Parapaństwo w sądach – sędzia na telefon

Jak pokierować przebiegiem sprawy w gdańskim sądzie? Zadzwonić do prezesa Sądu Okręgowego w Gdańsku jako urzędnik Donalda Tuska i pracownik kancelarii premiera. Można wówczas wywiedzieć się o progresie w toku postępowania. Sędzia będzie spolegliwy – wszak telefonuje urzędnik z Kancelarii! „Gazeta Polska Codziennie” przeprowadziła prowokację.

Dziennikarz podający się za asystenta ministra Tomasza Arabskiego poprosił o rozmowę z prezesem Sądu Okręgowego w Gdańsku – Ryszardem Milewskim. Temat – kiedy rozpatrzyć wniosek o ewentualny areszt lub jego uchylenie dla Marcina P., lidera piramidy finansowej Amber Gold, by zadośćuczynić wymaganiom i woli rządu oraz kto z sędziów powinien się tematem zająć, a nawet który z nich ma dostąpić zaszczytu spotkania z samym premierem. Nie pierwszy to ruch w stronę władzy sędziego Milewskiego. Już raz podpadł, gdy media ujawniły, że jego dom wizytował jeden z biznesmenów oskarżonych o korumpowanie samorządowca w 2009 roku. Konsekwencji nie poniósł, mimo wątpliwej etycznie sytuacji. Ba, nawet awansował na prezesa gdańskiego sądu.

Gdyby nie nagranie udostępnione przez niezalezna.pl moglibyśmy pomyśleć, że to scenariusz tragikomedii. Niestety nie. To kolejny dowód – po aferze piramidy Amber Gold, bezczynności organów wymiaru sprawiedliwości i nie dających się wytłumaczyć inercji tak prokuratury, jak sądu oraz po nadwyraz gorliwej akcji organów ściganie w „aferze im. Lenina”. W tej „leninowskiej” sprawie gdański wymiar sprawiedliwości poważnie wziął się do pracy. W czwartek, 20 września o godz. 9.00 w Komendzie Wojewódzkiej Policji w Gdańsku przy ul. Okopowej zeznania w sprawie „Lenina” złoży przewodniczący Piotr Duda. Szef „Solidarności” będzie jako świadek odpowiadał na pytania o okoliczności usunięcia z bramy Stoczni Gdańskiej imienia jej dawnego bolszewickiego patrona – „Lenina”. Po pięciu dniach od akcji likwidacji „Lenina” już do budynku Komisji Krajowej „S” wkroczyła policja z nakazem prokuratorskim – żądając, pod groźbą przeprowadzenia rewizji, wydania liter z napisu. I litery zostały wydane policji, która pieczołowicie zdjęła z nich odciski palców. Prowadząca sprawę Prokuratura Rejonowa Gdańsk-Oliwa, za pośrednictwem policji, zażądała również imiennej listy członków Komisji Krajowej „S”. Dla wymiary sprawiedliwości Lenin” stał się materiałem dowodowym. Przy akcji zabezpieczenia „Lenina” okazało się, że gdańska policja i prokuratura działają nader sprawnie. Tropiąc afery? Szukając wytrwale mocodawców i „ochroniarzy” lidera grupy Amber Gold Marcina P. O nie! Tropiąc aferę im. Lenina. Nic więc dziwnego, że i sam prezes Sądu Okręgowego w Gdańsku, osoba z racji piastowanej funkcji niezwykle wpływowa, wykazał się gorliwością. Władza dzwoni, a urzędnik, sędzia teoretycznie niezależny, stoi na baczność.

– Jak ten facet w „Misiu”, który dostał polecenie, że ma natychmiast paszporty załatwić i to na poduszkach. Nie sprawdza w ogóle, kto do niego dzwoni. Wystarczy, że się ktoś zapyta „Jak tam w waszym życiu osobistym?”, co dla widza było jasną formułką, kogo bohater filmu udawał – komentuje sytuację publicysta Rafał Ziemkiewicz.

Ta gangrena sądownictwa bierze się z prostej przyczyny. Kondycji sędziów i prokuratorów. Ludzie ci studiowali w PRL, nasiąkali schematami, stylem myślenia czynownika. Partia rozkazuje państwu – to slogan niestety nie przebrzmiały i nie dotyczy tylko bolszewii. Na to nakłada się coś, co miało służyć niezależności, a służy bezkarności. De facto Krajowa Rada Sądownictwa, samorząd sędziowski, broni immunitetów sędziów nawet tych stalinowskich. Sąd Najwyższy przyjął zaś uchwałę zdejmującą odpowiedzialność z sędziów stanu wojennego. Przykłady można mnożyć. Zobaczymy więc jak KRS zachowa się w sprawie sędziego z Gdańska.

