„Moja Solidarność” – spotkanie z Andrzejem Michałowskim w czwartek w „Galerii Mariackiej” w Gdańsku

Książka „Moja Solidarność. Fakty, zdrady, nadzieje” to jedne z najlepszych wspomnień na temat działalności związkowej w latach 80. Jej autorem jest Andrzej Michałowski, w PRL jeden z liderów portowej „Solidarności” i jednocześnie jeden z najważniejszych więźniów politycznych reżimu komunistycznego.

Okazja do rozmowy z autorem nadarzy się już w czwartek 16 marca o godz. 17 w „Galerii Mariackiej” w Gdańsku przy ul. Mariackiej 48. Organizatorem spotkania jest Oddział Okręgowy Katolickiego Stowarzyszenia „Civitas Christiana” w Gdańsku.

Wspomnienia jak thriller – recenzja książki „Moja Solidarność”:

Jeśli często narzekamy, że prawda o „Solidarności” – jako wielomilionowym ruchu społecznym i masowym związku zawodowym – po ponad ćwierćwieczu wolnej Polski wciąż z trudem przebija się do masowej wyobraźni, to dzieje się tak m.in. dlatego, że większość zapomnianych, ale odważnych i ryzykujących w latach 80. represje członków Związku nie dzieli się wspomnieniami ze swojej działalności. – Nie walczyliśmy o zaszczyty i sławę – przekonują. To prawda, ale brak działań popularyzatorskich sprawia, że historia walki milionów Polaków z komunistycznym reżimem PRL zbyt łatwo jest sprowadzana do spektakularnej akcji wąskiej grupy współczesnych „politycznych celebrytów”.

moja_solidarnosc1

michalowski

Andrzej Michałowski

 

Tę lukę przynajmniej w części wypełnił właśnie Andrzej Michałowski, zasłużony działacz portowej „Solidarności”, autor wspomnień „Moja Solidarność. Fakty, zdrady, nadzieje”. Wstęp do książki napisał były opozycjonista Krzysztof Wyszkowski, który słusznie stwierdził: „Michałowski nie był zwykłym działaczem zwykłego związku zawodowego. Był niezwykle odważnym i ofiarnym, świadomym możliwych najwyższych kosztów swej postawy, działaczem niepodległościowym. Można śmiało powiedzieć, że był tą »ekstremą« »Solidarności«, z którą państwo komunistyczne walczyło przy użyciu wszystkich metod i środków”.

Rzeczywiście, działalność antykomunistyczna Andrzeja Michałowskiego w latach 70 i 80. sprawia, że jego wspomnienia czyta się dziś niemal jak thriller szpiegowski lub powieść sensacyjną. Z tą różnicą, że na kartach książki pojawiają się autentyczne postaci liderów jawnej i podziemnej „Solidarności” (np. Bogdan Borusewicz czy Lech Kaczyński).

Wspomnienia Andrzeja Michałowskiego to opis dramatycznego protestu robotników w Grudniu 1970 r., pełnej radości atmosfery wolności strajku portowców w sierpniu 1980 r. czy blisko tygodniowego, niebezpiecznego strajku w zmilitaryzowanym porcie gdańskim po wprowadzeniu stanu wojennego.

Na kolejnych stronach czytelnik towarzyszy autorowi w organizowaniu podziemnej poligrafii i przenoszeniu tajnych drukarni do kolejnych lokali konspiracyjnych. Historia Andrzeja Michałowskiego to także miesiące ukrywania się (od mieszkań przyjaciół po… fermę lisów), organizowanie spektakularnych akcji (jak wielkiej solidarnościowej manifestacji 1 maja 1982 r. lub akcji wypuszczenia na Długim Targu… świni z ośmieszającym komunistyczne wybory hasłem „Głosuj na nas”), zdobywanie fałszywej tożsamości i wpadki, dwukrotne więzienie, przesłuchania, wreszcie wyjazd do Oslo i zaangażowanie się w działalność Komitetu Solidarności Polsko-Norweskiej.

A wszystko, jak to często w życiu bywa, zaczęło się od przypadku. Latem 1980 r. Andrzej Michałowski, doświadczony oficer mechanik okrętowy na Wydziale Usług Żeglugowych Zarządu Portu Gdańsk, miał już zakontraktowany dobrze płatną pracę u zagranicznego armatora. W Stoczni Gdańskiej wybuchł jednak strajk, a on, niepokorny człowiek czynu, nie mógł opuścić kolegów z portu szykujących się do solidarnościowego protestu.

Za swoją działalność Michałowski zapłacił wysoką cenę. Pogorszenie stanu zdrowia przez wieloletni pobyt w więzieniu, rozbicie rodziny na emigracji, „wilczy bilet” w jedną stronę (do Norwegii), wreszcie tragiczna śmierć ukochanego syna, któremu zadedykował swoje wspomnienia. Wolna Polska po 1989 r. nie rozliczyła okresu komunizmu, nie wszystkie ideały i postulaty Sierpnia ’80 udało się zrealizować, wielu byłych kolegów, którzy na plecach Związku zrobili polityczne kariery, zapomniało „skąd ich ruch”. Stąd podtytuł książki „Fakty, zdrady, nadzieje”, która jest również rozliczeniem autora z Polską po 1989 r.

Związkowiec nie żałuje jednak swojej działalności opozycyjnej. – „Solidarność” to nie był ten czy drugi pojedynczy działacz, to nie był sam Lech Wałęsa. To było całe społeczeństwo, wielki ruch. Dziś dzięki niej żyjemy w wolnym kraju – przekonuje Michałowski.

Adam Chmielecki

 

Download PDF
Powrót Drukuj stronę