Pracujący cudzoziemiec jest mile widziany – na ucywilizowanym rynku

Ukraińców przyjmujemy z otwartymi ramionami – obwieścił prawdę oczywistą na łamach poniedziałkowego „Dziennika Bałtyckiego” Zbigniew Canowiecki, prezydent „Pracodawców Pomorza”. Przy okazji chwaląc fachowców z Ukrainy i sięgając po argument młotka.

Prezydent Canowiecki tym, którzy artykułują tezy, że „importujmy w ten sposób tanią siłę roboczą, która zasila rodzimych wyzyskiwaczy” złożył propozycję by „udali się do najbliższego sklepu żelaznego i kupili sobie dobry młotek. A następie tym młotkiem niech się popukają w głowę to może im co mądrego do głowy wpadnie”.

Cóż do sklepu z narzędziami dość daleko, może jednak udźwigniemy młotkową kontrargumentację bez tego narzędzia?

Prezydent Canowiecki sam ze sobą prowadzi polemikę, gdy retorycznie pyta: Co to kogo w zakładzie pracy obchodzi, czy człowiek jest z Ukrainy, a może homoseksualista, innowierca, czy jeszcze Bóg wie kto? – dopytuje ze swadą Canowiecki.

Ano nic. I obyło się bez młotka…

Jednak do sztambucha biznesmena na emeryturze dopisać chcemy kilka myśli.

Sytuacja na rynku pracy w perspektywie narastających problemów migracyjnych i demograficznych niepokoi. I to nie od dzisiaj. Jednak wiodącą kwestią forma zatrudnienia, czyli praca cudzoziemców na tzw. oświadczenia.

Na tej nieczytelnej formule pracuje w Polsce ponad milion Ukraińców, Białorusinów, Mołdawian, Ormian. Większość, i to zdecydowana z tak zatrudnionych to Ukraińcy. Bo język podobny, a kultura nieodległa.

Jednak brak kontroli to możliwość czarnego rynku pracy i nadużyć ze strony agencji pracy np. na Ukrainie pobierających haracz w euro za „załatwienie roboty na oświadczenie”.

Według danych za 2016 rok spośród ponad 900 tys. cudzoziemców tylko 178 tys. odprowadzało składki na ZUS. To i tak o 70 tys. więcej niż w np. w 2015 roku. 88 procent cudzoziemców zza wschodniej granicy pracuje na „umowach śmieciowych”, a 12 proc. ma umowę o pracę.

Zatem korzystający z owoców pracy robotników-gości zza wschodniej granicy mają swoisty handicap – mniejsze koszty pracy. Ale to sukces krótkotrwały. Ten kto stawia tylko na tanią siłę roboczą raczej wcześniej niż później poszuka tańszych opcji. I powstaną nowe miejsca pracy – w Kambodży, Laosie, Wietnamie, Indiach, Birmie. W Chinach, po sukcesie komunizmu wojennego ożenionego z wolnym rynkiem o tanich pracowników coraz trudniej.

I tutaj kłania się tak cywilizowany rynek pracy, jak i zasada uczciwej konkurencji. A ta nie powinna być obca prezydentowi pracodawców.

Walor uczciwej konkurencji, oczywiście nie w wydaniu naszych domorosłych liberałów, którzy zasad wolnego rynku przestrzegają tkwiąc na państwowych posadach, szczególnie za poprzednich ekip, znany jest od czasów Adama Smitha i jego Badań nad naturą i przyczynami bogactwa narodów.

Fakt, że wkrótce z racji zapotrzebowania na bliższych kulturowo i bardziej pracowitych od przybyszów z Bliskiego Wschodu i Afryki, Ukraińców otworzy się przed nimi strefa Schengen. Ale przecież nie dla pracy na tzw. Oświadczenia.

Jeden przykład dlaczego. Na niemieckim rynku pracy dojdzie wkrótce do dramatycznego deficytu pracowników, co nadweręży gospodarkę tego kraju. Analiza danych demograficznych wskazuje, że Niemcy mają bodaj najniższy na świecie wskaźnik urodzeń (nie licząc migrantów którzy nawet ten poziom wydajnie podnoszą). Niemiecki rynek pracy i demografię RFN mili uratować tzw. uchodźcy.

Jednak jak mają temu zaradzić rzesze niewykształconych i nieasymilujących się migrantów wiedziała do niedawna chyba tylko Angela Merkel, ogłaszając pod koniec lipca 2015 roku politykę otwartych drzwi (po jednym z programów telewizyjnych, w którym nastoletnia Palestynka rozpłakała się w jej obecności). Zachwiała tym samym zarówno przepisami osiedleńczymi, złamała układ z Schengen i sprowadziła niebezpieczeństwo na współobywateli. W końcu musiała swoją wiedzę i optykę zweryfikować.

Poza tym Niemcy już osiągnęły najwyższy wskaźnik migracji w Europie. Po drugie nastroje społeczne nie sprzyjają dalszemu otwarciu na fale przybyszów. Rośnie poparcie dla Alternative fur Deutschland (AFD).

Jednak u naszych zachodnich sąsiadów od lat zwraca się uwagę na kluczowe zagrożenia dla miejsc pracy i dynamiki wzrostu wynagrodzeń oraz zasad uczciwej konkurencji poprzez pracę „na czarno”. Przekonało się o tym wielu naszych rodaków.

Za dobrą pracę należy się dobra, godziwa zapłata. Czy 88 proc. robotników cudzoziemców ma na nią szansę skoro fala pracowników „na oświadczenia” nie podlega de facto żadnej kontroli?

Zatem praca dla cudzoziemców, a jest na ich trud zapotrzebowanie, jest „na plus”. Ale praca na warunkach cywilizowanych, na umowy o pracę.

Do rządzących, po zmianie opcji, też dociera przekonanie, że nie mamy konkurować tanią siłą roboczą, ale jakością, wydajnością pracy, innowacyjnością.

Póki co średnie wynagrodzenie w Polsce jest trzykrotnie niższe niż średnia płaca w Unii Europejskiej. Nie możemy tolerować sytuacji, w której Polska konkuruje na rynku niską płacą   Decyzje, które podnoszą średnie wynagrodzenie, czy emerytury, renty, płacę godzinową powodują, że Polacy mają w portfelach więcej pieniędzy. Wyższe płace, czyli więcej pieniędzy oznaczają wyższą konsumpcję, większy popyt. To zaś przekłada się na wzrost produkcji.

ASG

Download PDF
Powrót Drukuj stronę