Odkrywamy pełen symboli i barw fascynujący świat kawalerii

Instytut Pamięci Narodowej O. Gdańsk zaprasza na promocję wyjątkowego kalendarza ściennego na rok 2019 „Kawaleria i artyleria konna Wojska Polskiego II Rzeczypospolitej. Kujawy i Pomorze”

Spotkania promocyjne:

17 stycznia 2019 r., godz. 17 – Instytut Pamięci Narodowej Oddział w Gdańsku, al. Grunwaldzka 216;

18 stycznia 2019 r., godz. 17 – Muzeum im. ks. dr. Władysława Łęgi w Grudziądzu, ul. Wodna 3/5;

22 stycznia 2019 r., godz. 16.30 – Muzeum Ziemi Chełmińskiej w Chełmnie, ul. Rynek 28;

24 stycznia 2019 r., godz. 17 – Muzeum 2. Pułku Szwoleżerów Rokitniańskich w Starogardzie Gdańskim, ul. Jana III Sobieskiego 14.

Podczas spotkań tajemnice symboli i barw kawalerii polskiej i artylerii konnej WP odkryje prof. Aleksander Smoliński, wybitny specjalista historii wojskowej. Wszyscy uczestnicy otrzymają bezpłatny egzemplarz kalendarza. Wstęp wolny.

Opracowanie merytoryczne i konsultacja historyczna kalendarza: prof. zw. dr hab. Aleksander Smoliński, wykładowca w Zakładzie Historii Wojskowej Instytutu Historii i Archiwistyki UMK, specjalista w zakresie kawalerii polskiej i artylerii konnej Wojska Polskiego w latach 1918-1939.

Ilustracje i projekt graficzny kalendarza: Zenon Pecko, członek Związku Polskich Artystów Plastyków, specjalizujący się m.in. w realistycznym malarstwie sztalugowym.

Jak przypomina prof. Smoliński barwy w kawalerii i artylerii konnej – rzecz święta. Oficjalnie ich istnienie w odrodzonym jesienią 1918 r. Wojsku Polskim zaakceptowane zostało 18 stycznia 1919 r., kiedy zatwierdzono proporczyki kołnierzowe dla pierwszych pięciu pułków ułańskich, »szkoły jazdy« oraz barwy ogólnokawaleryjskie i proporczyki dla artylerii konnej. Rozpoczął się wtedy trwający praktycznie przez cały okres międzywojenny proces tworzenia ducha polskiej jazdy opartego na przywiązaniu do odmiennego dla każdego pułku systemu barw, których najważniejszy element – obok otoków, lampasów i wypustek na granatowych spodniach oraz barwnych szalików dla oficerów i podoficerów zawodowych – stanowiły proporczyki. W toku wielu kampanii wojennych, w jakich uczestniczył żołnierz polski, zostały one uświęcone krwią poległych oraz rannych. Dobrze się stało, iż dzisiaj noszą je kawalerzyści pancerni oraz powietrzni WP.

Przypomnijmy kilka kart z dziejów kawalerii. Odkryliśmy na nowo fenomen husarii. Większość Polaków o husarii wie tyle, ile przekazała kultura obrazu, czyli filmy jak „Potop”. Natomiast o istocie husarii nikt nam wiedzy nie przekazał. Uświadamialiśmy sobie geniusz tego przedsięwzięcia. Jego wartość bojową. W tym geniuszu wojennym wybrano to co najlepsze i co sprawdziło się przez dwieście lat. Mieliśmy najwyższej klasy dowódców i żołnierzy, doskonali wodzowie prowadzili w bój doskonale przygotowanych towarzyszy husarskich.

Pod Wiedniem rozbita 12 i 13 września 1683 roku potęga otomańska to było 100 tysięcy bitnych, zaprawionych w boju wojowników.Husarz,_Józef_Brandt,_1890

Na Pomorzu np. bitwa pod Gniewem z 1626 roku nie była nazbyt szczęśliwa dla husarii, ale był to bojowy rekonesans i wstęp do zwycięskiej bitwy pod Trzcianą, stoczonej w 1629. Wszak była to jazda, z której dumne mogą być tak spadkobiercy Wielkiego Księstwa Litewskiego i Korony Polskiej.

Z kolei w 1920 roku ostateczną klęskę bolszewicy ponieśli pod Osowcem, Białymstokiem i Kolnem. 18 sierpnia, po starciach pod Stanisławowem, Łosicami i Sławatyczami, siły polskie znalazły się na linii Wyszków – Drohiczyn – Siemiatycze – Janów Podlaski – Kodeń.

19 sierpnia jednostki polskie przeszły do działań pościgowych, starając się uniemożliwić odwrót głównych sił Tuchaczewskiego.

Drugim teatrem zmagań był front na kierunku południowo-wschodnim od stolicy. 31 sierpnia pod Zamościem rozegrała się ostatnia wielka bitwa kawaleryjska. Nasi ułani na polach Komarowa rozbili w proch siedem tysięcy jeźdźców wroga. 1. Dywizja Jazdy pod dowództwem pułkownika Juliusza Rommla mimo przewagi liczebnej i lepszego uzbrojenia po stronie bolszewików pogromiła sowiecką Pierwszą Armię Konną Siemiona Budionnego, kozackiego watażki, byłego starszego wachmistrza, a po bolszewickim przewrocie znakomitego i cieszącego się autorytetem wśród krasnoarmiejców dowódcę. Było to nasze największe zwycięstwo w polu od odsieczy Wiednia 1683 roku. Pod samym zaś Zamościem Budionny napotkał niespodziewany opór, który dowódca Konarmii starał się za wszelką cenę złamać.

Po polskiej stronie walczyło dwa tysiące żołnierzy, zaś po sowieckiej – 7 tysięcy. Wojska polskie miały do dyspozycji 70 karabinów maszynowych i kilkanaście dział. Przeciwnik – 350 karabinów i prawie 50 dział. W pierwszej armii konnej Budionnego komisarzem politycznym był wówczas Józef, syn Wissariona Dżugaszwili, zwany Stalinem.Cała Konarmia liczyła zaś 16 tysięcy „szabel”, a wraz z jednostkami pomocniczymi i dywizjonami samochodów i pociągów pancernych do 30 tys. żołnierzy. Nim została pokonana wycinała w pień kolejne garnizony i paliła szpitale nawet z rannymi i siostrami Czerwonego Krzyża (vide Berdyczów).

ASG

 

 

 

Download PDF
Powrót Drukuj stronę