Marsz ku należnej pamięci – Lech Kaczyński człowiek „Solidarności”

- Być człowiekiem „Solidarności” może oznaczać także być człowiekiem największego ruchu społecznego w naszej historii, ale także co najmniej jednego z dwóch największych w historii świata, bo tylko ruch Ghandiego można porównać do ruchu „Solidarności”. „Solidarność” była wielka i powinna pozostać wielka, bowiem zmieniła Polskę, Europę i świat. Pamiętajmy o tym, że pozostaje ona niewyczerpanym źródłem inspiracji – mówił w sobotę w Sali BHP Stoczni Gdańskiej Jarosław Kaczyński, prezes PiS.

Odkłamaniu roli jaką były prezydent Lech Kaczyński odegrał najnowszej historii, w tworzeniu NSZZ „Solidarność” posłużyła konferencja „Lech Kaczyński człowiekiem Solidarności”, która odbyła się w sobotę w Sali BHP, zorganizowana przez Ruch Społeczny  im. Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego i Zarząd Regionu Gdańskiego NSZZ „S”.

- Jesteście u siebie, tutaj gdzie rodziła się „Solidarność”. Dzisiejszy dzień poświęcamy   działalności naszego wielkiego przyjaciela Lecha Kaczyńskiego jako człowieka „Solidarności”. Lech Kaczyński: prawnik, naukowiec, opozycjonista, polityk, mąż stanu, prezydent RP, ale też związkowiec. Lech Kaczyński człowiek „Solidarności” wierny zasadom i ideałom, wierny, aż do ostatnich chwil, autor programu Polski Solidarnej. Taką Polskę, taką ojczyznę, chcielibyśmy mieć. Jako ojczyzny dla każdego. I dla tych, którzy potrafią zadbać sami o siebie oraz dla tych, którym ojczyzna musi pomagać i ich wspierać. Tak jak zapisywał to – jako współautor programu „Solidarności” Lech Kaczyński, który całym swoim życiem realizował program, który streszcza jego zdanie: „nie wierze w mit budowania dobrobytu kosztem godności pracownika”. „Solidarność” zrobi wszystko, aby to, co do nas pisał i o czym mówił Lech Kaczyński, aby te ideały, którymi żył i je realizował były nadal realizowane. To mu jesteśmy winni – powitał przewodniczący ZRG „S” Krzysztof Dośla, wszystkich, którzy przyjęli zaproszenie do Sali HP Stoczni Gdańskiej.

- Tak. Lech Kaczyński był człowiekiem „Solidarności” nawet już jako członek przedsierpniowej opozycji, jako prawnik, intelektualista, jako prezydent RP. „Solidarność” to jedno z jego głównych przesłań w jego spuściźnie – przypomniał Maciej Łopiński, były prezydencki minister i prezes Ruchu im. Lecha Kaczyńskiego i przypomniał, jak ze zdjęć  z sierpnia 1988 usuwane były nieraz postacie Lecha i Jarosława Kaczyńskich.

- Dzisiaj chcemy dać świadectwo – podsumował Łopiński.

Szczególnie fetowany był przez zebranych były premier i lider PiS Jarosław Kaczyński.

- Chciałbym powiedzieć tylko kilka słów na temat, który jest tytułem dzisiejszego spotkania. Tytułem, który rzeczywiście znakomicie oddaje istotę tego wszystkiego, co mój śp. brat robił w życiu publicznym. Był człowiekiem „Solidarności”, był nim, mówił o tym, tak go zresztą żegnano, tak mówił na jego pogrzebie przewodniczący Śniadek. I to było najkrótsze i najlepsze podsumowanie sensu jego poczynań w ciągu przeszło najważniejszych trzydziestu kilku lat jego życia. Być człowiekiem „Solidarności” może oznaczać wiele różnych sytuacji i stanów. Lech był człowiekiem „Solidarności” w tym najprostszym sensie – członkiem organizacji, pełnił funkcje formalne, a także nieformalne, wtedy gdy „S” była nie do końca sformalizowana. I to jest, można powiedzieć, najprostsza odpowiedź na pytanie, co to znaczy. Być człowiekiem „S” może oznaczać także, często o tym zapominamy, być człowiekiem największego ruchu społecznego w naszej historii, ale także co najmniej jednego z dwóch największych w historii świata, bo tylko ruch Ghandiego można porównać do ruchu „Solidarności” – powiedział Jarosław Kaczyński i przypomniał datę 17 września 1980 roku, kiedy to organizacje związkowe, które powstawały w Polsce, zjednoczyły się w jeden ruch –  „Solidarność”.

