Prawo wyborcze: Głos na wagę demokracji

Przed nami wybory samorządowe na jesieni 2018 r., a za dwa lata parlamentarne. O konieczności zmian w prawie wyborczym mówi się od ponad ćwierć wieku. Poczynając od argumentacji o zaletach i wadach jednomandatowych okręgów wyborczych, a na pomyśle PiS o dwóch osobnych komisjach do wydawania kart i do liczenia głosów, o kamerach internetowych w lokalach wyborczych, wyłącznej proporcjonalności, dwukadencyjności włodarzy i zmianie liczby okręgów wyborczych, kończąc.  

Trudno przy tym oprzeć się wrażeniu, że rządzący kalkulują, które zmiany w ordynacji spowodują, że to właśnie ich formacje uzyskają w wyborach najkorzystniejsze rezultaty.

Ordynacja, a właściwie sposób liczenia głosów, ma bowiem wpływ na ostateczny wynik wyborów. Przekonał się o tym chociażby SLD, który miał swego czasu wynik lepszy niż PiS, zdobywając 41 procent w wyborach z 2001 roku. Wówczas jednak Sojusz zdobył mniej, bo 216 mandatów, gdyż wcześniej Sejm głosami AWS, Unii Wolności oraz PSL zmienił ordynację wyborczą z metody d’Hondta na zmodyfikowanego Sainte-Laguë’a.

Podobnie mniejszy bonus uzyskała w 2007 r. PO. Prawo i Sprawiedliwość ze swoim wynikiem wyborczym 37,58 proc. z 2015 r. może rządzić samodzielnie. Ma 235 mandatów w 460-osobowym Sejmie i większość bezwzględną.  

W wyborach samorządowych w 2014 roku z kolei swoisty handicap uzyskał PSL. Ludowcy znaleźli się bowiem na pierwszym miejscu książeczki do głosowania.  

JOW

Zwolennicy jednomandatowych okręgów wyborczych podkreślają, że jest to najprostszy system wybierania przedstawicieli, wynikający z definicji demokracji, w której prawo stanowi wola większości, parlament jest sprawny (w przypadku jednomandatowych okręgów „pierwszy na mecie” – bierze pulę), a wybrani kandydaci ponoszą osobistą odpowiedzialność za swoje działania.  

Zwolennicy JOW argumentują, iż obecnie nie głosujemy na obywatela, tylko na tego, kogo pokazał nam palcem partyjny lider, kolejność na liście ustala partyjny wódz w sposób proporcjonalny do stopnia posłuszeństwa, a w systemie list partyjnych wypaczony zostaje proces kandydowania, który zależy od decyzji gremiów partyjnych. Wprowadzenie jednomandatowych okręgów wyborczych pozwoli – ich zdaniem – na zwiększenie identyfikacji wyborców z radnymi.

Ale uwaga! W przypadku JOW-ów możliwy jest inny scenariusz. Jeżeli nie ma drugiej tury wyborów, wygrywa kandydat z największą liczbą głosów. Teoretycznie, przy dużej liczbie kandydatów i rozdrobnieniu głosów, wygrać może ten, który uzyskał 10 proc. Może więc okazać się, że reprezentację miałoby 10 proc. wyborców, a pozbawione byłoby jej 90 proc.

Musimy więc odpowiedzieć sobie na pytania, czy JOW-y mają być systemem z drugą turą, czy nie? Jak się to przełoży na wynik?

W wyborach do Senatu mamy już system bardzo zbliżony do JOW-ów. Z kolei w 2014 r. PSL zdobyło przewagę w głosach w największej liczbie powiatów. Zgarnęłoby więc najwięcej mandatów w JOW-ach. Kolejne byłyby PiS i PO.

Kto liczy głosy?

Nad poprawnością wyborów czuwa Państwowa Komisja Wyborcza. Ważność wyborów do Sejmu i Senatu zatwierdza Sąd Najwyższy. Nie zdarzyło się, by je zakwestionował. W skład PKW wchodzi 9-osobowy skład sędziowski i 50 komisarzy wyborczych. To oni, wspólnie z samorządami, powołują terytorialne komisje wyborcze, nadzorują przestrzeganie prawa wyborczego, rozpatrują skargi na działalność komisji wyborczych czy podają zbiorcze wyniki wyborów. Wyborcy przysługuje prawo zgłoszenia do Sądu Najwyższego protestu przeciwko ważności wyborów.

