Co z tym prekariatem?

Po wyborach prezydenckich, w których o zwycięstwie Andrzeja Dudy w największym stopniu przesądzili ludzie młodzi, politycy różnych opcji odmieniają na wszystkie przypadki nowy termin – prekariat. Po raz kolejny okazało się, że przedstawiciele świata polityki reagują z opóźnieniem. NSZZ „Solidarność” już od kilku lat zwraca uwagę na problemy prekariuszy, czyli głównie młodych osób, które nawet jeśli pracują, to bez zabezpieczenia świadczeń emerytalnych i praw pracowniczych.

Termin prekariat wywodzi się z neologizmu powstałego z połączenia dwóch słów: precarious (pol. niepewny) oraz proletariat. Jak podaje Rynekpracy.pl znaczenie słowa precarious jest znacznie szersze – należy domniemywać, że sytuacja pogorszy się (tłumaczenie Cambridge Dictionary). Słowo proletariat kojarzy się z marksizmem oraz klasą społeczną pozbawioną środków produkcji, która jest po przeciwnej stronie niż klasa bogaczy.

Do klasy prekariatu można włączyć osoby, które stale funkcjonują między pracą a bezrobociem, mogą  pomiędzy biedą a bogactwem oraz które łączy niekończące się poczucie zagrożenia i niepewności co do przyszłości.

A więc prekariuszami mogą być pracownicy fizyczni – robotnicy czy sprzątaczki, ale także np. – dziennikarze czy freelancerzy. Prekariuszem może być student dorabiający do stypendium, jak i emeryt dorabiający do emerytury. Jaki jest związek między nimi?

Podstawą koncepcji prekariatu niepewność zatrudnienia oraz wynagrodzenia (które nie jest wypłacane w regularnych cyklach bądź też nie jest uzależnione od posiadanych kompetencji czy awansu). Prekariusze wykonują swoją pracę w oparciu o tzw. elastyczne formy zatrudnienia, czyli na przykładzie Polski w oparciu o umowę o pracę na czas określony, na podstawie umowy cywilnoprawnej, umowy agencyjnej czy samozatrudnienia.

Download PDF
Powrót Drukuj stronę