Oburzeni w Gdańsku

Miasteczko protestu ustawione zostało na początku sierpnia przed gdańskim Urzędem Miejskim. Wojciech Dąbrowski, dr hab. historii sztuki, protestuje przeciwko bezduszności władz miasta po tym jak eksmitowana została jego żona Ewa z mieszkania w Gdańsku Wrzeszczu. Domaga się rozmowy z prezydentem miasta Pawłem Adamowiczem o – jak mówi – umierającym Gdańsku. Do głodującego dołączyła od 20 sierpnia Wiesława Rozmarynowska, eksmitowana z mieszkania przy reprezentacyjnej ulicy Długiej oraz 84-letnia gdańszczanka pani Urszula.

Wokół namiotów gromadzą się codziennie inni niezadowoleni i rozgoryczeni poczynaniami miejskich włodarzy. To już swoisty ruch „oburzonych”, znany z ulic innych europejskich miast. Dyskusje toczone wśród namiotów ustawionych na trawniku vis a vis urzędu dotyczą m.in. sposobu zarządzania miastem. Przed gdańskim Urzędem Miasta grupa przyjaciół Wojciecha Dąbrowskiego umieściła hasła „Strajk Głodowy”, „Budyń szkodzi” („Budyń” to jeden z przydomków prezydenta Adamowicza). Znalazła się też tam flaga NSZZ „Solidarność” oraz plakaty nawołujące go odwołania prezydenta miasta w drodze referendum.

W środę ma odbyć się wiec popierający protestujących.

– Pozbawiono mnie tytułu prawnego do lokalu, uniemożliwiono tez jego wykupienie. Pracowałam 32 lata. Popadłam w kłopoty po zwolnieniu z pracy, ale przez trzy dekady łożyłam na to mieszkanie. Moja praca teraz obraca się w nicość. Do czego doprowadza władza PO? Czy miasto ma być tylko dla bogatych? Przez lata mieszkaliśmy w pięć osób na tym miejscu – żali się Rozmarynowska.

Władze miasta nie podjęły rozmów z protestującymi. Na stronie magistratu znalazło się obszerne wyjaśnienie miejskich urzędników – jak określił to rzecznik prezydenta miasta Gdańska Antoni Pawlak – „historii choroby”.

– Z jednym hasłem protestu się zgadzam – budyń rzeczywiście szkodzi – ironizuje Pawlak.

Dla Wojciecha Dąbrowskiego i Wiesławy Rozmarynowskiej jednak nie jest do śmiechu. Dąbrowski głoduje po tym, jak jego chora żona – Ewa, mieszkanka Gdańska, została eksmitowana. przed dwoma laty poważnie się rozchorowała – doznała wylewu krwi do mózgu.

– Wyrzucić chorą kobietę na bruk to jest nie do pomyślenia. To eutanazja – nie kryje wzburzenia głodujący.

– Dla starszych, dla chorych, dla osób dotkniętych przez los w mieście rządzonym przez PO miejsca nie ma. Miasto opanowane przez układ towarzysko-polityczno-prawny obumiera – dodaje Dąbrowski.

Mieszkający w Stanach Zjednoczonych Wojciech Dąbrowski, przyjechał by ratować żonę, z którą z powodu wylewu nie można było nawiązać rozmowy. Mimo, że są po „państwowym” rozwodzie Wojciech tłumaczy swój krok kościelną przysięgą wierności małżeńskiej.

– Byłem drukarzem wydawnictw podziemnych. W latach siedemdziesiątych wyrzucono mnie z Polski. Żona nie dostała przez dziesięć lat paszportu. Nie mogliśmy być razem. Stąd i rozwód, ale przed Bogiem zawsze jesteśmy małżeństwem. Pamiętam jak by to było dzisiaj jak jej się oświadczyłem na ławeczce w oliwskim parku. To była miłość od pierwszego wejrzenia – wspomina wzruszony Wojciech Dąbrowski.

Emigrant pojął próbę ratowania żony. Koszta rehabilitacji są bardzo duże. Renta żony, byłej nauczycielki, to 816 zł. Jedyną próbą rozwiązania problemu jaką podjęło miasto było nasłanie komornika i eksmisja. Komornik zajął mieszkanie, zajmując również rzeczy ruchomości.

– Biorąc pod uwagę podejmowane przez jednostki miejskie próby udzielenia pomocy państwu D., fakt umorzenia części ich zadłużenia i kilkukrotne wstrzymywanie postępowania eksmisyjnego, trudno uznać działania Urzędu Miejskiego za niewłaściwe. Trudno też zgodzić się z głosami promującymi tezę, że trudna sytuacja państwa D. jest bezpośrednią konsekwencją ubiegłorocznej reformy czynszowej w Gdańsku. Warto pamiętać, że żadna gmina w Polsce nie zapewnia najemcom darmowych lokali, a podstawowym obowiązkiem każdego najemcy jest opłacanie czynszu najmu, pod sankcją eksmisji – piszą broniąc się przed zarzutem bezduszności gdańscy urzędnicy.

Pan Zbigniew, wspierający od kilkunastu dni protestujących, nie ma wątpliwości:

– Gdańsk to najdroższe dla mieszkańców miasto. Dlaczego? Bo władza stawia sobie betonowe pomniki bez szacunku dla miasta, dla architektury, dla ludzi, zadłużając nas wszystkich ponad szelką miarę – mówi pan Zbigniew, któremu wśród namiotów towarzyszy pies.

Tymczasem sprzęty zajęte przed komornika niszczeją. Co ciekawe – przyjaciele, jak i sam Dąbrowski proponowali spłatę zadłużenia. To rozwiązanie jednak nie interesowało komornika.

– Pan Dąbrowski, jak i jego przyjaciele oferowali i oferują spłatę, ale urząd odmawia zawarcia nowej umowy. Pan Wojciech jest artystą. Bywa bezradny wobec urzędników. Sytuacja protestujących w Gdańsku pokazuje negatywne zjawisko. Oto po podwyżce czynszów ludzi wyrzuca się z mieszkań – mówi mec. Anna Sadowska z warszawskiej Kancelarii Lex Nostra, która przygotowuje skargą na czynności komornicze.

Ryszard Czajkowski „Docent” w latach 80. w Radiowej Agencji Solidarność, internowany w stanie wojennym stawia tezę:

– Gdańsk pękł. To dwa miasta. Miasto urzędników i dość wąskiej i zbratanej z nimi grupki ludzi biznesu oraz miasto ludzi, którzy pracowali na rzecz swobód demokratycznych, na rzecz tego miasta i dzisiaj są pozostawieni sami sobie – diagnozuje Czajkowski.

ASG; fot. Artur S. Górski

Download PDF
Powrót Drukuj stronę