego rządu za granicą. Nawet zbyt optymistyczny budżet był sposobem na obniżenie wyceny kosztów naszych obligacji.

– W sytuacji zadłużenia zagranicznego na poziomie blisko 400 miliardów dolarów, rodzi się pytanie o kondycję państwa… 

– Minister Rostowski wraz z prezesem Markiem Belką był konsekwentny w sprawie strefy euro, do której jego zdaniem powinniśmy wejść wtedy, gdy będzie to w interesie polskiej gospodarki. Szczurek też mówi, że to powinno nastąpić we właściwej fazie rozwoju, ale nie wiadomo, czy ta nominacja nie spowoduje zmiany polityki również w tym względzie. Co zrobi? Nie wiem.

– Premier układa rząd według klucza spolegliwości i prezencji?

Skoro awansuje ktoś taki jak poseł Biernat, którego agresja wobec oponentów Tuska przekracza wszelkie granice, atakuje, by dostać promocję, to jest fatalny sygnał. Do rządu przychodzi Biernat, a odchodzi Rostowski! Rostowski był jedyną kotwicą zaufania w rządzie. Szczurek może być przyzwoitym człowiekiem, ale wyszedł ze środowiska będącego na kursie kolizyjnym z interesem gospodarki ze względu na transfery, opodatkowanie. Będzie musiał zmienić optykę.

– By poradzić sobie z problemami strukturalnymi, jak płace?

Płace realne spadły w ostatnich kilku latach o 5 procent. Nastąpiło zmniejszenie udziału płac w PKB do poziomu 35 procent. To mniej niż w krajach o podobnym poziomie rozwoju. W krajach zachodnich, gdy spada on poniżej 60 proc., to już słychać larum. Firmy tworzą wewnętrzne rynki finansowe, unikając regulacji pokryzysowych i podatków, tworzą kanały transferów, ukrywając zyski, tworzą zmowy przy inwestycjach.

– Rząd PO-PSL po liftingu będzie mógł dokonać przełomu?

Nie ufam chwiejnym, nielojalnym, niekompetentnym politykom jak Donald Tusk.

– Jak pani, człowiek nauki, ocenia zmiany w resortach edukacji oraz nauki i szkolnictwa wyższego?

– Wymiana Barbary Kudryckiej na prof. Lenę Kolarską-Bobińską jest dobrym krokiem. Kudrycka zrobiła wiele, by programowo i strukturalnie osłabić nauki społeczne i humanistyczne, doprowadzając do otwierania się nauki na falę ludzi z drugiego szeregu, często nie pierwszych lotów, z dziwnymi życiorysami. Zamiast awansu dla młodych, powstał nowy kanał awansu dla drugiego szeregu starych pracowników, przechowalnie oportunistów. Ministrem edukacji zaś jest Joanna Kluzik-Rostkowska, której charakter oceniam miernie. To sygnał, że nielojalność i oportunizm są nagradzane. Na jej plus zapisuję tylko to, że ma trójkę swoich dzieci, więc może wie coś o szkole?

– Kryzys etyczny jest w nerwie państwa. Afery w MSW, MSZ, powodują, że kartel władzy i zblatowani z nim politycy mają się dobrze? Powstaje atrapa państwa?

– Następuje drenowanie zasobów społecznych i publicznych. Wyróżniam sześć stadiów tego procesu. Od połowy lat 80. do 1995 r. to był kapitalizm polityczny, czyli uwłaszczanie się nomenklatury na najbardziej zyskownych elementach gospodarki, połączony z możliwością spekulacyjnego formowania kapitału poprzez stały kurs dolara przy galopującej inflacji. Drugi etap nazywam kapitalizmem sektora publicznego. Te agencje, fundusze, wyprowadzanie środków z państwa, wpisywały się w reformy Buzka, w tworzenie klientelistycznych wianuszków i komercjalizację zadań państwa.  Trzeci etap to OFE z bardzo wysokimi prowizjami dla zarządzających funduszami. To sztuczne pompowanie pieniędzy w akcje, sztucznie kreowany kapitał. Ci, którzy mieli akcje na giełdzie, zyskiwali przez lata, niezależnie od efektywności notowanych firm. Nazywam to „Magdalenką kapitałową”.

–  Kto na tym głównie zarabiał?

