Mała rewolucja medialna

Czy w Polsce funkcjonowały media publiczne? TVP i Polskie Radio przestały, pod ciśnieniem kolejnych politycznych ekip, pełnić swoje funkcje, czyli krytycznie i wnikliwie opisywać rzeczywistość, obniżając poziom publicznego dyskursu. Dla opinii publicznej w systemie demokratycznym niezbędne jest istnienie niezależnych od ośrodków władzy mediów oraz możliwość swobodnego, w granicach dobrego smaku i kultury, prezentowania opinii i poglądów.   

Społeczeństwa współczesnego świata poddawane są intensywnemu działaniu propagandy politycznej i reklam. Ich skuteczność zależy od uwarunkowań politycznych i kulturowych, dostępu do informacji przez niezależne TV, radio. Internet, media społecznościowe, prasę związkową, smartfony itd. To Internet odkrywa jałowość przekazu „głównego nurtu”, a „sieć” jest odpowiedzią na propagandowe zagrywki. To Internet pomógł PiS w dokonaniu kroku ku konserwatywnej „kontrrewolucji”.

Wraz z wejściem w życie 8 stycznia br. nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji wygasły kadencje władz Telewizji Polskiej i Polskiego Radia. Nowelizacja była konieczna z punktu widzenia opcji zwycięskiej w wyborach, bo poprzednie szefostwo TVP i dobrze opłacane niby-gwiazdy ekranu zamieniły dziennikarstwo w propagandową tubę. Stąd protesty i głosy o zagrożonej wolności słowa, których nie było, gdy na śmieciówkach lądowało za czasów prezesa Juliusza Brauna, byłego polityka Unii Wolności, pół tysiąca dziennikarzy, „wyleasingowanych” do agencji pośrednictwa pracy w ramach outsourcingu.

Ład medialny III RP

W programie „Refleks” z 1991 roku Jacek Kurski i Piotr Semka zarejestrowali moment, gdy Adam Michnik, naczelny „Gazety Wyborczej”, i wschodząca gwiazdka mediów Monika Olejnik wsiadają do samochodu z Jerzym Urbanem, fraternizując się z rzecznikiem stanu wojennego i rządu PRL. Urban, w przeciwieństwie do zakłopotanych niecodziennym spotkaniem Michnika oraz Olejnik („Adam, sondę uliczną robimy! Spotkaliśmy ciebie…” – na te słowa Michnik pospiesznie się oddalił, by na przystanku wsiąść do auta Urbana), nie krył satysfakcji ze spotkania, odsłaniającego medialne „kulisy”.

Mimo rozmaitości tytułów i likwidacji w 1990 roku cenzury prewencyjnej (GUKPPiW) w podziale czasu antenowego oraz dostępu do prasy nie było równowagi. Obszar medialny został zdominowany przez opcję lewicowo-liberalną.

Zbiegło się to w czasie z poważnym kryzysem mediów lokalnych, głównie gazet, który nastąpił po ich przejęciu przez obcy, głównie niemiecki, kapitał, czyli niemiecko-szwajcarską Ringier Axel Springer Media AG, Verlagsgruppe Passau, holdingi Bauer Media Group i Hubert Burda Media.

Alternatywny obieg

By „zatykać kanały artykulacji” posuwano się do atakowania niepokornych mediów, np. utrudniając wydawanie tygodnika „W Sieci”, blokując Telewizji Trwam dostęp do miejsca na multipleksie. Bez echa u dzisiejszych obrońców demokracji przeszło zniszczenie tygodnika „Uważam Rze” i to, jak Wojciech Reszczyński, Andrzej Urbański, Jerzy Targalski, Bronisław Wildstein, Wojciech Cejrowski, Krzysztof Skowroński, Anita Gargas, Joanna Lichocka, Tomasz Terlikowski i Jan Pośpieszalski (jedyny wrócił z programem do TVP po zwolnieniu) żegnali się z mediami publicznymi, gdy oponentom rządu PO-PSL próbowano odebrać głos, np. przez rozbicie redakcji „Rzeczpospolitej” po rozmowie Pawła Grasia, rzecznika rządu Tuska, z Grzegorzem Hajdarowiczem, właścicielem gazety (przy śmietniku nieopodal Sejmu), czy najście prokuratorsko-policyjne na redakcję „Wprost”.

Przez ostatnie lata w ogólnopolskich studiach telewizyjnych i radiowych na palcach jednej ręki można było policzyć pojawienie się jako komentatorów dziennikarzy z „Do Rzeczy”, „Gazety Polskiej”, „W Sieci”, Telewizji Republika czy pism związkowych.

Dziennikarz czy reduktor

Nic w przestrzeni zapisu medialnego nie ginie. Nawet to, jak Joanna Osińska, prezenterka TVP Info, w lipcu 2014 r. po wywiadzie z ówczesną Pierwszą Damą deklaruje: „Dobrze, już cenzurujemy” i ustala, „co by tu wymyślić w okolicach święta Matki Boskiej Zielnej”, aby dobrze pokazać panią Komorowską.

