Pokażmy, że my Polacy nie tylko potrafimy walczyć i pięknie umierać za wartości, ale też zwyciężać.

Rozmowa z dr. Karolem Nawrockim, dyrektorem Muzeum II Wojny Światowej  

Pokażmy, że my Polacy nie tylko potrafimy walczyć i pięknie umierać za wartości, ale też zwyciężać. Budowanie na ofierze krwi jest możliwe, bo dowodzi szacunku dla honoru, dla poświęcenia. Ale potrafimy też skutecznie walczyć i wygrywać. 

- Rozmaite obozy polityczne mają swoje wykładnie prawdy i chcą je forsować. Czy jest możliwa polityka historyczna będąca w zgodzie z metodologią historii?
Karol Nawrocki: My, Polacy jesteśmy w tej dobrej sytuacji, że nie musimy metodologii historii naciągać by pokazać piękne karty z naszych dziejów lat 1939-45 i późniejszych ruchów walczących orężem jak i pokojowo o wolność. Polityką historyczną może, i być powinno, pokazywanie po prostu prawdy, będącej podstawą i celem badań historycznych.

- Nastąpiła próba sił poza pańskim jeszcze udziałem. O co szło w tym sporze? A Spór wokół Muzeum II Wojny Światowej przypomina słowa anarchisty George’a Orwella z profetycznej powieści Roku 1984 „kto rządzi teraźniejszością, w tego rękach jest przeszłość”…

Karol Nawrocki: Trudno mi wchodzić w szczegóły sytuacji przed moim mianowaniem. Wystąpiłbym wówczas w roli komentatora sytuacji, którą śledziłem, lecz w niej nie uczestniczył. Z kolei po reakcjach po moim przyjściu odnoszę wrażenie, że co poniektórym osobom publicznym zabrakło wrażliwości i zrozumienia, że pełnienie roli dyrektora edukacyjnej placówki kultury, wybudowanej wysiłkiem polskich podatników jest misją publiczną, nie zaś działalnością prywatną. Stąd zderzenie między poczuciem odpowiedzialności obywatelskiej, poczuciem misji, a tym co jest skutkiem myślenia o prywatyzowaniu własności publicznej w różnych aspektach. Jest to więc swoista filozofia zawłaszczania.

- Czyli przekonania o racji najwyższej, która sprowadza się do forsowania własnego interesu? Przez kilka dekad poddawani byliśmy, szczególnie nachalnie w latach 90., dyktatowi kreowanych autorytetów, a spór polityczno-historyczny miał swoje źródło w rywalizacji dwóch partyjnych frakcji: natolińskiej i puławskiej w różnych odsłonach… 
Karol Nawrocki: Narzucanie narracji nie jest domeną historyka. Jest nią obiektywne badanie i prezentowanie minionych lat, wieków. W tym natomiast o co pyta Pan redaktor mieści się przekonanie, że tylko własna wersja historii jest tą właściwą, a owe autorytety, do których przywykliśmy przez lata, są niepodważalne. A jednak suweren zdecydował inaczej.

- Wystawa główna ma jakoweś luki? Niektórzy twierdzą, że wymaga uzupełnienia o rolę Kościoła katolickiego, czy ruchu narodowego?
Karol Nawrocki: Widać na tej wystawie niechęć do obiektywnego zaprezentowania zaangażowania i ofiary Kościoła katolickiego i w ogóle chrześcijan w czasie II wojny światowej. Przykładów jest kilka. Choćby pominięcie historii Polaków – duchownych w Wolnym Mieście Gdańsku, postaci księży Franciszka Rogaczewskiego, Mariana Góreckiego, Bronisława Komorowskiego. Brakuje odwołań do papieża Piusa XII i jego pierwszej encykliki. Tablice wprowadzające do obozów koncentracyjnych nie wymieniają wśród więźniów i ofiar religii, nie tylko chrześcijan, ale choćby i Świadków Jehowy.

- Czuje się pan politycznym funkcjonariuszem, figurantem politycznym i komisarzem w jednym, jak pana określa prezydent Gdańska? 
Karol Nawrocki: Pan Paweł Adamowicz nie jest w stanie mnie obrazić. Wykazywał się bowiem swoistym, można by rzec schizofrenicznym, podejściem do historii i rzeczywistości. Oto jednego dnia potrafi złożyć kwiaty i zapalić znicz żołnierzom sowieckim, by chwilę po tym odsłaniać aleję Żołnierzy Wyklętych. Rano idzie w niedzielę do kościoła by tego samego dnia otwierać paradę gejów i lesbijek i wzywać wszystkich chrześcijan do uczestniczenia w tym wydarzeniu. Ciężko tego typu dysonanse traktować poważnie. Ponadto od ponad ćwierćwiecza pan Adamowicz jest politykiem. Ba! był ważnym funkcjonariuszem partyjnym Platformy Obywatelskiej, a od roku, walcząc z obecnym rządem, sprowadza politykę do Gdańska. Po tych doświadczeniach i jego rozmaitych deklaracjach nie mogę poważnie traktować słów pana Adamowicza. Brzmią zabawnie. Jeśli ja jestem funkcjonariuszem politycznym, to kim on jest? Nie jestem członkiem partii politycznej. Jestem historykiem.