- Ta nieprosta operacja, która odbywała się kilka kilometrów stąd, we Wrzeszczu, była przeprowadzona z walnym udziałem Lecha Kaczyńskiego. Bo byli jej przeciwnicy, nie chcę wymieniać ich nazwisk, bo nie to dziś jest ważne, nie mieli złej woli, ale stanowili mocny front i trzeba było ich ominąć. Trzeba było przeskoczyć tę barierę, która od kilkunastu dni była stawiana tym, którzy chcieli tego zjednoczenia. W tym kontekście trzeba wspomnieć Karola Modzelewskiego i działaczy z Dolnego Śląska. Ale ich usiłowania były bezskuteczne. A w tej całej, można powiedzieć, intrydze Lech Kaczyński odegrał zasadniczą rolę. A później, gdy kierownictwo nie było jeszcze całkiem sformalizowane, należał do niego aż do marca ‘81, kiedy, jak można przeczytać w aktach SB, został z niego wyeliminowany, co SB traktowała jako swój sukces. Później działał dalej, było internowanie oraz co dzisiaj może dziwić, była wieloletnia współpraca z Lechem Wałęsą i podziemiem, z bardzo wieloma instytucjami podziemia. Była także rola o której warto wspomnieć, bo jest też często zapominana, otóż Lech Kaczyński był „totalnym” doradcą prawnym w kręgach „Solidarności”. Nieustannie różnym ludziom w różnych sprawach doradzał jako prawnik – wspominał Kaczyński i dodał mówiąc o swoim bracie:

- Nie zdradził, nigdy nie zdradził – nawet gdy przeszedł do innych funkcji – w kancelarii prezydenta, NIK, później już jako minister sprawiedliwości, prezydent Warszawy i Polski. To głębokie przeświadczenie, że idea Solidarności był czymś niezwykle ważnym w dziejach kraju i świata, i że należy te idee wcielać w życie było mu niezwykle bliskie. Wiele osób przyznaje się dziś do autorstwa koncepcji Polski solidarnej. Byłem przy tym – autorem tej koncepcji był Lech Kaczyński. To była koncepcja wynikająca z jego przeświadczenia, uważał, że „S” zsyntetyzowała doświadczenia polskich ruchów wyzwoleńczych począwszy od rozbiorów i konfederacji barskiej aż po II wojnę i okres powojenny. W ruchu „S” te wszystkie doświadczenia się zogniskowały, w szczególny sposób i okolicznościach –w komunizmie i jego specyfice. Zogniskowały się w sposób niezwykle wręcz istotny, w sposób który zsyntetyzował to doświadczenie i stworzył przesłankę do budowy w Polsce nowego kształtu społeczeństwa, do budowy nowego państwa, bo ta budowa jest podstawowym warunkiem, aby nowe społeczeństwo można było stworzyć. Jak wiadomo, w roku 1989-1990r. w Polsce sprowadzono z zewnątrz ideologię liberalną – kontynuował prezes PiS.

- A „Solidarność” była wielka i powinna pozostać wielka, bowiem zmieniła Polskę, Europę i świat – mówił Kaczyński.

Na czele Ruchu Społecznego im. Lecha Kaczyńskiego jest jego córka Marta, urodzona w 1980 roku, rówieśnica „Solidarności”.

