Piotr Gierszewski – mówię do nauczycieli: Nasze propozycje są realne. Doświadczenie związkowe mi pomoże

Rozmowa z radnym Piotrem Gierszewskim, kandydatem z listy PiS do Rady Miasta Gdańska w okręgu obejmującym Piecki-Migowo, Jasień, Siedlce i Suchanino

– Czy najbliższe wybory samorządowe będą plebiscytem za czy przeciw procesowi zmian wprowadzanych przez Zjednoczoną Prawicę?

– Polityka centralna będzie miała znaczenie. Wyborcy będą kierowali się oceną wdrożonych rozwiązań w sferze programów wspierających rodzinę. W wyborach samorządowych w myśl porzekadła „koszula bliższa ciału” mieszkańców interesuje jednak przede wszystkim to, co kandydaci mogą zapewnić w ich najbliższym otoczeniu, w dzielnicy, dla komfortu życia. Są składane rozmaite obietnice. Warto więc przyjrzeć się temu, co kandydaci już zrobili dla Gdańska i dla jego mieszkańców.

– Jak, być może przyszły wiceprezydent Gdańska i doświadczony radny, a jednocześnie związkowiec z „Solidarności”, widzi swoją rolę?

– Można powiedzieć, że jestem samorządowym rekordzistą. Jeśli zostanę wybrany, to będzie to moja szósta kadencja. Od 1998 roku do tej pory mieszkańcy obdarzali mnie zaufaniem. To jest moja rekomendacja. A w Związku jestem od 1989 roku. „Solidarność” to wartość nadrzędna. Nie jest to szyld czy sztandar, który od czasu do czasu ktoś chce chować do szafy. Nie zmieniam swych poglądów i dlatego jestem w PiS. Nie mam wewnętrznych barier w dostrzeganiu potrzeb społecznych. Jeśli, obok mecenasa Kacpra Płażyńskiego, wejdę do urzędu jako wiceprezydent od polityki społecznej, to trzeba będzie zweryfikować nieco punkt widzenia ze związkowego na urzędowy. Ale bez obaw. Tym będzie łatwiej prowadzić dialog, że znam drugą stronę i jej problemy. Najpewniej rychło dojdziemy do konsensusu. Nasz kandydat Kacper Płażyński na ręce przewodniczącej Komisji Międzyzakładowej NSZZ „Solidarność” Pracowników Oświaty i Wychowania Bożeny Brauer złożył deklarację na pierwszą kadencję…

– Co ta deklaracja zawiera?

– W sferze oświatowej program Kacpra Płażyńskiego składa się z kilkunastu podrozdziałów. Stawiamy na efektywność, na rozwiązania, które są potrzebne i są proste. Mimo to napotykaliśmy przez lata na opór obecnej ekipy. Widzimy potrzebę rozszerzenia autonomii szkół, choćby poprzez dobrowolność uczestnictwa w Centrum Usług Wspólnych, które już cztery razy zawiodło, opóźniając nauczycielskie wypłaty, zapowiadamy utworzenie funduszu remontowego przy każdej szkole i wybudowanie nowej gdańskiej bursy. Zapewnimy każdemu chętnemu uczniowi podczas ferii i wakacji dwutygodniowe zajęcia rekreacyjno-sportowe. We wszystkich szkołach. Nauczyciel otrzyma za nie pełne wynagrodzenie. Z takim przekazem idziemy. Do nauczycieli mówię: „Nie lękajcie się!” Czeka was ewolucja, nie rewolucja.

– Rewolucję zarządziła minister Zalewska, budząc niepokoje i przewracając system oświatowy, zamiast zadbać o prestiż zawodu nauczyciela.

– MEN nam zafundowało rewolucję. Stąd protesty. Są nadzieje, ale i troski, bo oświata niedobrze znosi rewolucje. Nasz program dla gdańszczan nie jest filozofowaniem, lecz prostym przekazem, jak można, w proporcjach do budżetu, za niewielkie pieniądze, dokonać pozytywnych zmian w edukacji.

– Niewielkie pieniądze? Czyli ile i na co je chcecie wydać?

– Chodzi o to, by w porozumieniu ze środowiskiem oświatowym, ze związkami zawodowymi, mądrze wydać te pieniądze. Obecne władze Gdańska mają dziwaczną awersję do dialogu ze związkami zawodowymi, szczególnie z „Solidarnością”, która artykułuje swoje postulaty i nie boi się krytykować magistratu. Napotykamy na opór. Przykład? Dzisiaj wychowawstwo to dodatek 100–150 złotych brutto. My podniesiemy dodatek funkcyjny za trud wychowawstwa klasy do 300 złotych. Dla obecnej ekipy to była bariera nie do przejścia 5 milionów złotych w skali roku. Nasze propozycje to razem 15 milionów złotych.

