Polscy pracownicy z syndromem sztokholmskim

„Polscy pracownicy są wdzięczni za szanse jakiejkolwiek pracy i gotowi zrobić wszystko, by ją utrzymać. Po sztokholmsku uzależnili się od swoich pracodawców. Zbawców i prześladowców.” – pisze Rafał Woś w artykule „Syndrom sztokholmski” w  dzisiejszym „Dzienniku Gazeta Prawna”.

Autor przytacza słowa polskiej socjolog Moniki Bobako z Uniwersytetu Adama Mickiewicza: „Polskie przemiany można interpretować jako kulturowy rasizm. A więc proces legitymizowania nierówności i wyzysku, zgodnie z którym najpierw wytwarza się pewne charakterystyki upośledzonych ekonomicznie grup społecznych, a potem wskazuje na te same charakterystyki jako przyczynę tych nierówności. Według Bobako to nie jest tak, „że upośledzeni ekonomicznie pracownicy są tylko efektem ubocznym kapitalistycznego społeczeństwa. Odwrotnie, ci upośledzeni są temu kapitalizmowi potrzebni w charakterze rezerwuaru taniej siły roboczej. Są wdzięczni za szansę jakiejkolwiek pracy. I gotowi zrobić wszystko, by te pracę utrzymać. Po sztokholmsku uzależnieni od swoich pracodawców. Zbawców i prześladowców w jednej osobie”.

Woś porusza także temat prekariatu, zwracając uwagę, że młodzi coraz częściej go idealizują, nie zdając sobie sprawy, jakie skutki niesie elastyczne zatrudnienie i niepewność pracy.

„Młodzi idealizują prekariat, zwracając uwagę na jasne strony zatrudnienia: wyższą zapłatę otrzymaną do ręki albo większą wolność spowodowaną brakiem szefa. Brzmi to tak, jakby ziszczała się stara anegdota o tym, że szczeniak owczarka wychowany pod komodą nieuchronnie zamienia się w… jamnika” – tłumaczy Woś. Dowodzi, ze młodzi wychowani w warunkach arcyliberalnego prekaryjnego rynku pracy w III RP nie wiedzą, że etaty, podwyżki, płatne urlopy, wypowiedzenia, wpływanie na kierunek polityki firmy poprzez rady pracownicze nie są fanaberiami tylko normalnymi prawami pracownika. Według badań ekonomisty Paula Gregga z Uniwersytetu w Bristolu, jeśli wchodzący na rynek pracownicy będą otrzymywali niższe pensje, pracując na umowach śmieciowych, najprawdopodobniej także w przyszłości, a nawet do końca swojej kariery zawodowej będą zarabiali mniej niż ich odpowiednicy, którzy otrzymali etaty.

Według autora „permanentna niepewność pracy w połączeniu z brakiem sieci zabezpieczeń społecznych podkopuje cały system, w którym żyjemy. Stanowi barierę dla rozwoju popytu wewnętrznego, wpływa negatywnie na demografię i owocuje wieloma społecznymi patologiami”.

Download PDF
Powrót Drukuj stronę