Dlaczego związkowcy powinni być w samorządzie – Piotr Gierszewski

Piotr Gierszewski – od 16 lat radny Rady Miasta Gdańska. Pracuje w Komisji Edukacji oraz Komisji Spraw Społecznych i Ochrony Zdrowia. Cały czas jest aktywnym związkowcem, członkiem Sekcji Oświaty i Wychowania Regionu Gdańskiego NSZZ „Solidarność” oraz przewodniczącym koła „S” w Zespole Szkół Podstawowych i Gimnazjum nr 29 w Gdańsku.

Piotr_Gierszewski

Czy związkowiec powinien działać w samorządzie?

– Faktycznie czasem można by odnieść wrażenie, że jest „jakby nie po drodze”. Z jednej strony bowiem jako radny reprezentuję organ prowadzący placówki oświatowe, z drugiej jako związkowiec je nadzorujący. Były takie zdarzenia, kiedy związkowcy opowiadali się za czymś, a Rada Miasta miała inne zdanie. W praktyce jednak okazywało się, że moje doświadczenie samorządowe było przydatne dla Związku i odwrotnie doświadczenie związkowe przydawało się Radzie Miasta.

Co udało się Panu przeforsować w Radzie Miasta, reprezentując interesy związkowców?

– Dzięki mojej inicjatywnie jako przewodniczącego Komisji Edukacji udało się doprowadzić do tego, że związki oświatowe w Gdańsku, zrzeszające 2500 pracowników uczestniczą na stałe jako partner społeczny we wszystkich posiedzeniach Komisji. Mają więc wpływ merytoryczny na podejmowane przez nią decyzje. Związki zawodowe są uczestnikami Gdańskiej Rady Oświaty, działającej przy RMG. Niestety inaczej wygląda współpraca z prezydentem Gdańska Pawłem Adamowiczem, który od pół roku nie zaprasza „Solidarności” na żadne oficjalne spotkania i uroczystości.

Związkowcy mówią, że działanie w „Solidarności” buduje wrażliwość społeczną.

– To prawda, to doświadczenie pozwala mi reagować na politykę miasta z perspektywy pracowników, społeczeństwa. Moja aktywność związkowa przełożyła się na konkretne efekty. W Komisji Edukacji, co roku do budżetu Miasta wnioskuję m.in. o podwyżki płac dla grupy najsłabiej wynagradzanej w oświacie: administracji i obsługi. I udało się uzyskać podwyżki wynagrodzeń o ok. 80 zł. Kolejnym sukcesem było utworzenie funduszu szkoleniowego, jego wysokość ustala Rada Miasta, a z którego korzysta wiele osób, nie tylko związkowców.

Walczył Pan także z próbą zlikwidowania przez miasto szkół i przedszkoli.

Na szczęście udało się zapobiec likwidacji Zespołu Szkół Specjalnych na Wita Stwosza oraz Szkoły Podstawowej na Obywatelskiej. Zapobiegliśmy także prywatyzacji przedszkoli. Umożliwiły to kryteria, które wprowadziliśmy, tj. zgoda dyrekcji oraz ponad połowa podpisów pracowników, ale także akceptacja 51 proc. rodziców. Okazało się, że ten ostatni wymóg zaważył na ocaleniu przedszkoli, bo większość rodziców nie zgadzała się na to. W sumie sprywatyzowano tylko dwa przedszkola.

Jakimi problemami chciałby się Pan zająć w Radzie Miasta w nowej kadencji?

– Jest wiele tematów, którymi chciałbym się zająć. Szczególnie na sercu leżą mi te, które są zbieżne z postulatami związkowymi. Na przykład konieczne jest uaktualnienie układu zbiorowego pracy dla pracowników oświaty w Gdańsku. Ten temat w obecnej kadencji nie został jeszcze rozwiązany. Prezydent Paweł Adamowicz nie chciał otworzyć tej puszki Pandory.

Podsumowując: dlaczego związkowcy powinni być także w samorządzie?

– Oświata w Gdańsku to największy zakład pracy, zatrudniający 12,5 tys. ludzi w ok. 200 placówkach, pochłaniający jedną trzecią budżetu miasta we wszystkich sferach (ok. 850 mln zł). Ważne więc, aby w gronie decydującym znalazło się przedstawicielstwo związkowe. Bo to my, związkowcy możemy wpływać na wrażliwość społeczną. Tak, aby wydawać pieniądze nie efektownie, a efektywnie.

Moje hasło wyborcze w pełni oddaje moje nastawienie do pełnienia funkcji radnego – Gdańszczanie: Mieszkamy razem, wygrajmy razem. Bo tu nie chodzi o wygraną w wyborach, tylko wygranie, czyli rozwiązanie ważnych problemów dotyczących naszego miasta i mieszkańców. Przecież Gdańsk to nie tylko autostrady i mosty, ważna jest także o sferę społeczną.

Rozmawiała Olga Zielińska

fot. bip.gdansk.pl

Download PDF
Powrót Drukuj stronę