– Kapitał zagraniczny, ci, którzy weszli na giełdę, by grać i firmy z kapitałem zagranicznym. Czwarty etap dział się wokół środków unijnych i wielkich inwestycji. Zasada, że przetarg wygrywa się najniższą ceną i ubezpieczanie się na niewykonanie kontraktu powodowało utrzymywanie się z wypłat z ubezpieczenia i niepłacenie podwykonawcom. Do tego transfery zagraniczne, wyliczane przez „Forbes” na ponad 20 miliardów złotych. Piąty etap to tworzone wewnętrzne rynki, ukrywanie zysków, transfery zagraniczne. A co najważniejsze – po szóste – pogłębiający się bezpośredni wyzysk. I to przy pomocy ustawodawstwa państwowego.

– Przez manipulację przy kodeksie pracy i niskie płace?

Zbyt niskie płace, nieskorelowane z wyższym wzrostem wydajności. Cynicznie niskie są stawki za godzinę, kilkanaście razy niższe niż w Niemczech, dające płace poniżej miesięcznej płacy minimalnej, przyspieszają emigrację i przyczyniają się do kryzysu systemu emerytalnego. Do tego nieozusowane umowy śmieciowe dla co trzeciego zatrudnionego i na zryczałtowanym poziomie składki tzw. samozatrudnionych. Elastyczny czas pracy zostawia w kieszeniach właścicieli firm ogromne pieniądze. Towarzyszy temu wyzysk ludzi pracy poprzez niepłacenie za nadgodziny. Profesor Mieczysław Kabaj wyliczył, że to 8-10 miliardów złotych, pozostawianych w firmach głównie o kapitale zagranicznym, w handlu wielkopowierzchniowym. Tolerowanie tego, że małe firmy płacą stawki znacznie poniżej płacy minimalnej, powoduje pogłębiony kryzys ZUS, przerzucanie problemów na przyszłe pokolenia. Jest to świadome przekształcanie Polski w rezerwuar zasobów pracy przede wszystkim dla Niemców, kosztem degradacji systemu.

– Teraz inicjatywa szukania alternatywy jest po stronie związkowej…

– Związki zawodowe stały się jedynym aktywnym i pomysłowym kontestatorem władzy. Na gruzach Komisji Trójstronnej zaproponowały nowe formy dialogu społecznego, bliskie zachodnich rozwiązań, formy „partnerstwa”. To też czuje biznes, Lewiatan, a nawet BCC. Jest wspólna płaszczyzna, czyli rozwój długotrwały i długofalowy. Rząd PO-PSL nie zdaje egzaminu. „The Economist” pisze o problemach strukturalnych, o spadku płac do PKB, o nowych formach oszukiwania na podatkach, o obowiązku stałego podnoszenia kwalifikacji i wykształcenia robotników, by zwiększyć wartość ich pracy. Żadne środowiska polityczne tego nie podchwyciły.To błąd.

– Receptą byłaby, mało realna, repolonizacja banków, gospodarki?  

– Może wprowadzanie na przykład większego udziału pracowników we własności kapitałowej, akcjonariat pracy. Związki zawodowe są tymi, którzy zwracają uwagę, że to polityka dochodowa jest konieczna do rozwoju.

– To „Solidarność” proponuje rozwiązania płacowe, emerytalne…

– Tusk przestał być wiarygodny i stracił zaufanie ludzi pracy i przedsiębiorców.
„Solidarność” i inne związki są jedynym miejscem, społecznym i polskim, gdzie mówi się o długofalowym interesie kraju. Przede wszystkim trzeba oderwać płacę minimalną od innych wypłat, bo to usztywnia stanowisko i przenosi się na inne płatności. Po drugie, nie do przyjęcia są stawki godzinowe poniżej płacy minimalnej.

– Historia zatacza koło i to związki zawodowe biorą sprawy kraju w swoje ręce. A opozycja? 

– PiS nie podjęło tematu, oprócz tego, że słusznie próbuje zdemokratyzować Sejm, zlikwidować „zamrażarkę” dla projektów ustaw, ale niedostatecznie podchwyciło impulsy płynące ze środowisk pracowniczych, które nie mają przecież zdolności legislacyjnych. Jest kluczowy moment na frontalne uderzenie w stronę skróconej perspektywy decyzyjnej Tuska. Strukturalne przyczyny i źródła polskiego kryzysu, mimo propagandy sukcesu PO, powodują, że z jednej strony opozycja wymusi dyskurs długofalowy albo doprowadzi do zdjęcia tej ekipy w wyniku wcześniejszych wyborów. Potrzebny jest konstruktywny radykalizm.

 Rozmawiał Artur S. Górski

Fragment wywiadu, który ukazał się w grudniowym” Magazynie Solidarność”. Prof. Jadwiga Staniszkis wygłosi wykład 5 lutego podczas dorocznego spotkania związkowców Regionu Gdańskiego NSZZ „Solidarność”

Download PDF
Powrót Drukuj stronę