Nagranie rozmowy z Milewskim ujawnia relacje na linii władza – wymiar sprawiedliwości. Aż żal było słuchać, gdy prezes Sądu Okręgowego w Gdańsku Ryszard Milewski w rozmowie (nie istotne, że to dziennikarz z nim rozmawiał „pod przykryciem” – istotne jak reagował i jak oraz co deklarował sędzia) z urzędnikiem kancelarii Donalda Tuska prosi o instrukcje, czy przyspieszać posiedzenie sądu w sprawie aresztu Marcina P., prezesa Amber Gold. Gdy sekretarka prezesa sądu usłyszała, że dzwoni urzędnik z Kancelarii Premiera, natychmiast połączyła go z prezesem Milewskim. Sprawa ujrzała światło dzienne, gdy w czwartek dziennik GPC i strona portalu niezalezna.pl ujawniły nagranie kompromitującej rozmowy.

Tego dnia Jarosław Gowin, minister sprawiedliwości, oświadczył na konferencji prasowej, że złoży wniosek o odwołanie prezesa Sądu Okręgowego w Gdańsku. Nie miał wyjścia.

– Nie może być zgody na to, by w polskich sądach pracowali ludzie, którzy gotowi są przyjmować zlecenia polityczne – powiedział minister sprawiedliwości Jarosław Gowin, dodając, że stracił zaufanie do Milewskiego i wystąpił do Krajowej Rady Sądownictwa o opinię w związku z zamiarem odwołania prezesa.

– Nie ukrywam, że moje zastrzeżenia do jego pracy wiążą się nie tylko ze sprawą Amber Gold – stwierdził Gowin i poinformował, że wystąpił do Krajowej Rady Sądownictwa o wszczęcie postępowania sprawdzającego wobec prezesa sądu Ryszarda Milewskiego. Dodał, że jeśli nagranie się potwierdzi, wówczas wystąpi z wnioskiem o dyscyplinarne zwolnienie prezesa Milewskiego ze stanowiska.

Gowin 6 września podjął decyzję o kontroli pracy Ryszarda Milewskiego, prezesa Sądu Okręgowego w Gdańsku. Powodem był wadliwy nadzór nad wykonaniem orzeczeń w postępowaniach karnych wobec szefa Amber Gold Marcina P. Przeprowadzają ją sędziowie wizytatorzy z Sądu Apelacyjnego w Poznaniu. Tego samego dnia mężczyzna (dokonał tzw. prowokacji dziennikarskiej), który przedstawił się jako asystent szefa Kancelarii Premiera Tomasza Arabskiego, zadzwonił do Ryszarda Milewskiego i ustalił z nim zarówno datę posiedzenia sądu w sprawie zażalenia obrońcy na areszt lidera piramidy finansowej Amber Gold Marcina P., jak i umówił spotkanie prezesa sądu z premierem Donaldem Tuskiem. Ustalono, że do spotkania dojdzie 13 września.  Co więcej sędzia pytany o skład sędziów na spotkaniu z premierem, zaproponował rozmówcy prezes Sądu Rejonowego Gdańsk-Północ Jolantę Piątek oraz wiceprezes Sądu Okręgowego w Gdańsku Alinę Miłosz-Kłoczkowską. Taśma z nagraniem skandalicznej rozmowy jest dowodem na gangrenę jaka toczy nie tylko wymiar sprawiedliwości. Rozmowa jest żenującym przykładem spolegliwości niezawisłych jakoby sędziów.

W parapaństwie Donalda Tuska na hasło: dzwonię z kancelarii premiera Tuska otwierają się wszystkie drzwi, na baczność stają nawet „niezawiśli sędziowie”. Po pierwsze przez kilkanaście minut prezes Sądu Okręgowego rozmawia z osobą przedstawiająca się jako współpracownik szefa kancelarii Donalda Tuska. Taki telefon wcale go z nie zdziwił, zachowywał się jakby to było coś normalnego, coś z czym spotyka się niemal codziennie. Na myśl mu nie przyszło jedno zdanie, że jako prezes Sądu nie może rozmawiać o sprawach prowadzonych w jego sądzie z urzędnikami władzy wykonawczej. Co więcej sędzia Ryszard Milewski zgodził się na przyjazd do Warszawy i spotkanie z Donaldem Tuskiem ws. Amber Gold. Prezes stwierdził, że bardzo się cieszy, że będzie mógł się spotkać z Donaldem Tuskiem w tej sprawie i nawet zaoferował, że razem z nim będą sędziowie, którzy świetnie znają materiał dowodowy – komentuje sytuację poseł Marcin Mastalerek.

