Praktyki STASI w Lidl-u

Wynajmowanie detektywów do śledzenia prywatnego życia pracowników, kontrolowane prowokacje, jak np. podrzucanie banknotów w marketach, znakowanie kobiet mających miesiączki (sprawdzanie częstotliwości wychodzenia do toalety), zwalnianie kobiet w ciąży, praca po godzinach, prześladowanie związkowców to praktyki, jakie przez lata stosował niemiecki koncern Lidl w wielu krajach informuje portal wgospodarce.pl.

W 2008 r. niemiecki „Stern” ujawnił raporty detektywów. Oto fragmenty niektórych.

„Środa 24 luty 2008 roku godzina 14:05 Pani M. podczas przerwy korzysta ze swej prywatnej komórki prepaidowej i narzeka, że na koncie ma tylko 85 centów. Dodzwania się do swej przyjaciółki i umawia na wieczorne wspólne gotowanie”.

„Czwartek 14 lipca 2007 roku sklep w pobliżu Hanoveru godzina 10:10. Pani L. mówi Pani J., że jeszcze nigdy nie zapłaciła abonamentu za telewizję bo odbiornik jest zarejestrowany na jej rodziców, a ona mieszka z chłopakiem”. Tu pojawia się rekomendacja detektywa: „pracownik podwyższonego ryzyka”.

„Piątek, 23 sierpnia 2007 roku, sklep w Hamburgu godzina 17:10. Związek Pana H. z Panią J. wydaje się zbyt bliski i ma cechy romansu”. Detektyw rekomenduje: „trzeba to sprawdzić”.

Większość raportów przygotowywały firmy detektywistyczne, które należały m.in. do byłych oficerów STASI. W opisach pojawiały się takie oznakowania profili psychologicznych pracowników jak „średnio inteligentny”, „posłuszny”, „mało rozwojowy”.

Niemiecka sieć nie wszędzie odnosi sukcesy. Lidl w 2007 r. wycofał się z Norwegii, ponieważ nie było chętnych na kupowanie w niemieckiej sieci. Norwegowie nie chcieli nawet sprzedawać działek pod niemieckie dyskonty. Tym sposobem Lidl przejęty został przez norweską sieć.

Z przypadkiem skutecznej walki z ekspansją Lidl-a mieliśmy do czynienia i w Polsce. Wójt gminy Sierakowice na Kaszubach nie wpuścił na swój teren ani Biedronki, ani Lidla. Na pytanie „Expressu Kaszubskiego”, dlaczego w Sierakowicach nie ma ani Lidla, ani Biedronki Tadeusz Kobiela odpowiedział:

„Sieci supermarketów zainteresowane są wyłącznie drenażem rynku ze środków. Gdyby takie sklepy u nas powstały, to my mielibyśmy u siebie od razu armię bezrobotnych. W tej chwili na naszym terenie jeden od drugiego kupuje, zamawia usługi i w ten sposób następuje obrót pieniądza. Budowa tego rodzaju marketów nie jest więc w interesie naszych mieszkańców.”.

 Więcej

Download PDF
Powrót Drukuj stronę