PIP punktuje szefów Igloportu

Okręgowy Inspektorat Pracy w Gdańsku domaga się w sądzie w Gdyni ukarania Macieja Duszyńskiego, prezesa Igloportu oraz Przemysława Petryniaka, kierownika jednego z działów spółki wskazując na nieprawidłowości dotyczące postępowania wobec Władysława Warkusza, pracownika firmy i członka „Solidarności”. Twierdzi on, że z powodu przynależności związkowej kierownik źle go traktował, a pracodawca nie chciał mu uznać wypadku przy pracy.

– W Igloporcie pracowałem 13 lat, przez ostatnie lata w magazynie. Uważam, że byłem sumiennym pracownikiem, dlatego ta historia z wypadkiem była dla mnie przykra i niezrozumiała – relacjonuje Władysław Warkusz.

Do wypadku doszło 3 lipca 2015 roku. Na Władysława Warkusza spadło kilka kartonów z palety, każdy z nich ważył około 15 kg.

– Doznałem urazu stawu kolanowego, między innymi pęknięcia łękotki – opowiada Władysław Warkusz. – Lekarz zalecił, abym nie nosił ciężarów powyżej 10 kg, ale kierownik nie brał tego pod uwagę. Potem kierownik skierował mnie do jeszcze cięższych prac. Musiałem ciągnąc palety po 500 – 800 kilogramów.

Na dodatek nie przeprowadzono w spółce postępowania powypadkowego. Władysław Warkusz poprosił się więc o pomoc Komisję Zakładową NSZZ „Solidarność” działającą w Igloporcie.

– Komisja Zakładowa zwróciła się do pracodawcy o uznanie wypadku przy pracy. Minął już miesiąc od wypadku. Uznaliśmy, że to stanowczo zbyt długi czas oczekiwania – mówi Karolina Rydzewska, przewodnicząca „Solidarności” w Igloporcie.

Władysław Warkusz utrzymuje, że konsekwencją wykonywania ciężkiej pracy, niezalecanej przez lekarza, są jego poważne problemy ze stawem kolanowym.

– Kolano cały czas mnie boli, mam problemy z chodzeniem po schodach. Lekarz zapowiedział, że czeka mnie operacja – opowiada Władysław Warkusz.

Poszkodowany w wypadku opowiada, że potem pracodawca chciał się go pozbyć i wyznaczył mu prace sprzątające, choć miał uprawnienia między innymi na wózki widłowe.

– Czułem się upokorzony. W końcu otrzymałem naganę za to, że w magazynie znajdują się odchody szczurze. Jakbym ja miał jakikolwiek wpływ na to, że są tam szczury – opowiada Władysław Warkusz.

Pracodawca ostatecznie zwolnił Władysława Warkusza z pracy. Natomiast Okręgowy Inspektorat Pracy w Gdańsku badając na wniosek Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” w Igloporcie sprawę wypadku Władysława Warkusza dopatrzył się zaniedbań i skierował sprawę do sądu. Pierwsza sprawa odbyła się 8 lutego 2017 roku w Sądzie Rejonowym w Gdyni.

– Badając sprawę wypadku Władysława Warkusza dopatrzyliśmy się nieprawidłowości polegających na tym, że Przemysław Petryniak, przełożony Władysława Warkusza nie zgłosił wypadku przy pracy w 2015 roku i nie powiadomił o tym pracodawcy. Pan Petryniak będąc kierownikiem działu był odpowiedzialny za stan BHP i powinien podjąć działania wyjaśniające dotyczące ustalenia wypadku. Nie powołano także zespołu powypadkowego – tłumaczy Krzysztof Lisowski, zastępca Okręgowego Inspektora Pracy w Gdańsku.

W trakcie badania sprawy inspektorzy PIP ustalili także, że Władysław Warkusz miał również wypadek rok wcześniej, w 2014 roku, a pomimo tego pracodawca nie podjął żadnych działań wyjaśniających. Dlatego Okręgowy Inspektorat Pracy w Gdańsku skierował także wniosek do sądu przeciwko Maciejowi Duszyńskiemu, prezesowi spółki Igloport.

– Na szczęście nie pracuje już w Igloporcie. W nowej firmie czuję się szanowany przez kierowników. Ale chciałbym, żeby sprawiedliwości stało się zadość – mówi Władysław Warkusz.

zola

Download PDF
Powrót Drukuj stronę