Pomorze Samorządowe TVP3: konflikt w Operze Bałtyckiej

13 listopada TVP3 Gdańsk w programie „Pomorze samorządowe” zajęła się palącym konfliktem w Operze Bałtyckiej. Prowadzący dyskusję na telewizyjnej antenie Paweł Świąc i Bożena Olechnowicz oraz zaproszeni goście, w tym przedstawiciele strony związkowej m.in. Anna Sawicka i Roman Kuzimski z NSZZ „Solidarność” i Agnieszka Halman ze Związku Zawodowego Polskich Artystów Muzyków Orkiestrowych zajęli się przedstawieniem przyczyn konfliktu i próbowali znaleźć drogi wyjścia z patowej sytuacji.

„Stop niszczeniu Opery Bałtyckiej” to główne hasło pracowników Opery. Widzów wchodzących na spektakle „Requiem” wita więc trwające kwadrans milczenie aktorów. Taka forma strajku, która nie powoduje zerwania spektakli jest oznaką szacunku dla widzów. Nie jest to fanaberia wrażliwych artystów. To dramatyczny głos, który ma doprowadzić do rzeczowego dialogu w obliczu konfliktu dyrekcji z pracownikami. Ma on związek z upominaniem się pracowników tej instytucji kultury o godne warunki pracy, wyższe pensje i organizację pracy.

Dramatyczny protest artystów i pracowników technicznych tej podległej marszałkowi woj. pomorskiego instytucji kultury ma związek z potwierdzonym przez inspekcję pracy łamaniem praw pracowniczych, uchybieniami w czasie pracy, zwolnieniem z pracy związkowych działaczy i zapowiadanymi przez dyrekcję dalszymi zwolnieniami. Sam marszałek woj. pomorskiego Mieczysław Struk utrzymuje, że nie jest stroną sporu.

Przypomnijmy, że 19 i 20 października br. w Operze Bałtyckiej przeprowadzono referendum strajkowe. Uczestniczyło w nim 137 osób. 119 opowiedziało się za strajkiem, 17 biorących udział w referendum było przeciwko, jeden głos był nieważny.  Strajk rozpoczął się w sobotę 28 października br. Tego dnia przed „Requiem” Gabriela Faurego, czyli najbardziej, po „Requiem” Mozarta, znanej muzycznej (nomen omen) mszy żałobnej,

W toku jest postępowanie prowadzone przez gdańską prokuraturę w sprawie łamania przepisów prawa pracy przez dyrektora oraz utrudniania działalności związkowej.

Podczas poniedziałkowego programu dyrektor Kunc utrzymywał, że nie jest w sporze (sic!), a on zajmuje się zarządzaniem operą w ramach dotacji urzędu marszałkowskiego (15,4 mln zł). Twierdził też, że „z bólem” podejmuje decyzje o ograniczeniu zatrudnienia.

Anna Sawicka, koncertmistrz wiolonczel orkiestry Opery Bałtyckiej, przewodnicząca  NSZZ Solidarność w operze, zabierając głos stwierdziła, że mimo zwiększonej dotacji średnie wynagrodzenie artystów spadło o sto złotych, a zamiast dialogu dyrektor opery zwolnił działaczy związkowych.

- Związki zawodowe kontrolują działalność dyrekcji w trosce o los opery, tymczasem w sporze zbiorowym otrzymałam wypowiedzenie. Czy chodzi o to by doprowadzić do krachu operę, a deweloperzy już czekają? – mówiła Anna Sawicka,

Agnieszka Halman ze Związku Zawodowego Polskich Artystów Muzyków Orkiestrowych podkreśliła, że nie tylko związki zawodowe są w konflikcie z dyrekcją ale wszyscy pracownicy Opery Bałtyckiej. Wyraziła zdziwienie, że dyrektor utrzymuje, że nie ma konfliktu w sytuacji, kiedy w operze strajk trwa od dwóch tygodni. A nikt z załogą się nie spotkał.

W czasie rozpisanego konkursu na dyrektora jego zwycięzca Warcisław Kunc (wybrany głosami tak UMWP, jak i MKiDN) nie wspominał o redukcji obsady opery, nie zapowiadał że będzie reedukacja zespołu. Zespół artystyczny, czyli chór, balet i orkiestra i tak jest jednym z najmniejszych w Polsce. Do działalności opery, do wystawiania dzieł operowych konieczne jest minimum obsady.

- Ja wygrałem konkurs. Przedstawiłem koncepcję ile czego się odbędzie, a odbyło się 119 wydarzeń, w tym działania edukacyjne – ripostował dyrektor Kunc.

