Proces związkowców ze Stoczni Gdańskiej. Zasłużeni oskarżeni

Jaki kraj, takie procesy…

28 stycznia w X Wydziale Karnym Sądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieścia odbyła się kolejna rozprawa w sprawie związkowców „Solidarności” ze Stoczni Gdańskiej: Karola Guzikiewicza, Zbigniewa Stefańskiego Roberta Puszcza – oskarżonych o „czynną napaść i pobicie policjantów”. Po niespełna godzinie sąd odroczył rozprawę do 3 marca. Sąd od dwóch lat nie może przesłuchać świadków, którzy zaprzeczają wersji policji.

Stoczniowcy na rozprawę do kombinezonów przypięli swoje odznaczenia. Fot. Tomasz Gutry

proces_stoczniowcow

Kuriozalne oskarżenie

Wszyscy trzej są oskarżeni o czynną napaść na policjantów, co na podstawie art. 349 kodeksu postępowania karnego jest zagrożone karą nawet do 10 lat pozbawienia wolności. Tylko, że wyżej wymieniona trójka, wraz z czwartym oskarżonym – działaczem „S” Zakładów Cegielskiego w Poznaniu – miała napaść… 79 funkcjonariuszy. Dodatkowo policjanci mieli doznać obrażeń od rzuconej na ziemię płonącej kukły premiera Donalda Tuska. W 2009 roku rząd premiera Tuska podjął decyzję o likwidacji przemysłu stoczniowego. Pracę straciło 10 tysięcy pracowników polskich stoczni oraz kilkadziesiąt tysięcy osób w firmach kooperujących. 29 kwietnia 2009 r. na placu przed biurowcem Złote Tarasy, naprzeciwko głównego wejścia do Sali Kongresowej Pałacu Kultury i Nauki, gdzie odbywał się kongres Europejskiej Partii Ludowej, do której należą PO i PSL, pikietowali związkowcy z Cegielskiego i ze Stoczni Gdańskiej. Podpalono opony i kukłę Donalda Tuska. Protestujący zostali zepchnięci przez służby porządkowe w wąski, odgrodzony korytarz przed pałacem. Naprzeciwko 150 związkowców stanęło ponad 1000 policjantów w pełnym opancerzeniu bojowym. Funkcjonariusze bez ostrzeżenia użyli gazu – do dziś nie wiadomo jakiego. Nie był to zazwyczaj używany gaz łzawiący, tylko najprawdopodobniej gaz pieprzowy o nieznanym stężeniu. Ludzie mieli po nim mdłości, zawroty głowy, porażenie wzroku, dróg oddechowych, wymiotowali krwią, doznawali poparzeń skóry. Jeden ze stoczniowców dostał ataku padaczki. W efekcie użycia gazu ponad 30 osób zostało rannych, 20 hospitalizowanyo, a  dwie znalazły się na OIOM-ie. Spośród policjantów trzech zostało lekko poparzonych.

Prokuratura spolegliwa wobec władzy

Bezpośrednio po zajściach rozpoczęło się wybielanie działań policji. Pomimo zeznań ponad 200 świadków, sprawę o nadużycie siły umorzono! Natomiast rok po wydarzeniach warszawska prokuratura wytoczyła bezpodstawne zarzuty karne demonstrantom ze Stoczni Gdańskiej oraz Zakładów Cegielskiego. Zrobił to ten sam prokurator Krzysztof Klimkiewicz, który umarzał rok wcześniej sprawę nadużycia siły przez władzę!

– To proces polityczny na zamówienie władzy i sposób na zastraszanie związków zawodowych. To straszne, że w Polsce dalej mogą się toczyć takie procesy na zamówienie władzy – mówi „Tygodnikowi Solidarność” broniąca Zbigniewa Stefańskiego i Roberta Puszcza mecenas Krystyna Kosińska. – Chcemy, żeby proces się wreszcie rozpoczął, by przesłuchano tych wszystkich rzekomo poszkodowanych, których ponoć pobiliśmy. Żeby zbadano, co to były za środki chemiczne, kto wydał polecenie ich użycia. Dlaczego środki użyte przez policję nie były adekwatne do sytuacji? Dlaczego użyto gazu bojowego? Czy to były właściwe środki, czy użyty sprzęt dozował je właściwie i czy policjanci byli właściwie przeszkoleni? Nie odwołano manifestacji, że nie było dróg ewakuacji. Dowiedzieliśmy się po zdarzeniu, że funkcjonariusze też zostali poparzeni tymi samymi środkami. Chcemy, żeby przesłuchano tych dwustu świadków wydarzeń – mówił oskarżony Karol Guzikiewicz, wiceszef „S” w Stoczni Gdańskiej.

Trzeba mieć zdrowie do sądów

Wszyscy oskarżeni mają poważne problemy ze zdrowiem. Złożyły się na to praca w ciężkich i warunkach, pobicia jeszcze przez komunistyczną milicję podczas pacyfikacji stoczni i działalności w podziemiu solidarnościowym oraz działania wymiaru (nie)sprawiedliwości III RP. Wyłączony z postępowania działacz z Cegielskiego jest już po dwóch zawałach. Na problemy z sercem skarżą się także pozostali uczestnicy procesu. Cierpią też z powodu chorób neurologicznych i neurochirurgicznych. Dlatego prokuratura wniosła o opinię biegłego kardiologa i biegłego neurologa, czy jeden z oskarżonych może w ogóle występować przed sądem.

Michał Miłosz, „Tygodnik Solidarność”

Download PDF
Powrót Drukuj stronę