- Rzeczywiście tak można o mnie powiedzieć. Mój tata zawsze uważał się za człowieka Solidarności, mocno związanego z tym pięknym zrodzonym z emocji i wolności ruchem. Pamiętam zaangażowanie taty w strajk z roku 1988. To takie najmocniejsze chyba dziecięce wspomnienie – powiedziała nam tuż przed konferencją Marta Kaczyńska, córka tragicznie zmarłego prezydenta Lecha Kaczyńskiego i Marii Kaczyńskiej. Marta Kaczyńska jest od kilku dni wiceprezesem stowarzyszenia Ruchu Społecznego im. Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego.

Z kolei o opozycyjnej działalności od 1978 roku i rozpracowywaniu Kaczyńskiego przez SB mówił dr hab. Sławomir Cenckiewicz.

- Bardzo ważna rola Lecha Kaczyńskiego w Wolnych Związkach Zawodowych to monitorowanie represji na całym Wybrzeżu. To wyjazdy, wysyłanie kurierów, docieranie do represjonowanych. Lech Kaczyński był współpracownikiem Biura interwencji KSS KOR – mówił historyk Cenckiewicz. Od grudnia 1981 do października 1982 Kaczyński był internowany w Strzebielinku. Z raportu SB widać, że tak długi czas przetrzymywania Lecha Kaczyńskiego był karą za zdecydowaną odmowę jakichkolwiek rozmów ze służbami.

Pragmatyk wierny imponderabiliom”Badając biografię Lecha Kaczyńskiego doceniłem takich ludzi jak on, bo wiem że był on w tym autentyczny, co potwierdza jego późniejsza postawa. Nie dał się w żaden sposób przekupić, nie dał się wciągnąć w kooptacje przez korupcje, nie dorobił się na tym „szwindlu” w latach 90. Starał się zasypać te wszystkie podziały. Symbolem tego gestu było najwyższe odznaczenie państwowe  wręczone Annie Walentynowicz i Andrzejowi Gwieździe – powiedział Cenckiewicz.

O roli Lecha Kaczyńskiego w związku w latach 1989-91 opowiedział Adam Chmielecki, politolog w wykładzie „Lech Kaczyński – wiceprzewodniczący Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność” (1990-1991)”. Ten okres w historii Związku i w życiorysie Lecha Kaczyńskiego jest nazbyt mało znany, a jest niezwykle istotny z uwagi na sytuację, w jakiej związek „S” znalazł się na początku lat 90. Lech Kaczyński, faktycznie kierując „S” spotykał się z kwestionowaniem jego pozycji w związku.
Jeszcze w 1989 sprzeciwił się pomysłom grupy Michnika i Wujca, aby część Solidarności znajdowała się w Warszawie więc to dzięki jego interwencji za siedzibę Solidarności uznano nadal Gdańsk.
- To człowiek Solidarności w każdym aspekcie, także w tym osobistym – podkreślał Chmielecki, a mówiąc o początku przemian lat 1989-90 stwierdził:
- Jeśli prześledzimy ówczesne poglądy Lecha Kaczyńskiego na miejsce związku w życiu publicznym, to zobaczymy, że sprzeciwiał się przekształceniu ruchu w partię.  Lech Kaczyński, uważał że każdy monopol polityczny jest zły, także monopol Solidarności. Po drugie, obawiał się, że gdyby taka jedna partia powstała, zostałaby zawłaszczona przez jedno środowisko – środowisko lewicy laickiej – przypomniał Chmielecki,

O Lechu Kaczyńskim – związkowcu i mężu stanu mówił były lider „S” Janusz Śniadek.

