Mobilizacja związkowców, sympatia warszawiaków i pomnik „słońca Peru”

„Pomnik Słońca Peru” postawili Donaldowi Tuskowi przed Sejmem związkowcy. Premier z pomnika trzyma pod ręką piłkę, a na głowie ma charakterystyczną peruwiańską czapkę, symbol jednej z pierwszych zagranicznych podróży szefa PO. Piankowy i pomalowany na złoto monument odsłonili przewodniczący trzech organizacji związkowych organizujących Ogólnopolskie Dni protestu: Piotr Duda z „S”, Jan Guz z OPZZ i Tadeusz Chwałka z Forum Związków Zawodowych. Następnie związkowcy złożyli pod pomnikiem wiązanki kwiatów, czym „podziękowali” premierowi m.in. za bezrobocie, plagę umów śmieciowych, elastyczny czas pracy, brak powszechnego dostępu do żłobków i przedszkoli oraz lekceważenie społeczeństwa.

Obejrzyj zdjęcia z trzeciego dnia protestu (fot. (mk, rk)

 

Wcześniej do protestujących w miasteczku namiotowym przed Sejmem stoczniowców ze Stoczni Gdańsk w piątkowe przedpołudnie dołączyli portowcy z Gdańska. Związkowców odwiedził także przewodniczący Zarządu Regionu Gdańskiego NSZZ „Solidarność” Krzysztof Dośla.

W miasteczku namiotowym zakończyły się debaty społeczne. W debacie nt. praw obywateli, np. referendum, można było usłyszeć m.in. niewyobrażalne w polskiej rzeczywistości A.D. 2013 uwagi przedstawiciela szwajcarskich związków zawodowych. Przypomniał on, że w kraju Helwetów przeprowadzono chociażby skuteczne referendum ws. obniżenia wieku emerytalnego dla pracowników budownictwa z 65 do 60 lat. W najbliższym czasie Szwajcarzy planują referendum mające zdecydować o płacy… maksymalnej. Chodzi o zmniejszenie dysproporcji społecznych i ograniczenie „kominowych” pensji najwyżej postawionych osób.

W rozmowie poświęconej ustawowej i faktycznej sytuacji związków zawodowych w Polsce trzej eksperci – profesorowie Ryszard Bugaj, Juliusz Gardawski i Piotr Ruszkowski – zgodzili się, że pozycja związków zawodowych w naszym kraju powinna być mocniejsza. Przyczyniłoby się to do stabilizacji sytuacji społecznej i poprawy jakości demokracji.

Wcześniej odbyła się debata nt. dialogu społecznego. – W dialogu najważniejsze jest zaufanie i serce do podejmowanych działań, a tego rządowi zabrakło. Z szulerami nie siada się do stołu – w ten sposób szef „S” Piotr Duda po raz kolejny uzasadniał zawieszenie przez stronę związkową udziału w pracach Komisji Trójstronnej.

Atmosfera w związkowym miasteczku, mimo że w piątek znowu zaczął padać deszcz, jest pozytywna i pełna mobilizacji. Przybywa coraz więcej członków „S” z całego kraju, którzy noc poprzedzającą sobotni marsz „Dość lekceważenia społeczeństwa” spędzą w Warszawie. Trudne warunki w miasteczku namiotowym osłodziły związkowcom jabłka i śliwki, których pół tony przywieźli rolnicy z Ziemi Radomskiej. W dobre nastroje wprowadza również przygrywająca protestującym Kapela znad Baryczy, znany z anteny TV Trwam zespół folkowy wykonujący muzykę opartą o gwarę Wielkopolski Południowej i folklor Kresów Wschodnich.

Przypomnijmy, że również drugi dzień protestu 12 września upłynął na debatach na tematy polityki przemysłowej państwa oraz służby zdrowia. Protestujących w miasteczku namiotowym odwiedzili politycy Solidarnej Polski oraz Prawa i Sprawiedliwości, w tym pomorscy posłowie Andrzej Jaworski i Janusz Śniadek, były szef „S”. Jednak jak mówią związkowcy, największą satysfakcję sprawia im poparcie zwykłych mieszkańców stolicy.

– Pierwszą dobę protestu pod względem logistycznym oceniam bardzo dobrze – powiedział Piotr Duda, przewodniczący „Solidarności”, odwiedzając 12 września po południu miasteczko namiotowe stoczniowców. Gorzej natomiast jest z pogodą, ale żadna pogoda, nawet jakby śnieg padał, nie zatrzyma związkowców. Liczyliśmy w pierwszym dniu protestu na 12–13 tysięcy, przyjechało dwa razy więcej. Widać, że ludzie czują się lekceważeni, taki samo w drugim dniu protestu widoczna była determinacja związkowców z oświaty, którzy w tak dużej liczbie przyjechali do Warszawy. Jestem z tego bardzo zadowolony, ale z drugiej strony zaniepokojony tym, że ludzie są tak zdeterminowani, że chcą znosić niewygody i przyjeżdżają tutaj. Przewodniczący „Solidarności” negatywnie ocenił postawę rządzących wobec protestu związków zawodowych: – Ten nonszalancki stosunek do związkowców, odbieranie naszych petycji przez dyrektorów departamentów pokazuje, jaki rząd ma stosunek do partnera społecznego. Chłopcy się obrazili. To dla mnie hipokryzja ze strony premiera, kiedy mówi, że rząd chce dialogu, a jego ministrowie, łącznie z szefem Komisji Trójstronnej nie wychodzą do protestujących. Pan Kosiniak-Kamysz mówił w Sejmie o jakiejś grubej kresce, jeśli chodzi o dialog społeczny. Już kiedyś była mowa o grubej kresce – skutki tego odczuwamy do dziś. Jak chcemy mówić o przyszłości, musimy zamknąć przeszłość – mówił Piotr Duda.

– Region Gdański wyróżnia się organizacją miasteczka namiotowego. Stoczniowcy ze stoczni Gdańskiej ustawili kilkanaście namiotów, w których śpią na styropianach. Zdaniem Karola Guzikiewicza sprawdza się on znacznie lepiej niż cienkie karimatki czy materace. Ze względu na nienajlepszą pogodę życie protestujących skupiło się głównie wokół grilla, który – oprócz funkcji podstawowej – spełnia także rolę suszarni przemoczonych ubrań. Wiele jest tu osób wspomagających stoczniowców. Do protestujących podchodzą warszawiacy, nie tylko ze słowami wsparcia, ale także przynoszą jedzenie, słodycze – powiedział w drugim dniu protestu Roman Kuzimski, wiceprzewodniczący Regionu Gdańskiego „S”. W drugim dniu protestu stoczniowców odwiedzili pracownicy oświaty, była wspólna kawa i rozmowy.

– Atmosfera jest bardzo przyjazna, jest spokojnie – jedyne, co nam doskwiera, to deszcz. Szczególnie miłe są dowody sympatii ze strony warszawiaków, którzy nas tutaj licznie odwiedzają – mówi Henryk Sławiński, jeden z protestujących stoczniowców.

– Ja po prostu solidaryzuję się z protestującymi. Ich walka ma sens, Uważam jednak, że powinno być tu więcej warszawiaków, jak i mieszkańców innych części Polski – powiedziała mieszkanka Warszawy, która przyniosła protestującym słodycze.

Zdjęcia (rk)
Download PDF
Powrót Drukuj stronę