Nie mogłem zdezerterować – Alojzy Szablewski wspomina noc wprowadzenia stanu wojennego

– Po pracy wróciłem do domu i zmęczony szybko zasnąłem. Moja żona lekarka miała tej nocy dyżur w pogotowiu ratunkowym w Gdańsku. Po północy przybiegła do domu i obudziła mnie dzwoniąc do drzwi. Krzyczała, żebym się szybko ubierał i uciekał gdzieś ukryć, bo milicja prowadzi aresztowania działaczy „Solidarności”. Ubrałem się i powiedziałem jej, że jadę do Stoczni Gdańskiej – tak zapamiętał noc wprowadzenia stanu wojennego Alojzy Szablewski, wieloletni lider stoczniowej „Solidarności”.

Jak wspomina, mimo zagrożenie nie mógł „zdezerterować”: Żona wybuchnęła płaczem. Chciała, żebym się ratował, nie rozumiała mojej decyzji. Przekonałem ją, że jako przewodniczący stoczniowej „Solidarności” nie mogę się ukrywać. To byłaby dezercja. W stoczni były związkowe dokumenty, sztandar, inne materiały, ktoś musiał to zabezpieczyć. I tak w nocy trafiłem do stoczni.

Wspomnienie pochodzi z wywiadu, jakiego Alojzy Szablewski udzielił „Magazynowi Solidarność” i TV Solidarność Gdańsk.

Zobacz rozmowę w TV Solidarność Gdańsk

Przeczytaj wywiad w „Magazynie Solidarność”

 

 

Download PDF
Powrót Drukuj stronę