Polacy strzyżeni przez banki

O znaczących podwyżkach cen w bankach donosi raport przygotowany przez Narodowy Bank Polski, na który powołuje się Dziennik Gazeta Prawna. Niektóre usługi podrożały w drugiej połowie ubiegłego roku nawet o kilkadziesiąt procent, np. koszt polecenia zapłaty, które umożliwia automatyczne regulowanie rachunków, poszybowało w górę o 37 proc.

Jak już informowaliśmy na polskim rynku finansowym mamy pewien wskaźnik daleko przekraczający ten ze strefy euro – 20,18 procent wynosiło u nas na koniec 2013 roku średnie rzeczywiste oprocentowanie kredytów konsumpcyjnych. W strefie euro, skąd pochodzi większość właścicieli banków w Polsce, było ono trzykrotnie niższe i wynosiło 7 procent.

- To nie jest strzyżenie Polaków jak barany, ale obdzieranie żywcem ze skóry. Dotyczy to także kredytów hipotecznych, walutowych i innych. Kredytobiorcy w Polsce są niewolnikami na trzydzieści i więcej lat. Nie daj Bóg  jeszcze zmieni się kurs franka, czy stopy procentowe w Szwajcarii. Przy nędznych wynagrodzeniach w porównaniu z krajami starej Unii okaże się, że część tych osób po windykacji zamieszka w namiotach np. na Stadionie Narodowym – alarmuje w rozmowie z nami Janusz Szewczak, analityk finansów, pracownik naukowy UW, główny ekonomista SKOK.

Z kolei informujący o znaczących podwyżkach cen w bankach raport Narodowego Banku Polskiego został zaprezentowany podczas ostatniego posiedzenia działającej przy NBP Rady ds. Systemu Płatniczego. Analizie poddano oferty 21 największych banków oferujących usługi klientom indywidualnym. Pod uwagę wzięto podstawowe rachunki rozliczeniowe wraz z dołączanymi do nich kartami debetowymi.

Jak podaje DGP z raportu NBP wynika, że w zdecydowanej większości badanych instytucji, bo aż w 16 z 21, doszło do podwyżek prowizji za korzystanie z karty lub konta albo produktów powiązanych z tymi instrumentami.

– Podwyżki cen w tym okresie były reakcją banków na zapowiadaną od miesięcy obniżkę prowizji od obsługi transakcji kartami, czyli interchange oraz na spadający wynik odsetkowy, spowodowany niskimi stopami procentowymi – tłumaczy wzrost cen NBP.

I tak – jak podaje DGP – na przykład Bank Pocztowy wprowadził opłatę za konto w wysokości 5 zł miesięcznie. Wcześniej rachunek był bezpłatny. Podobna zmiana nastąpiła w Raiffeisen Polbanku, tu wprowadzona opłata wyniosła 8 zł. Prowizja w wysokości 2 zł pojawiła się w Euro Banku. Natomiast w DnB Nord prowizja wzrosła z 9 do 15 zł, w Citi Handlowym – z 9,50 do 12 zł, a w BGŻ – z 7,50 do 8 zł. W rezultacie średnia miesięczna opłata za konto osobiste wzrosła z 4,58 zł na koniec czerwca do 4,89 zł na koniec grudnia ub.r., czyli o 6,77 proc.

Jeszcze bardziej podrożały usługi bezpośrednio powiązane z kontem, np. przelewy. Te wykonywane w oddziale – o 14 proc., a telefonicznie – niemal o 11 proc. Potaniały jedynie internetowe – o 13 proc. Ale za to polecenie zapłaty, które umożliwia automatyczne regulowanie rachunków, poszło w górę o bez mała 37 proc.

W przypadku kosztów obsługi kart debetowych wzrost prowizji odnotowano w 7 bankach, m.in. w Citi Handlowym z 5 do 6 zł miesięcznie, w Millennium z 3 do 4 zł miesięcznie i w Aliorze z 5 do 6 zł. Podwyżki te przełożyły się na wzrost średniej prowizji z 3,81 zł w czerwcu do 3,94 zł w grudniu, czyli o 3,41 proc. Raport NBP donosi, że zwiększyły się również koszty poszczególnych czynności wykonywanych kartami, a najbardziej wypłata gotówki z bankomatu obcej sieci – o ponad 25 proc.

 

 

Download PDF
Powrót Drukuj stronę