– Godziny pozalekcyjne będą zachowane?

– Uwaga! W Gdańsku nie ma ani jednej godziny płatnej zajęć pozalekcyjnych. W statystykach urząd chwali się tysiącami godzin zajęć pozalekcyjnych, ale dla nauczycieli niepłatnych. To jest praca w wymuszonym wolontariacie, za „Bóg zapłać!”. Dwie godziny PO dyskretnie dopisała do pensum. I to pokutuje, na zasadzie inercji. Wprowadzimy jedną godzinę zajęć do dyspozycji dyrektora, ale za nią nauczyciel otrzyma sto procent odpłatności. I żeby było jasne! Za rok szkoła w Kokoszkach wraca pod skrzydła miasta.

– Podczas konwencji wyborczej wasz kandydat Kacper Płażyński mówił o wybudowaniu pięciu przedszkoli i dziesięciu żłobków. To kolosalny wydatek…

– Bez obaw. Będziemy współpracować z rządem, a przecież w skali kraju zwiększy się w 2019 roku do 450 milionów złotych dofinansowanie dla samorządów, które stworzą nowe miejsca w żłobkach w ramach programu „Maluch plus”. W nowej edycji programu rozwoju miejsc w instytucjach opieki nad dziećmi podniesiona będzie kwota na utworzenie jednego miejsca opieki żłobkowej z 20 tysięcy do 30 tysięcy złotych.

– Za rok zderzą się dwa roczniki w szkołach średnich…

– Mamy na to receptę. Są w rezerwie cztery budynki po szkołach. Potrafimy je zagospodarować. Warto promować szkolnictwo zawodowe. Mamy w formie grantu 50 milionów złotych na rozbudowę bazy szkolnictwa zawodowego.

– Gdańszczanie nie garną się do zawodówek…

– Ale rynek pracy jest rynkiem fachowego pracownika. Skoro nie będziemy w stanie obsadzić szkół zawodowych uczniami z Gdańska, wyciągniemy rękę do dzieci z powiatów ościennych.

– Może i rodzice, w myśl przekonania, że grunt to zawód, chcieliby wysłać dzieci do Gdańska, ale są koszty…

– I dzieci zechcą, i rodzice podołają. Dzisiaj prezydent Adamowicz zwija bursę. A bursa jest placówką oświatową, w której miejsce jest za 150 złotych i za 250 złotych pełne wyżywienie. Mamy plan wybudowania bursy na 350 miejsc do obecnych 250 miejsc. Mamy dwie lokalizacje z dobrym dojazdem. Wypełnimy szkoły zawodowe i zyskamy potencjalnych pracowników.

– A co z obecnymi, nieraz w złym stanie technicznym, budynkami?

– To jest kwestia zaufania społecznego…

– To znaczy?

– Czyli fundusz remontowy do dyspozycji dyrektora, wyliczony na 40 złotych na jednego ucznia na cele remontowe i inwestycyjne. Do tego co druga złotówka z zysku z wynajmu pomieszczeń szkolnych, hali, boiska, basenu zostanie w szkole do dyspozycji dyrekcji, aby nie żebrać o pieniądze na malowanie, na wymianę okna, na trawnik. Jeśli dyrektor czuje się mocny w fakturach, w obiegu księgowym, ma księgowego, nie będzie musiał korzystać z Centrum Usług Wspólnych.

– Trzeba mieć co fakturować…

– Nasze propozycje w skali roku to 15 milionów złotych, w relacji do 3 miliardów 300 milionów złotych budżetu miasta.

– Te 15 milionów wiceprezydent Gierszewski wyciągnie z czyjego portfela?

– Nie zamierzam niczego wyciągać. Są budynki i działki, które już nie służą celom oświatowym. Miasto wyzbyło się już kilkunastu nieruchomości po szkołach. Ani jedna złotówka nie trafiła na potrzeby oświaty. Jedna tylko działka po zlikwidowanej szkole przy ul. Powstańców Warszawskich jest wyceniona na kilkadziesiąt milionów złotych (po wywiadzie dotarła informacja, iż za działkę jeden z deweloperów zapłaci 70 mln zł – dop. red.). Na dodatki funkcyjne, na remonty, na zajęcia w ferie wystarczy? Wystarczy! W myśl pomysłu „Szkoła za szkołę” wprowadzamy zasadę: sprzedajesz grunt szkolny, budujesz szkołę. Nasze propozycje są realne. Trzeba jednak woli i solidarności. Doświadczenie związkowe mi pomoże.

Rozmawiał Artur S. Górski 

 

Download PDF
Powrót Drukuj stronę