Co na to konstytucja?

Jej art. 95 stanowi, iż władzę ustawodawczą w Rzeczypospolitej Polskiej sprawują Sejm i Senat. W rozdziale Wybory i Kadencja art. 96 określa, iż Sejm składa się z 460 posłów. Wybory do Sejmu są powszechne, równe, tajne, bezpośrednie i proporcjonalne. Z tym, że 5-procentowy próg wyborczy powoduje, iż pojawia się element większościowy. W pełni proporcjonalne wybory (bez progu) odbyły się w 1991 r. Do Sejmu weszli kandydaci 29 ugrupowań (11 po 1 mandacie), które uzyskały od 12,32 proc. głosów do 0,02 proc.

Próg wyborczy wprowadzono w 1993 r. w wyborach do Sejmu, a od 1998 r. w wyborach do sejmików, rad powiatów i rad w miastach na prawach powiatów. W wyborach do Sejmu stosuje się w skali kraju próg 5 proc. głosów dla partii i dla komitetów wyborczych wyborców oraz 8 proc. dla koalicji. Z progu wyborczego zwolnione są komitety wyborcze wyborców mniejszości narodowych i etnicznych.

Jak przeliczyć głosy na mandaty?

Jeżeli jest duża różnica między pierwszą a drugą partią, metoda d’Hondta faworyzuje zwycięzców. Jeżeli między partią A (zwycięską) a partią B (drugą) jest 5 proc. różnicy, to metoda d’Hondta nie promuje żadnej, ale jeśli różnica wynosi już 15 proc. poparcia, to promuje zwycięzcę kosztem pozostałych list kandydatów biorących udział w wyborach. Zatem im większa liczba głosów na listę oraz im wyższa przewaga nad konkurentami, tym lepiej dla zwycięzcy. Podstawą mandatów jest podzielenie liczby ważnie oddanych głosów na każdą listę przez 1, 2, 3 itd. Listy, które otrzymały największą liczbę głosów, mają większe ilorazy, a im są one wyższe, tym lista zwiększa swoje szanse na zdobycie pierwszego i kolejnych mandatów w okręgu.  

Ważne: To, czy dana lista przekroczyła, czy też nie, próg wyborczy w skali kraju, przekłada się na podział mandatów w okręgach. 

Inna metoda André Sainte-Laguë jest oparta na proporcjonalnej reprezentacji z listami partyjnymi. Uważana za najbardziej proporcjonalnie odwzorowującą wyniki głosowań polega na znalezieniu największych, kolejno po sobie następujących ilorazów z liczby uzyskanych głosów. Podziału dokonuje się, dzieląc liczbę głosów przypadających każdemu komitetowi wyborczemu przez kolejne liczby nieparzyste: 1, 3, 5, 7 itd. Z tak obliczonych ilorazów dla wszystkich komitetów wybieranych jest tyle największych, ile jest mandatów do obsadzenia.

Przy liczeniu głosów ważna jest więc metoda liczenia głosów, frekwencja, liczba komitetów ponad progiem. Diabeł, czyli szczegół, tkwi w metodzie d’Hondta.  W 2015 r. komitety, które mają dzisiaj posłów, dostały 83 proc. głosów. Duża pula głosów została oddana na ugrupowania, które nie przekroczyły progu wyborczego i zwycięzca wziął największą premię.  

Metodę d’Hondta oprócz Polski (z wyłączeniem wyborów w 1991 r. i w 2001 r.) stosuje się m.in. w Austrii, Finlandii, Izraelu, Holandii i Hiszpanii.

Artur S. Górski

(Fragment artykułu, który ukazał się w całości w najnowszym „Magazynie Solidarność”, przewidujący kierunek zmian w ordynacji wyborczej)

 

 

 

Download PDF
Powrót Drukuj stronę