Smutny Dzień Edukacji Narodowej

Pod znakiem sprzeciwu nauczycieli wobec obecnej polityki Ministerstwa Edukacji Narodowej upłynie tegoroczny Dzień Edukacji Narodowej. „Solidarność” wzywa pracowników oświaty i wychowania, aby 14 października zamanifestowali swój sprzeciw ubierając się na czarno i wpinając w ubranie znaczek Związku. O tym, co niepokoi nauczycieli, powiedział nam Wojciech Książek, przewodniczący Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność” Regionu Gdańskiego.

– Co w obecnej sytuacji najbardziej niepokoi nauczycieli?

– Coraz dalej idące propozycje zmian w prawie oświatowym i próba ich realizacji – praktycznie poza środowiskiem pracowników oświaty. Także atmosfera swoistej nagonki na nauczycieli, co podchwytuje część mediów. A w tym wszystkim zły jest nie tylko pośpiech, ale i wyczuwany brak szerszej wizji edukacji, na przykład brak odpowiedzi na kluczowe pytania: jaki ma być docelowy model polskiej szkoły, jaka powinna być pozycja nauczyciela-wychowawcy, czyja ma być szkoła? Tylko oszczędności to za mało. Czy nauczyciel i dyrektor mają być tylko przedmiotami w ręku urzędników samorządowych? Gra idzie naprawdę o dużą stawkę. Szkoda, że samorządy z różnych powodów, także przez koneksje polityczne, tak ochoczo nie występują przeciw rządowi, ministrowi finansów, MEN, gdzie tworzy się nowe zadania, a tak zwaną kasę ogranicza.

– Propozycje samorządowców dotyczące zmian w Karcie nauczyciela i ustawie o systemie oświaty wywołują dyskusje od kilku miesięcy. Z którymi z nich – Pana zdaniem – nie można się zgodzić?

– Jest kilka kontrowersji. Z jednej strony ograniczanie statusu nauczycielskiego, na przykład pedagogów, psychologów, logopedów pracujących z dziećmi w szkołach czy poradniach, zmiana systemu zatrudniania, oceniania i awansowania, a z drugiej – zwiększanie czasu pracy. Poza tym nie można zaakceptować daleko idących zmian w systemie zabezpieczenia zdrowotnego, mimo wydłużania czasu pracy do 67 roku życia. Nauczyciele staną przed dramatycznymi sytuacjami, związanymi na przykład z chorobami gardła lub wynikającymi ze stresu. Do tego trzeba dodać próby wprowadzenia zmian ułatwiających dalszą likwidację lub łączenie szkół. Do tej pory, bez zgody kuratorium oświaty, można to robić tylko w przypadku małych szkół – do 70 uczniów; co już jest złym rozwiązaniem, wprowadzonym w ubiegłej kadencji.

– Dlaczego informacje z kongresu przedstawicieli samorządów, który odbył się 26 i 27 września w Warszawie, nazywa Pan szokującymi?

– Z jednej strony chodzi o akceptację dla decyzji, o których wspomniałem wyżej. Z drugiej równie zła była sama atmosfera podczas obrad. Gremialny atak na ludzi oświaty. Ta atmosfera z przysłowiowego rancza źle wróży – nie tylko szkole, ale Polsce. Brak szacunku dla pracy nauczyciela, brak zrozumienia i troski, że w jego rękach jest największe dobro Rzeczypospolitej – młodzi Polacy, pokazuje doraźność obecnych działań. Nauczyciel ma być elitą, ma być go stać na zakup literatury fachowej, wyjście do teatru, bo on to potem odda w procesie kształcenia, wychowania. Jak niedawno powiedziała profesor Jadwiga Staniszkis, w rozmowie z nauczycielami zauważyła wracający w nich STRACH. Do czego się doprowadza? Jak można uczyć w atmosferze lęku o pracę, o dobrą ocenę? Jak można funkcjonować, widząc hipokryzję władz – mówiących gładkie słowa na Dzień Edukacji, by za plecami tworzyć rozwiązania antypracownicze. Przecież to nóż w plecy. Niestety, żyjemy w rzeczywistości, w której coraz bardziej zaczyna brakować zaufania, lojalności. A czasami zwyczajnej przyzwoitości. To, niestety, przenosi się na szkoły.

– W jaki sposób „Solidarność” oświatowa zamierza reagować na te informacje?

Sytuacja dla „Solidarności” jest trudna, bo nie otrzymujemy oficjalnych dokumentów prawnych, MEN niby zachowuje dystans. Tymczasem, jak donoszą media, projekty zmian ustawowych już trafiły do komisji sejmowych. Tak się tworzy atmosferę nagonki, zastraszania, bycia ponad prawem. Ze swej strony zaapelowaliśmy do ludzi w szkołach, aby starali się zachowywać dystans wobec złotoustych życzeń na Dzień Edukacji, ubrali się na ciemno, wpięli znaczki. Żeby chociaż na razie tak zamanifestowali dystans wobec dwuznaczności działań rządzących. Jakie będą dalsze kroki, ewentualne protesty? Zobaczymy. Ustawowo wszelkie zmiany w Karcie nauczyciela, czyli pracownicze, powinny być uzgadniane ze związkami zawodowymi. Czy tak będzie? Władze centralne, z czego biorą przykład inni, w tym samorządy terytorialne, przestają się liczyć i z prawem, i z ludźmi. Za dużo doraźności, gry. To jest fatalne, bo dereguluje państwo. A szkoła jest jego częścią. Szkoda, że też tak instrumentalnie traktowaną.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Barbara Ellwart

 

 

 

Download PDF
Powrót Drukuj stronę