W III RP obowiązywała zgubna dla zawodu niepisana zasada, że dziennikarz ma być ostrożny w relacjach z politykami obozu władzy i za bardzo się nie wychylać ze swą dociekliwością. Co innego z opozycją. Mieliśmy więc zadziwiające zjawisko „mediów antyopozycyjnych”.

Stąd i na wyjątkową przychylność mediów – nie tylko publicznych, mógł liczyć prezydent Bronisław Komorowski. Dokładały one starań, by stworzyć obraz dostojnej głowy państwa, zarazem „fajnego gościa”.

Wystarczył obieg informacji w Internecie oraz pojawienie się krytycznych tytułów prasowych, by otaczający Komorowskiego „kordon medialny” pękł.

Przełomem nie były głębokie analizy polityczne, ale filmik pokazujący wizytę prezydenta Komorowskiego w japońskim parlamencie. Byłemu prezydentowi zaszkodziło też uczestnictwo w kampanijnych wiecach bez medialnej osłony. Chyba on sam był świadom swej słabości, skoro proponował, by kampania wyborcza trwała… dwa tygodnie.

W końcu TVP przestała relacjonować prezydenckie eskapady w nieprzyjazne mu rejony. Mimo to Andrzej Duda miał na przykład dziewięć razy mniej czasu antenowego niż Bronisław Komorowski.

Uciekano się do „sekowania” oponenta. W maju 2015 roku w końcówce kampanii, w autorskim programie Tomasz Lis z aktorem Tomaszem Karolakiem przypisali Kindze Dudzie, córce kandydata na prezydenta, autorstwo kompromitującego intelektualnie wpisu. Najpewniej, biorąc adwersarzy za „gamoni”, wzięli ów wpis za autentyczny.

Po wyborach w proporcjach nie było lepiej. 27 września 2015 r. „Wiadomości” nie pokazały wystąpienia prezydenta Andrzeja Dudy na forum ONZ, ograniczając się do odczytania fragmentu wystąpienia.

Głos Zachodu?

Teksty ukazujące się o Polsce na Zachodzie współbrzmią z tymi, które znajdą czytelnicy „Gazety Wyborczej”, „Polityki” czy „Newsweeka”. A to „The Washington Post” napisze artykuł, w którym powtórzy słowa naszych mainstreamowych mediów o cenzurze medialnej w Polsce, bo „minister chce spacyfikować teatr i niesfornych dziennikarzy powyrzucać z telewizji”, a to przed dyktaturą ostrzeże red. Fareed Zakaria w CNN, dobry znajomy Radosława Sikorskiego i jego żony Ann Applebaum.

Skandal medialny, jaki w styczniu miał miejsce w Niemczech, spowodował, że ataki na media polskie ze strony niemieckiej straciły wartość. W sytuacji zagrożenia wolności mediów w Niemczech po blokowaniu przez ARD i ZDF informacji o gorszących ekscesach seksualnych przybyszów z Bliskiego Wschodu oraz sprowadzenia przez kanclerz Merkel zagrożenia bezpieczeństwa w Europie, to Polska powinna wyrażać zaniepokojenie sytuacją w tym państwie i domagać się wyjaśnień.

Nowa ustawa   

Telewizja Polska, Polskie Radio i Polska Agencja Prasowa staną się mediami narodowymi, a te respektują chrześcijański system wartości, przyjmując za podstawę uniwersalne zasady etyki. Zostaną przekształcone w „państwowe osoby prawne”, a nadzór nad nimi będzie należał do Rady Mediów Narodowych – zakłada projekt ustawy o mediach narodowych, którymi mają być Polska Agencja Prasowa oraz „instytucje narodowej radiofonii i telewizji” (Telewizja Polska, Polskie Radio i 17 rozgłośni regionalnych PR).

Media przestaną więc być spółkami prawa handlowego, a staną się „państwowymi osobami prawnymi”.

Pluralizm

Jesienią 1981 roku NSZZ „Solidarność” prowadził akcję „Zejdziemy z murów, gdy wejdziemy na ekrany”. Gdyby nie niezależny obieg widz i słuchacz pozbawiony byłby uczciwej debaty. Ba, nawet reklama okazywała się groźna. TVP SA odmówiła w trakcie kampanii wyborczej emisji spotu promującego społeczną akcję NSZZ „Solidarność” „Sprawdzam polityka”, prowadzoną, by wyborca mógł sprawdzić, jak głosowali parlamentarzyści w sprawach ważnych dla zwykłych obywateli.

Artur S. Górski   

(Artykuł w lutowym Magazynie Solidarność)

 

Download PDF
Powrót Drukuj stronę