Rozmowa pokazuje, jak funkcjonuje polski wymiar sprawiedliwości po pięciu latach rządów Donalda Tuska.

– Prezes Sądu Okręgowego rozmawia jak służący z asystentem szefa Kancelarii Premiera. To niezwykle wymowne. Nie mamy żadnych wątpliwości, że w tej sprawie powinno zostać podjęte postępowanie – uważa Andrzej Duda (PiS), zastępca przewodniczącego komisji odpowiedzialności konstytucyjnej na specjalnie zwołanej konferencji prasowej.

Ryszard Milewski, prezes Sądu Okręgowego w Gdańsku, w 2009 już raz znalazł się pod lupą mediów. Kontrowersyjne wydarzenie miało miejsce w lutym 2009 r. . „Rzeczpospolita” ujawniła wówczas, że podejrzewany wówczas o korumpowanie prezydenta Sopotu Jacka Karnowskiego sopocki diler Włodzimierz G. odwiedził dom ówczesnego jeszcze wiceprezesa Sądu Okręgowego Ryszarda Milewskiego 28 stycznia 2009 r. W tym dniu prokuratura postawiła zarzuty korupcyjne prezydentowi Sopotu Jackowi Karnowskiemu. Część z nich dotyczyła jego korupcyjnych powiązań z G.

– Biznesmen zjawił się w domu sędziego Milewskiego, sprawującego bezpośredni nadzór nad sądami rejonowymi w sprawach karnych, w dniu, gdy sąd rejonowy zaczął rozpatrywać wniosek o aresztowanie Karnowskiego – pisała „Rz”. Sędzia Milewski nie odpowiedział „Rz”, w jakim celu i czy w ogóle spotkał się z Groblewskim 28 stycznia 2009 r. Odmówił też odpowiedzi na pytanie o znajomość z dilerem. Z kolei w tym roku gdańska prokuratura zwróciła się o wyłączenie sopockiej sędzi Marii Bradtke z orzekania w sprawie prezydenta Sopotu Jacka Karnowskiego w związku z konfliktem interesów. „W złożonym wniosku prokuratury o wyłączenie Marii Bradtke z orzekania w tej sprawie przywołany został fakt jej pracy w charakterze asystentki sędziego Ryszarda Milewskiego, znajomego podsądnego prezydenta Sopotu” – napisali w lutym b.r. sopoccy radni PiS w specjalnym oświadczeniu adresowanym m.in. do ministra sprawiedliwości Jarosława Gowina. Tak się nie stało. Sąd Rejonowy w Sopocie zdecydował o zwróceniu aktu oskarżenia prezydenta Sopotu Jacka Karnowskiego przygotowanego przez gdańską „apelację”. Sąd oddalił zarzuty, iż Karnowski w związku z pełnieniem funkcji publicznej przyjął od dealera samochodowego Włodzimierza G., korzyść majątkową w postaci 12 nieodpłatnych napraw samochodu i zakupu trzech aut za cenę poniżej wartości księgowej.

Sam sędzia Milewski w sprawie prowokacji dziennikarskiej zabrał głos kilkakrotnie. Oczywiście obwiniając dziennikarzy.

– Podam się do dymisji, jeśli oryginały taśm dowiodą, że nie dopełniłem obowiązków – zapowiedział w Kontrwywiadzie RMF FM Ryszard Milewski. W ocenie Milewskiego taśmy z nagrania rozmowy telefonicznej są zmanipulowane. Dopytywany przez dziennikarza RMF, czy chodzi o jego odpowiedzi czy pytania, które zadawano, odpowiada, że… „dokładnie nie pamięta, stąd wniosek w prokuraturze o zabezpieczenie taśm”.

Jakoś sędziemu nie przyszło do głowy, że gdy dzwonią z Kancelarii – powinien odłożyć słuchawkę.

Artur S. Górski

Download PDF
Powrót Drukuj stronę