Ministerstwo Finansów studzi optymizm i zakłada kaganiec na „minimalną”

Optymistyczne prognozy zakładają, że wzrost naszego PKB sięgnie w tym roku 5 proc. Optymizmu jest sporo też w finansach publicznych. Na koniec czerwca br. w kasie państwa było 9,5 mld zł nadwyżki. Trzeba jednak pamiętać, że w drugim półroczu kwota ta zostanie pochłonięta przez deficyt i wydatki. Stąd m.in. propozycja rządu: 2220 zł – tyle ma wynieść minimalna pensja w przyszłym roku.

Mimo, że deficytowy limit zapisany w budżecie na 2018 rok będzie de facto niższy, to – jak pisze  „Dziennik Gazeta Prawna” – minister finansów Terasa Czerwińska zachęca do realizmu i stroni   od hurraoptymizmu. Ostatnio publicznie na konferencji zauważyła, że trzeba wykorzystać czas bardzo dobrej koniunktury, aby prowadzić konsolidację fiskalną i redukować deficyt – z zastrzeżeniem, że jest kilka programów społecznych, chociażby 500+.

Mimo najlepszych od lat wyników sektora finansów publicznych notujemy bowiem deficyt. Tylko w zeszłym roku łączna dziura w budżecie, samorządach i systemie ubezpieczeń społecznych sięgnęła 1,7 proc. PKB. Na ten rok prognozowany jest on na 1,4 proc. PKB. Nadmierny deficyt nam więc nie zagraża. Skąd zatem te ministerialne obawy? Chodzi o mechanizmy kontrolne nad deficytem.

By nie zwiększać obciążeń budżetu ostatnio zgłoszona stawka płacy minimalnej przez resort finansów jest bardziej na rękę pracodawcom. Jest bowiem zbliżona do ich propozycji.

2220 zł – tyle ma wynieść minimalna pensja w przyszłym roku. To o 120 zł więcej niż obecnie. Do Sejmu trafił właśnie rządowy projekt rozporządzenia ustalający minimalną płace w 2019 roku. Stawka godzinowa wyniesie zaś 14,50 zł. „Solidarność” chce zaś jej podniesienia odpowiednio do 2278 zł i 14,86 zł brutto za godzinę.

ASG

Download PDF
Powrót Drukuj stronę