- Lech Kaczyński człowiek „Solidarności”. Wypowiadam te słowa z głęboką satysfakcją i dumą. „Solidarność” była wielkim wołaniem zniewolonego narodu o wolność i sprawiedliwość społeczną. Była wielkim i pięknym marzeniem o Polsce zbudowanej na wartościach. Nazywamy je wartościami sierpnia, a wyrażają one 21 postulatów – przypomniał Janusz Śniadek i zauważył:
- Lech Kaczyński dochował wierności wspólnym ideałom Solidarności. Dochował wierności jak żaden spośród liderów naszego związku, którzy odeszli do życia publicznego, którzy ze społecznego mandatu sprawowali najwyższe funkcje w państwie.
A o społecznej wrażliwości prezydenta – związkowca Śniadek powiedział:
- Lech Kaczyński stał się symbolem wierności zwykłym ludziom. Stąd ten wielki szacunek ludzi i żałoba po katastrofie smoleńskiej. To niestety powód walki przeciwników politycznych z pamięcią o nim.

W trakcie konferencji odbył się panel dyskusyjny z udziałem m.in. Andrzeja Gwiazdy, Piotra Semki (przeanalizował polityczne zabiegi wyeliminowania w 2010 roku Lecha Kaczyńskiego z historii najnowszej, podjęte kilka miesięcy po jego tragicznej śmierci pod Smoleńskiem),  Krzysztofa Wyszkowskiego, Róży Janca-Brzozowskiej, Andrzeja Kołodzieja, Janusza Śniadka, Grzegorza Biereckiego, Mariusza Muskata.

Spotkanie w Sali BHP zakończyło odśpiewanie hymnu państwowego. Wybrzmiały wszystkie zwrotki Mazurka Dąbrowskiego.

Po konferencji Jarosław Kaczyński wieczorem odwiedził – z inicjatywy wiceprzewodniczącego MK NSZZ „S” Stoczni Gdańskiej Karola Guzikiewicza, głodujących przy gdańskim magistracie przeciwko polityce gospodarczej PO, arogancji władzy i eksmitowaniu ludzi na bruk.

- Los tych ludzi to jest przejaw polityki można grzecznie określić ją jako darwinizm społeczny w praktyce. Darwinizm był bliski tej formacji od czasu Kongresu Liberałów. Tutaj mogą wszystko, mają wszystkie instrumenty władzy więc wprowadzają go w życie. Wraz z dojściem do władzy PiS czas darwinizmu społecznego się skończy bo to bijąca w oczy niesprawiedliwość. Wąska grupa może się niebywale bogacić, a miliony ludzi płacą za to cenę – powiedział Kaczyński wśród głodujących.

Janusz Śniadek, były przewodniczący „S” wcześniej porównał wyborców PO do graczy w lotto. Każdy z nich próbuje wygrać, ale wygrywają bardzo nieliczni, a na ich wygrane składa się reszta.

- Działania Platformy Obywatelskiej sprowadzają poszerzenie katologu swobód obywatelskich o prawo do ryzyka, a prawo do ryzyka okazuje się z prawem do oszustwa, co pokazała choćby afera Amber Gold. ‚Wolności do czynienia krzywdy drugiemu być nie może” – mówił Leszek. Niestety tej batalii o przyszłość naszego kraju strona solidarnościowa na razie nie wygrywa. Przegrywa, bo liderzy Platformy okazują się specjalistami od ryzyka i hazardu. Bezkarnie tuszują kolejne afery. Zręcznie zapraszają do udziału w swojej nieuczciwej loterii. Elektorat PO to jedna wielka kolejka do kolektury totolotka. Wszyscy wiedzą, że wygrywają tylko nieliczni, że na wygrane składają się wszyscy; pokusa jest zbyt silna, wielu chce spróbować. W Polsce Tuska na wygrane tych nielicznych składać się musza także ci, którzy nie chcą i nie mogą nawet uczestniczyć w tej grze. Państwo się zadłuża. Zrujnowany został kapitał społeczny. Nikt nikomu nie ufa. W podziałach bijemy europejskie i światowe rekordy. Polska się latynizuje – taką diagnozę postawił Janusz Śniadek, a jego słowa goście na sali przyjęli oklaskami.

ASG

Download PDF
Powrót Drukuj stronę