Poseł obieżyświat – za nasze pieniądze

Chiny, Gujana Francuska, Kanada, Senegal i Indonezja – to tam polscy posłowie podróżowali w ubiegłym roku. Wycieczki kosztowały 3,1 miliona złotych.  Koszta pokryła Kancelaria Sejmu.  

Do takich danych dotarł Dziennik Gazeta Prawna. Na każdą z ponad 270 podróży, na które zgodę wydała marszałek Sejmu, podatnicy wydali więc średnio 11,5 tys. zł. Kto zatwierdza wyjazdy? Poselskich wniosków nikt nie weryfikuje. Wystarczy zapewnienie przedstawiciela narodu, że chodzi o wyjazd służbowy.  Rozliczenia dokonuje się na podstawie przedstawionych faktur po zakończeniu delegacji.

Najdroższym ubiegłorocznym pobytem za granicą był wyjazd na sesję Unii Międzyparlamentarnej do Ekwadoru. Wyprawa sześciu osób do stolicy tego andyjskiego kraju kosztowała 139,8 tys. zł, a wśród szczęśliwych posłów znaleźli się m.in. Wanda Nowicka i Ryszard Kalisz (oboje są dziś posłami niezrzeszonymi, odwołującymi się – a jakże, do jakoby lewicowej wrażliwości).

Do wyjątków należały delegacje jednoosobowe (m.in. na Cypr, do Maroka i Turcji). Polskich Najliczniej parlamentarzyści uczestniczyli zaś w wiosennej sesji Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy we Francji. Do Strasburga pojechała wówczas 15-osobowa delegacja, w której byli m.in. Adam Hofman (PiS) i Robert Biedroń (Twój Ruch). Jak wynika z zestawień Kancelarii Sejmu, parlamentarzyści najczęściej podróżowali do Paryża, Brukseli i Wiednia, choć chętnie odwiedzali także inne stolice unijne. Oprócz do krajów Wspólnoty, indywidualnie lub grupowo wyjeżdżali także do Albanii, Azerbejdżanu czy Gruzji (jako obserwatorzy na wyborach parlamentarnych lub prezydenckich), a także do Chin, Indonezji, Malezji, Nigerii czy na Tajwan.

Podatników nic nie kosztowała tylko konferencja o etyce i efektywnej odpowiedzialności parlamentarnej zorganizowana w Bośni i Hercegowinie. Sejm nie wydał na wyjazd do Sarajewa ani grosza, tutaj wszystko fundował organizator.

Część wybrańców zdecydowała się także wziąć udział w parlamentarnym turnieju sportowym w Rosji, a nawet na własne oczy zobaczyć start rakiety wynoszącej na orbitę statek kosmiczny z leżącej w Ameryce Południowej Gujany Francuskiej. W grudniu ub.r. Tadeusz Iwiński za pieniądze podatników poleciał na Gujanę Francuską. Po co? Poseł SLD wziął udział w misji obserwacyjnej startu rakiety wynoszącej na orbitę statek kosmiczny – dowiedział się dziennik.pl.

Eksploracja kosmosu należała zresztą do tematów budzących w minionym roku żywe zainteresowanie polskich posłów. Kilku swoich przedstawicieli Sejm wysłał na Międzynarodowy Kongres Astronautyczny do Pekinu, na sesję Komitetu ds. Pokojowego Wykorzystania Przestrzeni Kosmicznej w Wiedniu oraz na Europejską Konferencję Międzyparlamentarną w Brukseli. Delegacja Tadeusza Iwińskiego trwała dwie doby i kosztowała Kancelarię Sejmu blisko 6 tys. zł.

- To był bardzo krótki pobyt - zastrzega poseł. Za koszty przelotu do Paryża i zakwaterowanie 6 tys. zł. zapłaciła Kancelaria Sejmu, z kolei za transport na Gujanę Francuską – Europejska Agencja Kosmiczna. Zdaniem Iwińskiego wydatek się opłacił, a on sam zna się na badaniach kosmosu. Wyjazd miał też dla niego wartość… sentymentalną.

- Jestem absolwentem politechniki i jeszcze zanim Hermaszewski poleciał w kosmos, wygrałem w telewizji konkurs wiedzy o astronautyce i astronomii – dodaje poseł lewicy, który podczas spotkań we Francji miał rozmawiać o przyszłych formach współpracy z Europejską Agencją Kosmiczną.

ASG

 

 

Download PDF
Powrót Drukuj stronę