Płażyński: Solidarnościowy zryw zasługuje na prawdę i pamięć. W ECS się jej nie doczekamy

Rozmowa z mec. Kacprem Płażyńskim, przewodniczącym Klubu Radnych PiS w Radzie Miasta Gdańska

Rozmawia Artur S. Górski

Zrezygnował pan po pół roku z zasiadania w Radzie ECS. Tak szybko przyszło rozczarowanie? Zniechęcił się pan, czy może, tak jak NSZZ „Solidarność:, który już w lutym oficjalnie ogłosił, że to „upolityczniona instytucja, która zamiast łączyć dzieli”, uznał pan, że szkoda czasu?

- Tu nie chodzi o rozczarowanie czy czas. Chciałem rzetelnie spełniać swoją funkcję, czyli kontrolować sposób działania ECS. To instytucja finansowana z publicznych pieniędzy, nadzór jest więc niezbędny. Okazało się jednak, że mimo moich szczerych chęci nie jestem w stanie wywiązać się z tego obowiązku. Obecny dyrektor ECS nie rozumie potrzeby zewnętrznej kontroli, nie chce w żaden sposób współpracować z ludźmi spoza swojej politycznej grupy. Dopóki Basil Kerski będzie kierował ECS, nie ma szans na to, żeby centrum było czymkolwiek innym, niż partyjną przybudówką PO. Nie chcę firmować swoim nazwiskiem ekscesów w stylu ostatnich występów Fransa Timmermansa. „Solidarność” i rząd tworzą nową instytucję upamiętniającą piękną historię związku, wiążę z nią duże nadzieje. Solidarnościowy zryw zasługuje na prawdę i pamięć. W ECS się jej nie doczekamy.

Przez lata w Gdańsku hołubiony był – i jest, Günter Grass. Czy naszą rolą jest gloryfikacja pisarza, którzy dla wielu stał się „persona non grata”? Nie mamy swoich bohaterów, a może się ich wstydzimy?

 - Gloryfikowanie esesmana to oczywisty skandal. I nie ma tu nic do rzeczy, że był on wybitnym pisarzem. Czczenie Grassa to też element budowania tożsamości miasta wokół nostalgicznego obrazu Wolnego Miasta Gdańska. Tymczasem Wolne Miasto Gdańsk, miasto Güntera Grassa, było tworem antypolskim, zdominowanym i rządzonym przez NSDAP. Niemcy gdańscy prześladowali i mordowali Polaków. To czarna karta w historii miasta i jako taka zasługuje na potępienie. Na ostatniej sesji Rady Miasta daliśmy Platformie i ekipie pani Dulkiewicz szansę na to, by mogli odciąć się od tego dziedzictwa. Nie chcieli oni jednak zagłosować za uchwałą oddającą cześć ofiarom rozpętanej przez Niemców II wojny światowej i wskazującej na prawdziwy charakter Wolnego Miasta. Przyznam szczerze, że nie potrafię tego skomentować.

 Dla naszego Gdańska symboliczne są Westerplatte, Poczta Polska i zaniedbana Gedania, położone w Dolnym Wrzeszczu boisko. Tymczasem dyktat biznesu i dziwaczne gumkowanie historii sprawia, że to miejsce może stracić swój charakter?

- Westerplatte zajmie się na szczęście rząd. Dla Gedanii też jest nadzieja. Działania, które prowadzimy wraz z mieszkańcami Wrzeszcza zablokowały plany stworzenia tam kolejnego osiedla mieszkaniowego. Czekamy na rozstrzygnięcia sądu. Przedwojenni gedaniści muszą być odpowiednio upamiętnieni. Teren Gedanii musi służyć mieszkańcom, a nie deweloperom.

 Zaczynał pan działalność publiczną od prawnego zwalczania wprowadzanych prawem kaduka odpłatnych miejsc parkingowych. Czy jest recepta na zamykanie całych kwartałów miast poprze podnoszenia opłat za parkowanie, co jest też uciążliwe dla mieszkańców?

- Rozciąganie strefy płatnego parkowania w nieskończoność nie jest żadną receptą na uporządkowanie miasta. Zwłaszcza, jeśli robi się to arbitralnie, bez konsultacji z mieszkańcami. W Gdańsku nie ma niestety przemyślanej polityki transportowej, rządzi chaos i doraźne działania. Moim zdaniem ten chaos się pogłębia. Ale pewnie tak być musi, skoro w ratuszu wciąż trwają jakieś polityczne happeningi. Brakuje czasu i energii na przyziemne sprawy.

 Czy Gdańszczanie powinni dowiedzieć się, za co zapłacił Urząd Miasta 50 tysięcy złotych? Czy za jeden z wywiadów, czy za rozmowę dziennikarza z prezydent Dulkiewicz 4 czerwca tego roku?

- Nie wiem, za co zostały wypłacone te pieniądze. Rozmowy z panią prezydent nie czytałem i nie oglądałem, więc trudno mi powiedzieć, czy była warta tej kwoty. A już zupełnie poważnie: gdańszczanie powinni wiedzieć na co wydawane są publiczne pieniądze. Jeśli wydano je na budowanie prywatnej kariery pani prezydent, mamy do czynienia z poważnym nadużyciem.

 Czy ma sens, a jeśli tak to jaki, utrzymywanie redakcji miejskiego portalu gdansk.pl, który staje się przyczyną wizerunkowych kłopotów Gdańska (vide groteskowe obwieszczenia tyczące obchodów rocznicy wybuchu II wojny światowej). Czy rolą magistratu jest utrzymywanie redakcji?

- Z punktu widzenia mieszkańców miasta nie ma to oczywiście żadnego sensu. Myślę, że także władzom nie jest potrzebny ten swoisty wydział propagandy medialnej. Niemal wszystkie gdańskie redakcje i tak sprzyjają przecież wyraźnie pani Prezydent i Platformie. Nie wierzę jednak, że Gdańsk.pl zostanie zamknięty czy odchudzony. Mogę się wręcz założyć, że będzie coraz bardziej kosztowny w utrzymaniu. Taki jest styl Platformy, taki jest styl ekipy pani Dulkiewicz.

 Przed panem nie lada zadanie, czyli sprostanie legendzie pańskiego ojca, który w nieco innej formule życia publicznego pełnił polityczne i społeczne role. Co będzie pańskim priorytetem w Sejmie, o ile wyborcy wskażą, że to pan ma ich reprezentować? Kwestie kulejącego wymiaru sprawiedliwości, styk samorządu i państwa, interioru i metropolii, rodacy na Wschodzie?

Służyłem ludziom kiedy angażowałem się w rozmaite projekty społeczne, służę im jako radny i chcę nadal służyć, jeśli mieszkańcy Pomorza zdecydują, że mam być ich posłem. Wszystkie wymieniane przez Pana obszary są z pewnością istotne i we wszystkich jest dużo do zrobienia. Tak naprawdę jednak to wyborcy będą wyznaczali obszar mojej aktywności. Zrobię wszystko, by nie zawieść ich oczekiwań.

Rozmowa ukazała się w piątkowej Gazecie Gdańskiej

 

Download PDF
Powrót Drukuj stronę