Jednak co zauważyli związkowcy np. kosztowny spektakl „Nabucco”, grany był siedem razy, „Cyganeria” razy pięć, a w tym sezonie nie ma planu repertuaru na styczeń.  Stawiają więc zarzut, że opera nie jest operą.

Magdalena Romanowska-Niewiadomska, wiolonczelistka, ze ZZ Pracowników Opery Bałtyckiej zwróciła uwagę na atmosferę zastraszenia i wysoki poziom stresu, gdyż ludzie po prostu się boją więc tak nie można uprawiać sztuki.

Przysłuchujący się dyskusji Roman Kuzimski, wiceprzewodniczący ZRG, ocenił, że dyrektor mówiąc, że jest menadżerem i artystą nie powiedział, ze jest też pracodawcą.

- Spór jest zgłoszony i powinien być negocjowany. Tymczasem liderzy związkowi zostali wyrzuceni na bruk. Taka ma być metoda rozwiązywania sporów, że wyrzuca się negocjatorów i już nie ma sporu? PIP ustaliła szereg uchybień, dała zalecenia. Po pół roku stwierdzono kolejne uchybienia – dodał Kuzimski i przypomniał, że dyrektor opery    zamknął też pomieszczenie związkowe.

Z kolei  Władysław Zawistowski, dyrektor Departamentu Kultury Urzędu Marszałkowskiego pokazał się w programie jako zwolennik debaty z udziałem artystów, kręgów biznesowych i melomanów. Jego zdaniem problem jest „strukturalny”. Powtórzył argument o zbyt małej widowni i potrzebie dopłacania do spektakli.

Jednak już dr. hab. Andrzej Januszajtis, znawca dziejów Gdańska, jak o sobie mówił śledzący dzieje tej instytucji i bywalec Opery Bałtyckiej od 69 lat, stwierdził, że stała się tragedia:

- Takiego konfliktu nie  było jeszcze w jej dziejach. Ludzie z orkiestry, z chóru, z sercem wykonujący prace, idą teraz do opery ze strachem, bo nie znają dnia ani godziny,

- Nie wolno tak. Trzeba rozmawiać. System nakazowy nawet w więzieniu nie jest zalecany.    Chodzi o wypracowanie poczucia wspólnoty. Apeluję do urzędu marszałkowskiego o stworzenie systemu sponsorskiego. Proszę o prawdziwe spektakle operowe – apelował Januszajtis.

W felietonach przygotowanych na potrzeby programu zwracały uwagę porównania Opery Bałtyckiej z Operą Śląską w Bytomiu i Operą Nova w Bydgoszczy. Okazuje się, że są wyraźne różnice w dochodach z biletów, odpowiednio 967 tys, zł, 2 028 tys. zł oraz 3 947 tys. zł. Tutaj ważka jest frekwencja, która w tym sezonie zapowiada się większą, ale w poprzednim wyniosła 34,2  tys. widzów, gdy w Operze Śląskiej 86 tys., a w Operze Novej w Bydgoszczy 76 tys. Opera Śląska gra dużo wyjazdowych spektakli i 42 tys. widzów oglądało jej spektakle poza siedzibą opery (vide argument o małej widowni Opery Bałtyckiej).

Szczególnie smutne jest, że w gdańskiej operze część spektakli grana jest w części z taśmy.

A przecież opera to instytucja służąca kulturze wyższej. Dr hab. Stanisław Kotliński, artysta i wykładowca, zauważył, ze opera we współczesnym świecie przeżywa renesans.

- Czas biegnie, Sytuacje się zmieniają i opera się zmienia struktura. Tak wysublimowana sztuka jak opera potrzebuje innego podejścia. Dyrektor menadżer nie może bazować li tylko na dotacjach od urzędów czy państwa, ale trzeba się postarać o dodatkowe pieniądze. Trzeba się ruszyć, zawalczyć o sponsorów. Artyści to ludzie wrażliwi. Zespół musi być zafascynowany dyrektorem, a dyrektor zafascynowany zespołem. Jeśli się nie układa trzeba siąść przy stole – mówił Kotliński.

W marcu br. wydawało się, że spór jest zażegnany, w listopadzie dochodzi do zwolnień. Co czeka Operę Bałtycką i jej zespół?

ASG

Program TVP3 tutaj…

http://gdansk.tvp.pl/34799038/odc-13112017

 

ASG

Download PDF
Powrót Drukuj stronę