- Prezydent Paweł Adamowicz nie rozbije pana w pył, ale też nie staniecie razem na bokserskim ringu…

Karol Nawrocki: W ringu Pan Paweł Adamowicz musiałby bezsprzecznie uznać moją wyższość. To nie dziwi, bo nie jest bokserem a zawodowym politykiem. Ale również jego kariera była od samego początku dedykowana wyłącznie sukcesowi politycznemu. W wieku zaledwie 24 lat bez doświadczenia został prorektorem na Uniwersytecie Gdańskim. Od wczesnych lat 90 był w rozmaitych partiach politycznych. Był o kilka lat młodszy ode mnie gdy został przewodniczącym Rady Miasta i bodaj o rok, gdy został prezydentem miasta, z politycznego układu w ówczesnej radzie. Prezydent Adamowicz nie przyjął mojej propozycji współpracy. Szkoda. Miałem nadzieję, że razem z magistratem będziemy pracować dla dobra Westerplatte i muzeum. Prezydent zachował się inaczej, nie uszanował wyjątkowości Westerplatte – ważniejsze okazały się odruchy polityczne.

- Wracając do historii. Jak o niej uczyć, tak aby nie zniechęcić, nie przedobrzyć, skoro przez lata całe po 1989 roku to środowiska pozaszkolne, jak kibice, rekonstruktorzy, wydawcy książek i albumów wywoływali z niepamięci postaci Żołnierzy Niezłomnych, czy zwracały uwagę na rolę ruchu narodowego w czasie okupacji i po niej?

Karol Nawrocki: To był problem poprzednich rządów już wyłonionych w demokratycznych wyborach. Nie było woli. W Gdańsku zaś mieliśmy do czynienia z realnym zmaganiem się o pamięć. Dbanie o przywracanie pamięci spadło na organizacje społeczne oraz Instytut Pamięci Narodowej. Obecnie tę rolę przejmuje państwo polskie doceniając pomijanych ludzi „Solidarności”, żołnierzy podziemia antykomunistycznego etc. Trzeba uczyć tak, by wydarzenia historyczne były zrozumiałe i podane w sposób przyswajalny dla młodszego pokolenia. Stąd sięganie po formułę komiksu, filmu, by dobrać narzędzia do opowiadania o historii. Tę samą, prawdziwą historię opowiadać w sposób zrozumiały dla kolejnych pokoleń.

- Odnoszę wrażenie, że my nazbyt celebrujemy nasze klęski, poczynając od Powstania styczniowego Powstania warszawskiego, 1939 roku. Gubi się w tym generał Maczek, generał Anders, sforsowanie Wału pomorskiego, sukcesy podziemia niepodległościowego, sukcesy wywiadu. Może warto sięgnąć po postaci z krwi i kości, mające w sobie i wielkość, ale i chwile słabości, po bohaterów, awanturników z gotową historią  na film, jak Jan Zumbach z Dywizjonu 303?
Karol Nawrocki: Jest właśnie czas na pokazanie też tych, którzy wygrywali, na budowanie w oparciu o osiągnięcia tych, którzy naprawdę wyzwalali Europę – jak generałowie Anders i Maczek. Pokażmy, że my Polacy nie tylko potrafimy walczyć i pięknie umierać za wartości, ale też zwyciężać. Budowanie na ofierze krwi jest możliwe, bo dowodzi szacunku dla honoru, dla poświęcenia. Ale potrafimy też skutecznie walczyć i wygrywać. Przypomnę  rok 1920, sukcesy oręża i kryptologów w latach II wojny światowej, złamanie szyfru Enigmy. A z postaci ważnych, potrafiących pięknie żyć w czasie i wojny i pokoju choćby rotmistrza Witolda Pileckiego…

- Rotmistrz powinien być bohaterem świata. Tak się z różnych powodów nie stało. Był on swoistym wyrzutem sumienia dla wielu, gdy jego relacje z obozu Auschwitz, podobnie jak Jana Karskiego, nie wywołały skutecznej akcji aliantów…
Karol Nawrocki: Rotmistrz powraca, ale powinniśmy też procesowi przywracania pamięci o nim pomóc. W muzeum, na placu imienia Władysława Bartoszewskiego mamy tylko dwa zdjęcia legitymacyjne i kilka zdań o Witoldzie Pileckim. A jest to postać, o której powinniśmy przypominać. Nazwisko patrona placu Władysława Bartoszewskiego pozna więc każdy kto zechce odwiedzić muzeum. Czy zwróci uwagę na postać, której poświęca się minimum miejsca? Tracimy więc doskonałą okazję do opowiadania o naszych bohaterach. Gubimy ją nie pokazując rotmistrza w miejscu, które zobaczą ludzie z całego niemal świata.

- Od historyków na Pomorzu wymagać otwarcia się na kolejne tematy badawcze, jak działalność wywiadu i kontrwywiadu w okresie międzywojennym…
Karol Nawrocki: Przy tej okazji wymienię choćby kapitana Antoniego Kasztelana, postać nazbyt mało znaną, szefa kontrwywiadu Obrony Wybrzeża. Wspomnę też, że pracownik Muzeum Westerplatte dr hab. Wojciech Turek napisał bardzo interesującą książkę o przedwojennym obozie narodowym w Gdyni. Książka się nie przebiła. Badania trwają. Takie otwarcie badawcze jest niezbędne.

- Zatem zachęcamy do odwiedzenia Muzeum II Wojny Światowej…
Karol Nawrocki: Od kwietnia przybyło nam do zbiorów 160 nowych pamiątek. Zachęcamy i do przekazywania nam eksponatów i do odwiedzenia Muzeum.

Rozmawiał Artur S. Górski. Wywiad ukazał się w piątkowej „Gazecie Gdańskiej”

Download PDF
Powrót Drukuj stronę